Pod notką na tym blogu "Katyń 1940 — Smoleńsk 2010. Anatomia kłamstwa" wspomniany powyżej bloger @stanislav zamieścił komentarz, mający być w kontrze do przekazu bloga i notki, przytaczając powyższe słowa ks. prof. Waldemara Chrostowskiego.
Z mojej strony już przynajmniej dekadę tamu pisałem, że Macierewiczowi, jedynie by jak w piosence Skaldów,:
"... Nie o to chodzi by złowić króliczka, ale by gonić go, ale by gonić go, ale by gonić go, ..."
W procesie, który określałem jako kolejne okrążenia gonienia króliczka, Macierewicz i jego kamaryla co krok zmieniali narrację by uciec przed kompromitacją tych kłamstw i manipulacji. Proces odbywał się na tyle szybko, że gdy kompromitacja oszustw czy urojeń, wpierw zespołu parlamentarnego, który przeszedł płynnie w "podkomisję" KBWLLP, zaczynała się przebijać do szerszej opinii publicznej, Macierewicz znowu wychodził na prowadzenie z nową, jeszcze bardziej sensacyjną, wersją zamachu. Zawsze by być z własną narracją krok przed "pościgiem". Gdy im już zaczynało brakować natchnienia wracano do pierwszego mitu, po nim do kolejnych i tak przez lata ileśtam wersji zamachu było krótko, za to wielokrotnie, na topie.
Oczywistym celem tej działalności był wprowadzenie zamętu, tak by mniej zorientowane w technikaliach i podstawach fizyki osoby zagubiły się w tej mgle sprzecznych informacji bez realnej możliwości samodzielnego oddzielenia ziarna od plew i kąkoli.
Narracje Macierewicza i jego kamaryli były z założenia absurdalne. Nie chodziło przecież o wyjaśnienie czegokolwiek, tylko o dyskredytację oficjalnych organów państwa powołanych do zbadania katastrofy i osób podających w wątpliwość absurdy Macierewicza i jego kamaryli. Wszelkie próby walki z mitami Macierewicza na płaszczyźnie faktograficznej były (i są) z góry skazane na porażkę. Macierewicz gra na innym podwórku i w inną grę. Ze strony Macierewicza była to operacja dogłębnie przemyślana i z cyniczną skutecznością przeprowadzona. Macierewiczowi wcale nie zależało by z kimkolwiek dyskutować, wymieniać argumenty i dochodzić do prawdy o katastrofie. Wręcz przeciwnie, czym absurdalniejsza była jego teza tym głośniej ją, wielokrotnie i z namaszczeniem powtarzał.
W portfolio Macierewicza kłamstwo jest takim samym narzędziem, jak dla kogo innego młotek. Trzeba go tak używać by było skuteczne. Dla wodza (Kaczyńskiego), Macierewicza i profitującej na tym kamaryli PiS.
"Im bardziej sprzeczne z prawdą jest kłamstwo, tym jest skuteczniejsze. Ono nie może być bliskie prawdy. Ono musi być skrajnie, brutalnie przeciwne prawdy ... Tylko wtedy ma szanse na skuteczne przekonanie kogokolwiek do swojego punktu widzenia"
To dlatego narracja Macierewicza, Biniendy, Istoriasa i reszty oszustów jest tak skrajnie, brutalnie przeciwna faktografii, fizyce, logice i przyzwoitości; by nie dało się z nią rzeczowo polemizować. Dla Kaczyńskiego Macierewicz to też tylko "narzędzie polityczne", tak samo jak obu trumny 96 ofiar tej katastrofy.
Ale wracając do tytułu notki; ten cytat księdza profesora, mimo iż o katastrofie i podłych manipulacjach Kaczyńskiego i Macierewicza piszę od lat, był dla mnie objawieniem. Ze względu na dosadność treści w tych paru słowach które doskonale oddają cynizm smoleńskich aktywności Kaczyńskiego, Macierewicza i PiS w celu zdezorientowania tym zamętem Polaków.
Gdyby trzymali się jednego kłamstwa, szybko byłoby po "pięknym zamachu". Łatwo byłoby przejść od fałszu do prawdy. W realu, jak widzimy, zamęt trwa w najlepsze, dosadnie udowadniając prawdziwość tezy księdza profesora, jak i bezgraniczny cynizm Kaczyńskiego, Macierewicza i sporej gromadki towarzyszy partyjnych PiS, dla których PiS jest sposobem na dostatnie życie.
PS jak, nominalnie katolikowi, Macierewiczowi coś takiego przeszło przez gardło i jak, stanowiącym lwią część elektoratu PiS, nominalnie katolikom, coś takiego nie przeszkadza, umyka wszelkiej logice, o którą tu wszakże nie chodzi, tak samo jak i o zwykłą, ludzką przyzwoitość; "nie mów fałszywego świadectwa ..." to najwyraźniej też tylko "narzędzie polityczne".


Komentarze
Pokaż komentarze (1)