Minęła kolejna, szesnasta rocznica tragedii pod Smoleńskiem. Odbyły się związane z nią uroczystości. Po prostu "10-tego bez zmian". A mimo wszystko pojawiła się nowa jakość. Tak dyskretnie, wpleciona w słowotok Kaczyńskiego. Kaczyński odkrył Czajniczek Russella na swoje potrzeby.
Zacznijmy od czajniczka; za Wiki:
Czajniczek Russella, zwany też kosmicznym czajniczkiem (ang. celestial teapot) – wyimaginowany obiekt wymyślony przez Bertranda Russella jako odpowiedź na stanowisko, że to sceptyk musi dowieść nieprawdziwości niefalsyfikowalnych postulatów religii.
Analogia ta została zaprezentowana przez Russella w artykule Is There a God?, zamówionym (lecz nigdy niewydanym) przez magazyn „Illustrated” w 1952 roku:
Czajniczek krąży wokół Słońca po eliptycznej orbicie, lecz jest za mały do wykrycia przez nawet najlepsze teleskopy. W związku z tą jego właściwością nie można dowieść jego nieistnienia. Wyobraźmy sobie człowieka, który utrzymuje, że czajniczek niewątpliwie istnieje, a skoro nie da się udowodnić, że jest inaczej, to odrzucenie tego twierdzenia przez innych ludzi jest przejawem absurdalnych i nieracjonalnych uprzedzeń. Słusznie uznano by, że taki człowiek prawi nonsensy. Jednakże gdyby obecność czajniczka potwierdzona była w starożytnych księgach, głoszona jako święta prawda każdej niedzieli i wtłaczana do umysłów młodzieży w szkole, jakiekolwiek wahanie w wierze w jego istnienie zostałoby uznane za oznakę podejrzanej ekscentryczności, a osobnika wątpiącego wysłano by do psychiatry w bardziej oświeconych czasach lub oddano w ręce inkwizycji w wiekach wcześniejszych.
Czy od samego początku katastrofa była instrumentalizowana przez Jarosława Kaczyńskiego? Nie wiem. Za to jego otoczenie takich dylematów nie miało. Znamy relację generała Pytela któremu Antoni Macierewicz miał powiedzieć: "Panie generale, pan jest inteligentnym człowiekiem. Wie pan przecież, że zamach smoleński to tylko narzędzie polityczne", a ja patrząc na całokształt jego działań, jako człowiek inteligentny, wierzę generałowi bez zastrzeżeń.
Od którego momentu i dla Jarosława Kaczyńskiego Smoleńsk, czyli trumna jego brata, trumny pozostałych ofiar katastrofy, krypta na Wawelu, pomniki w centrum Warszawy stały się "narzędziem politycznym", tego nie wiem. Ale raczej relatywnie wcześnie. Jego szturm "bez żadnego trybu" na sejmową trybunę, jak się obejrzy jego zadowoloną minę gdy ponownie zasiadł na swoim miejscu, nie pozostawia tu wiele miejsca na wątpliwości.
Dlaczego więc nowa jakość? Na czym ona polega?
Działania, propaganda, PiS do tej pory opierały się na emocjach, jak powyżej przedstawiony występ czy pozorowaniu badań naukowych. Jak wiemy, po ośmiu latach przy pełni władzy i korycie nie powstał żaden dokument uprawdopodabniający, nie mówiąc już o dowodzie zamachu. W obliczu totalnej plajty Macierewicza i jego "podkomisji", za którą to ktoś powinien już siedzieć, całe to towarzystwo ucieka w metafizykę.
- Chciałbym wezwać wszystkich, którzy nie są tchórzami, żeby mówili prawdę. Żeby mówili o zamachu smoleńskim. (Publika za wodzirejami, jak za komuny, skanduje "to był zamach, to był zamach") To, że 16 lat po tym zamachu nie ma nigdzie - ani w Polsce, ani na świecie - gotowego dokumentu, który by to stwierdził, nie jest żadnym dowodem na to, że go nie było."
(od 6:49)
No skoro nie ma dowodu na nieistnienie czajniczka, to nie jest to dowodem, że go nie ma. Proste. Prosty dowód, że Smoleńsk ostatecznie stał się wyznaniem wiary i sektą dzielącą skutecznie polskie społeczeństwo i Unię Europejską ku uciesze Putina, Trumpa i Jinpinga.
