63 obserwujących
322 notki
325k odsłon
  1431   1

Krytycznie o przygotowaniach wizyty polskiej delegacji w Katyniu 10 kwietnia 2010 r.

O przygotowaniach tych napisano wiele. Wczoraj ukazała się też notka blogerki Wiesławy która obszernie napisała(przepisała) wiele, powiedzmy spornych informacji. Jako, że ta grupa jest bardzo odważna w ferowaniu wyroków na forach gdzie nie można się do nich odnieść powstała ta notka.

https://www.salon24.pl/u/nanofiber/1126518,o-przygotowaniach-wizyty-polskiej-delegacji-w-katyniu-10-kwietnia-2010-r,2


"Od katastrofy w Smoleńsku minęło jedenaście lat, jednak upływ czasu nie obniżył poziomu nienawiści do Lecha Kaczyńskiego. Jak zwykle wzmożenie tej nienawiści następuje w rocznicę tej katastrofy. Wtedy tzw. media społecznościowe są pełne tekstów, których autorzy demonstrują otwarcie swoją nienawiść i pogardę do tragicznie zmarłego prezydenta."

To niezupełnie tak. LK był przeciętnym, albo żadnym, prezydentem, bo jak wszystkie osoby w otoczeniu Jarosława był pod jego wpływem. Może mniejszym niż pospolici karierowicze, ale jednak. Wszyscy pamiętają jak w manierze "dobrego wojaka Szwejka" meldował "wykonanie zadania".

W chwili obecnej Lech Kaczyński jest, powiedzmy sporej, części polskiego społeczeństwa zupełnie obojętny. Był, przeszedł do historii, cześć jego pamięci. Społeczeństwo drażni za to nachalny proces gloryfikacji LK w manierze kultu jednostki epoki dawno minionej którą widzimy w skansenach typu Północna Korea czy azjatyckie republiki byłego Związku Radzieckiego. Te nachalne i artystycznie szmirowate pomniki, tablice i ulice w każdej wsi, na każdym większym placu, ministerstwie, urzędzie itd. Początkiem tego procesu był właśnie pochówek na Wawelu.


4 marca 2010 r. Tomasz Arabski, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, na konferencji prasowej poinformował, że na zaproszenie Władimira Putina Donald Tusk będzie w Katyniu w dniu 7 kwietnia 2010 roku. Pytany z czyjej inicjatywy nastąpiło rozbicie uroczystości stwierdził:

„Nie ma rozbicia uroczystości. Jest jedna uroczystość organizowana przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa i jest jedna wizyta bilateralna premiera polskiego rządu na zaproszenie premiera rządu rosyjskiego”.

Słowa Tomasza Arabskiego stoją w oczywistej sprzeczności z dotychczasowymi działaniami, w tym z działaniami przedstawicieli rządu (podsekretarza stanu w MSZ Andrzeja Kremera). W tym kontekście należy odczytywać głosy (pojawiające się przed 10 kwietnia, a także po katastrofie prezydenckiego samolotu), iż wizyta Prezydenta w Katyniu w dniu 10 kwietnia 2010 r. była nieoficjalna, a nawet „prywatna”. Prezydent RP Lech Kaczyński jako głowa państwa zamierzał uczestniczyć w oficjalnych obchodach 70. rocznicy mordu katyńskiego. Oficjalny charakter wizyty Prezydenta w Katyniu potwierdzała cała korespondencja i wszystkie działania podejmowane w tej sprawie. Przyjęcie zaproszenia do Katynia przez Premiera Donalda Tuska na 7 kwietnia 2010 r. skutkowało powstaniem wrażenia, iż skłóceni przywódcy państwa polskiego nie są w stanie razem uczestniczyć w tak ważnych uroczystościach.

Przypomnijmy, obóz polityczny Jarosława Kaczyńskiego prowadził bardzo antyrosyjską narrację. Trudno było w tej rzeczywistości oczekiwać, że strona rosyjska przyjmie zaproszenie na uroczystości 10.04 i to w tak wysokiej randze jak prezydent federacji. Tak daleko wpływy Jarosława nie sięgają. Rosjanie podeszli do sprawy pragmatycznie i zaprosili na swoją uroczystość premiera RP w celu upamiętnienia ofiar stalinowskiego reżymu różnych narodowości. Odmowa była możliwa, ale byłaby po prostu niedyplomatyczna.

O czym Wisława nie pisze, jest FAKT, że LK odczuwał dziwnym trafem potrzebę pochylenie czoła przed ofiarami Katynia tylko wtedy gdy wymagał tego kalendarz wyborczy. Trudno oczekiwać od politycznych oponentów których PiS obsobaczał na każdym kroku (pamiętamy słynne hasło "Polska w ruinie"), będą zachwyceni rolą tła dla rozpoczynającej się kampanii prezydenckiej PiS.


Czy wizyta LK była "oficjalna"? Tu Wiesława manipuluje naiwnym czytelnikiem. Rola tej wizyty na gruncie polskim nijak ma się do określeń przyjętych w dyplomacji. A tu sprawa jest banalnie prosta. Wizytą oficjalną jest taka na zaproszenie państwa-gospodarza. Najczęściej związana też z rewizytą. Widzieliśmy to na przykładzie wizyty premiera Putina w Polsce na Westerplatte (gdzie zresztą pałac prezydencki pytał "o zasadność wizyty premiera FR" i "sugerował" jej odwołanie).

Nikt przytomny nie będzie kwestionował FAKTU, że wizyta "antyrosyjskiego" LK nie nastąpiła na zaproszenie prezydenta FR. Czyli w języku dyplomacji "oficjalna" być nie mogła. Są jeszcze wizyty "nieoficjalne". Ale przy tych dochodzi do rozmów z politykami kraju gospodarza. Nic takiego planowane nie było, czyli wizyta "nieoficjalna" też nie była. Pozostaje wizyta "prywatna", przy której gość nie ma styczności z dyplomacją gospodarza. Więc w języku dyplomacji była to wizyta prywatna LK na polskiej uroczystości.

Lubię to! Skomentuj24 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka