Ostatnim niezwykle aktywnym propagandystą smoleńskiego zamachu pozostał na Salonie 24 bl(a)gier imion wielu, Niegracz, Qwerty czy w chwili obecnej Istorias. Napisał on już jakieś 1000 notek o tematyce katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem. Tematy w nich poruszane powtarzają się z regularnością pór roku i odpowiadają narracji ekipy Macierewicza i ich kolejnych okrążeń w gonieniu króliczka tak by go nie złapać. Ostatnie knotki w quwecie Istroriasa podejmują kolejny raz temat "Go-Around", czyli na polski "odejścia na drugi krąg".
Oszustwo polega tutaj na tym, że ten termin był i jest stosowany niezgodnie z jego definicją. W przypadku polskich ekspertów chyba po to by nie pogrążać dodatkowo polskiej załogi. Niestety, ale zostało to bezlitośnie wykorzystane przez propagandę Macierewicza, która zrobiła z tej tragedii "narzędzie polityczne".
Więc w tradycji "nudnej teorii" zacznijmy od tego co to jest to ""odejścia na drugi krąg"?
W dzisiejszych czasach najprościej zacząć od Wiki gdzie odnajdziemy je pod pojęciem "Przejście na drugie okrążenie".
"– w lotnictwie, procedura przerwanego lądowania samolotu znajdującego się na końcowej ścieżce podejścia prostej do pasa lub po wylądowaniu. ... ."
Ok, do tego momentu to co stało się pod Smoleńskiem możemy próbować podciągnąć pod "przejście na drugie okrążenie", GA. Ale definicja idzie dalej, w innych językach nawet od tego się zaczyna:
"Odejście na drugi krąg nie jest sytuacją awaryjną, lecz standardową procedurą, którą każdy pilot musi znać na pamięć, żeby w razie konieczności podjąć w odpowiednim czasie decyzję odejścia (lepiej wcześniej, niż później) i wykonać ją bezbłędnie".
Czyli, jest to standardowa procedura którą wykonuje się gdy samolot znajduje się na ścieżce podejścia lub ew. z niewiekimi odchyłkami. Proszę zwrócić uwagę na stwierdzenie, że GA nie jest sytuacją awaryjną.
A co działo się pod Smoleńskiem? W końcowej fazie lotu maszyna znalazła się poniżej elewacji progu pasa. Działanie pilotów nie było wykonaniem standardowej procedury, lecz reakcją na botanikę która nagle wyłoniła się pilotom z mgły. To nie był Go-Around i wszelkie rozważania w tym kierunku mijają się z celem.
W tym konkretnym przypadku mieliśmy do czynienia właśnie z sytuacją awaryjną, koniecznością uniknięcia kolizji z przeszkodami terenowymi. W tym wypadku musimy mówić o awaryjnym poderwaniu maszyny i wszelkie rozważania na podstawie procedur GA są zupełnie bez sensu. Polska załoga próbowała ratować się za wszelką cenę. Rosyjski MAK ocenił, że polska maszyna już wcześniej znalazła się w sytuacji bez wyjścia, że nawet gdyby nie doszło do kolizji z tą rosłą brzozą i utraty ponad 6 m skrzydła, to i tak, z wielkim prawdopodobieństwem, doszłoby do katastrofy w wyniku utraty prędkości i związanego z tym oderwania strug powietrze na płacie, tzw. przeciągnięcia. Można dyskutować czy rosyjska ocena była prawidłowa, co jest i pozostanie sztuką dla sztuki. Może tak, może nie; na drodze była brzoza z którą kolidowała polska maszyna, co przypieczętowo jej los.
Czyli wszelkie paranaukowe wygibasy Istoriasa imion wielu, jak były bez sensu tak i pozostaną. Tak samo jak raport Burdenki w kwesti Katynia.
Notka ta doczekała się "nobilitacji" w postaci kolejnej knotki w quwecie.
Bynajmniej nie zaskakuje, że równie bez sensu jak ta powyżej omawiana. Zacznijmy od tego, że ja linkuję do tematu który omawiam, nawet jeśli jest to zawartość quwety.
"- A cóż to takiego jest "awaryjne podrywanie samolotu pasażerskiego
o masie 76 ton
- nudna teoria nie wyjaśnia, nie opisuje
...
- Jakie parametry wyjściowe tego awaryjnego poderwania maszyny ?
nuda teoria też nie podaje"
Znanych jest kilka solidnych opracowań i rekonstrukcji trajektorii. A przekazu notki Istorias Niegraczowicz Quwetow po prostu kolejny raz nie pojął. Nie pojął, że wciska naiwnym bzdurną narrację podlewając ją sosem pojęć których ani on, ani jego target nie rozumie, a co gorsza zrozumieć nie chce. Nie chce pojąć, że Go-Around jest procedurą wykonywaną wg. skodyfikowanych zasad, której wykonanie jest BEZPIECZNE!
Polscy piloci zareagowali w obliczu kolizji z przeszkodami terenowymi. Odruchowo ratowali maszynę i siebie, bez żadnej analizy czy wprowadzi to maszynę poza podręcznikowy zakres parametrów lotu. Trzeba nieć solidnie nierówno w żwirku by pisać o "parametrach wyjściowych tego awaryjnego poderwania". Przecież parametry w momencie gwałtownego ściągnięcia sterów są znane. A cała reszta umyka podręcznikom, bowiem z zapisu FDR wynika, że wcześniej ściągnięta została kolumna sterowa niż pchnięte zostały manetki silników. Procedura GA dla Tu-154, i zapewne większości samolotów świata, przewiduje to dokładnie odwrotnie, wpierw gaz, później stery.


Komentarze
Pokaż komentarze (34)