Dalej Kaczyński, cytując go dosłownie, "wyciera sobie mordę" ofiarami sowieckich mordów w Katyniu, Miednoje i innych miejscach kaźni, w tym i z mojej rodziny, wplatając ich w swoją zakłamaną propagandę mówiąc, że "zbrodnia katyńska została przyjęta do wiadomości przez zachód dopiero gdy przyznali się do niej sami Rosjanie. ...".
Podłe, cyniczne kłamstwo w którym Kaczyński wspina się do władzy, a jego akolici do koryta już nie tylko po trumnach ofiar tej katastrofy, ale i tysiącach ciał które spoczęły w rosyjskiej ziemi. W sumie nic nowego, Lech miał w Katyniu, na tle pomnika ofiar, rozpocząć kampanię wyborczą i dlatego było parcie by punktualnie był przed kamerami. Przed kamery trafił, ale nie tak jak chciał. Jarosław dalej coś tam peroruje o amerykańskiej komisji lat 50-tych i "oficjalnej wiedzy, chociaż wszyscy wiedzieli". Wszyscy, to wiedzieli od momentu gdy międzynarodowa komisja pod auspicjami Czerwonego Krzyża dokonała ekshumacji w Katyniu. Wszyscy wiedzieli, pisały o tym kontrolowane przez okupanta gazety. Wiedzieli i po części nie wierzyli, dlatego, że donosiły o tym media pod hitlerowską kontrolą. W Norymberdze sowieccy zbrodniarze chcieli tę zbrodnię przypisać hitlerowskim zbrodniarzom, na zasadzie, że jeden mord mniej czy więcej przejdzie po cichu. Zamysł ten spalił na panewce, ale dlatego, że Norymberga była sądem nad hitlerowskimi zbrodniarzami nikt tam nie odpowiedział za zbrodnie w Katyniu.
Wracając do tytułowego czajniczka;
W 2003 roku wątek czajniczka został rozwinięty, przez Richarda Dawkinsa, w książce „Kapłan diabła”:
Przyczyną, dla której zorganizowane religie zasługują na potępienie, jest to, że w przeciwieństwie do wiary w czajniczek Russella, są potężne, wpływowe, mają korzyści podatkowe oraz zagwarantowany wpływ na dzieci zbyt małe by się bronić. Dzieci nie są przymuszane do spędzania decydujących o ich późniejszym rozwoju lat na czytaniu ilustrowanych książeczek o czajniczkach. Państwowe szkoły nie wykluczają dzieci, których rodzice upodobali sobie zły kształt czajniczka. Wyznawcy czajniczka nie kamienują niewierzących w czajniczek, czajniczkowych apostatów, czajniczkowych heretyków czy też czajniczkowych bluźnierców. Matki nie ostrzegają synów przed małżeństwem z czajniczkową sziksą, której rodzice wierzą w trzy czajniczki, a nie w jeden. Ludzie, którzy najpierw wlewają mleko nie rzucają na kolana tych, którzy najpierw wlewają herbatę.
Kaczyński jest prawnikiem. Jest doktorantem ideowego komunisty Stanisława Ehrlicha, który dotarł do Polski na sowieckim ciągniku artyleryjskim z armią Berlinga. Egzaminy doktorskie zdał z teorii państwa i prawa oraz filozofii marksistowskiej (oba na „bardzo dobrze”), a 8 grudnia 1976 r. obronił pracę doktorską „Rola ciał kolegialnych w kierowaniu szkołą wyższą”.
Jak widzimy, ta filozofia, bardziej leninowska, tak mu weszła w krew, że wszyscy są winni póki nie udowodnią, że są niewinni. W myśl tej zasady Stalin przeprowadzał czystki w Rosji, wymordował polskich oficerów i policjantów czy przesiedlał całe narody. W przeciwieństwie do wiary w czajniczek Kaczyński zorganizował wokół wiary w zamach potężny, wpływowy ruch, zapewniający klice kapłanów, ich rodzin i znajomych królika dostęp do ogromnych pieniędzy i wspaniałego życia. Jak w rozwinięciu Dawkinsa wiarę w "zamach smoleński" zaczęto głosić w szkołach, a oponenci piętnowani są niczym średniowieczni heretycy.
Parafrazując Kaczyńskiego
"Trzeba to wiedzieć, trzeba to rozumieć, ... ale nie możemy tego zaakceptować"



Komentarze
Pokaż komentarze (6)