Ojciec 1500+
Ojcowie, nie drażnijcie dzieci, ale wychowujcie je stosując dyscyplinę i nauczając je tego, co się podoba Panu. Ef 6.4
15 obserwujących
46 notek
109k odsłon
  905   4

Polityczne waśnie i wspólne imprezy - co bardziej szkodzi?

Aktem desperacji najbardziej pokazującym rozpacz sytuacji mieszkańców miasta zepchniętego do skrajnej nędzy przez partyjne waśnie i celowe szkodzenie gospodarce aby uderzyć w przeciwnika politycznego był atak 22-letniego Adriana M. na studio TVP Łódź w dniu 21 września 2003 roku. Napastnik po wzięciu zakładnika zażądał tylko chwili czasu antenowego, w którym oświadczył, że nie chciał nikogo skrzywdzić, przeprasza wszystkich którym sprawił kłopot, nie chce nic dla siebie - chciał tylko swym desperackim czynem zwrócić uwagę na tragiczną sytuację młodzieży w małych miastach, która nie ma szans na pracę, nie ma pieniędzy na edukację więc popada w alkoholizm i narkomanię. 

Dodam, że okoliczności w jakich miało miejsce to dramatyczne zdarzenie całkiem niedawno w portalu wp.pl opisano wręcz sielankowo: 

"Jest lato 2003 roku. Polska przeżywa dość stabilny okres, choć wyraźnie czuć już narastające napięcie. Nie brakuje takich, którym nie podoba się, że władza jest w rękach postkomunistycznej lewicy, a najwyższe stanowiska zajmują politycy znani z czasów PRL-u: prezydentem jest Aleksander Kwaśniewski, na czele rządu stoi Leszek Miller. A wybory dopiero za dwa lata." Link do źródła: 18 lat temu wszedł z bronią... 

Po prostu cudownie! Żadnych problemów. No, prawie żadnych - niektórym warchołom władza się nie podoba. Ani słowa o tym, że w roku 2003 bezrobocie w Polsce przekroczyło 20% i był to absolutny rekord w historii II RP. Ani słowa o tym, że bezrobocie nie rozkłada się równo - w dużych miastach jak Warszawa lub Łódź (z którą Leszek Miller jest osobiście związany) sytuacja jest zdecydowanie lepsza, ale tam gdzie upadły PGR-y lub przemysł (a tak się stało w Tomaszowie za czasów Leszka Balcerowicza) bez pracy jest co trzeci, a niekiedy nawet co drugi człowiek, który chce i może pracować. 

Dopiero rok 2005 coś zmienił. Część ludzi po wejściu Polski do UE wyjechała szukać pracy w Londynie (Wielka Brytania w przeciwieństwie do innych silnych gospodarek UE zrezygnowała z "okresu przejściowego" i otworzyła swój rynek pracy). Zyta Gilowska wprowadziła reformę prawa pracy traktującą zatrudnianie na czarno jak defraudację składki emerytalnej, "zamordystyczne" rządy PiS trochę postraszyły przestępców w białych kołnierzykach i nagle bezrobocie spadło z rekordowego 20% (za czasów Leszka Millera, rok 2003) do wartości jednocyfrowej (koniec pierwszych rządów PiS, ostatni kwartał roku 2007; za rządów PO jeszcze "z rozpędu" spadało na początku roku 2008, po czym znów wzrosło do 15 % na przełomie lat 2013-2014). I mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego w większości przestali tęsknić za komuną. Ale nie od razu. Najpierw władze PiS wreszcie zrobiły w tomaszowskich strukturach partii porządek ze wszystkimi fanatycznymi stróżami i rozleniwionymi emerytkami dostającymi się do Rady Miasta za pomocą plakatów z "selfie" kandydata z Janem Pawłem II i ulotek podrzucanych w przykościelnych sklepikach do katolickiej prasy, a postawili na ludzi młodych i dynamicznych - takich jak Prezydent Miasta Marcin Witko (w wyborach na drugą kadencję zwyciężył zdecydowanie już w pierwszej turze). Miasto przestało popadać w ruinę, a zaczęło się dynamicznie rozwijać: jest praca, są odnowione parki i place, jest Arena Lodowa - jeden z największych w Polsce obiektów sportowych wybudowany obok kręgielni, na której padły złowieszcze słowa o " dawaniu ludziom w dupę".

Niechcący z artykułu o urodzinach redaktora Mazurka zrobił mi się artykuł wspomnieniowy pokazujący dlaczego ludzie wywodzący się z małych miasteczek tak chętnie głosują na PiS. Dla nas (bo jestem wśród tych ludzi) liczy się RYNEK PRACY, a nie żaden "socjal" czy "500+".

Ale wracając do tematu do tematu: przykład Tomaszowa Mazowieckiego najdobitniej pokazuje, że to nie wspólne spotkania towarzyskie, ale właśnie mściwość, zapiekłość, niechęć do jakiejkolwiek współpracy z drugą stroną i owa modna dziś "totalna opozycyjność" polityków niszczą nasz kraj na każdym szczeblu, na którym zaczynają "królować". Kiedyś niszczyły Tomaszów, a dziś niszczą Polskę.

Czymże innym jest nakłanianie instytucji europejskich do "zamrażania" funduszy dla Polski i nakładania na Polskę kolejnych kar niż "dawaniem ludziom w dupę" tak długo i boleśnie, aż im się odechce "pisiorów" i zatęsknią za PO? 

***

Osobnym tematem jest to, jak tragiczne w skutkach dla relacji międzyludzkich jest demonstracyjne KARANIE i UPOKARZANIE przez Donalda Tuska polityków ze szczytów PO: Borysa Budki i Tomasza Siemoniaka tylko za to, że znaleźli się na jednej imprezie towarzyskiej z politykami PiS i dali się sfotografować w trakcie rozmowy z nimi. Równie tragiczne skutki maja oświadczenia w stylu: 

"...z posłami PiS żadnego kontaktu tam nie miałem. Z jednym z ministrów (posłem z mojego okręgu wyborczego) i jego żoną (w większej grupie - co widać na zdjęciu) zamieniłem kilka słów przy wyjściu..."

Napisał o tym zarówno sam Robert Mazurek, szereg innych redaktorów i publicystów np.: Piotr Zaremba, szereg blogerów Salonu24 np.: SeamanPaweł Jędrzejewski i Alpejski, mówi o tym głośno szereg polityków PiS np.: Małgorzata Wassermann a nawet niektórzy politycy opozycji, jak Jan Filip Libicki - najlepszym podsumowaniem wątku jest jego zdanie:

Lubię to! Skomentuj34 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka