z odmętów szaleństwa :-)
Kwestionowanie uczciwości wyborów to odmęty szaleństwa. /Bronisław Komorowski/
66 obserwujących
375 notek
698k odsłon
7312 odsłon

Marian B. i Tomasz G. ?

Wykop Skomentuj351

Notkę przygotowałem przed info, że CBA skierowało zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Mariana Banasia. Niczego jednak nie zmieniam -  póki co Marian Banaś nie jest jeszcze Marianem B. a poniższa notka nawet lepiej wpisuje się w kontekst tego newsa.


W związku z żądaniem ( życzeniem?) Jarosława Kaczyńskiego wysuniętym wobec Mariana Banasia, żeby ten podał się do dymisji, płonące ognisko rozpalone przez Bertolda Kittela i TVN, dostało nowego paliwa i płonie jak wysuszona stodoła. Pytanie jednak jest takie: na ile podpalacz podpalił to, co naprawdę było do podpalenia, a ile dołożył od siebie?
 
 

Żyję już w Polsce na tyle długo i na tyle długo interesuję się polityką, żeby w całej tej sprawie, którą nazwać można "Banaś, odmieniany przez wszystkie przypadki i słowo- klucz opozycji", wyczuć jakiś niepasujący do niczego zapach - czyli coś tu nie gra. Banaś nie jest ani pierwszym i ani ostatnim politykiem, który został "utrącony" na skutek medialnego reportażu śledczego, ale jego przypadek jest zupełnie wyjątkowy. Banaś jest bowiem tym medialnym antybohaterem, wobec którego nic nie wynika z sensie karnym i prokurator - po obejrzeniu i przeczytaniu materiałów dostępnych w mediach - może tylko powiedzieć:nie mam tu nic do roboty. Jakim więc cudem TVN-owi udało się ubrać Banasia w ubranko co najmniej zbrodniarza, który - jak można by wywnioskować po skali medialnej nagonki -   w swojej kamienicy mordował, gwałcił i rabował kogo popadnie?


Żeby sobie na tak postawione pytanie odpowiedzieć, trzeba odtworzyć sekwencję wydarzeń. 27 sierpnia 2019 wygasa kadencja dotychczasowego szefa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego , który poinformował, że chce wystartować w październikowych wyborach parlamentarnych. Z tego powodu postanowił o kilka dni skrócić swoją prezesurę w NIK, żeby - jak wyjaśnił - Izba pozostała apolityczna. 30 sierpnia Izba Wyższa naszego parlamentu poparła powołanie dotychczasowego szefa finansów na prezesa Najwyższej Izby Kontroli. I w tym miejscu wypada zapytać: dlaczego na to to wysokie państwowe stanowisko PiS decyduje się desygnować właśnie Mariana  Banasia? Z dwóch powodów.


Pierwszym jest życiorys Banasia - chlubny życiorys najpierw opozycjonisty w czasach "komuny", później propaństwowego aktywisty i urzędnika, który terminował u Lecha Kaczyńskiego ( od 1992), kiedy ten był prezesem NIK, dalej obejmujący rożne stanowiska w NIK i Ministerstwie Finansów: od 21 listopada 2005 do 2 stycznia 2008 był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, w tym od 28 listopada 2005 także szefem Służby Celnej. 19 listopada 2015 ponownie objął oba te stanowiska. 9 grudnia 2016 powołany na stanowiska sekretarza stanu w Ministerstwie Finansów, a także szefa Krajowej Administracji Skarbowej. Obowiązki w KAS objął z chwilą jej powstania 1 marca 2017 (dzień wcześniej została zlikwidowana Służba Celna, a jej struktury wcielono do Krajowej Administracji Skarbowej). Ten życiorys pokazuje w sposób nad wyraz widoczny, że Marian Banaś nie jest przypadkową "popierdółką" i jak mało kto zna mechanizmy finansowe państwa - także, a może przede wszystkim, w kontekście ich ciemnej strony, której korzenie tkwią głęboko w czasach peerelu i zostały usankcjonowane układem okrągłostołowym.


Wiedza i doświadczenie Mariana Banasia determinuje drugi powód, dla którego zostaje on szefem NIK. Ten drugi powód to misja, jaką Banaś otrzymuje od - najpewniej - Jarosława Kaczyńskiego. Jaka to misja? Nie ulega wątpliwości, że Kaczyńskiemu ( i PiS) w budowie Polski swojej wizji i projektu przeszkadzają dwie fundamentalne formacje postawione przez elity III RP: formacja sądownicza i formacja układów o charakterze mafijnym, czerpiąca nie tylko olbrzymie zyski  z dojenia Polski na różne sposoby, ale mająca realny wpływ na funkcjonowania państwa w ogóle. Rozbicie tych formacji to dla PiS cele absolutnie strategiczne - tyle konieczne dla efektywnego rządzenia, co arcytrudne ze względu na opór materii. W minionej kadencji PiS zabrał się za formację sądowniczą - w miarę z pozytywnym skutkiem, chociaż dalekim jeszcze od pełnego rozbicia, w tej kadencji trzeba było "napocząć" formację mafijną - i taką misję otrzymuje Banaś.


Dla drugiej strony jest to bardzo poważny alarm. Marian Banaś to - jak już napisałem -  nie jest "popierdółka", ale poważny i groźny dla układu przeciwnik, którego za wszelką cenę trzeba utrącić. Śmiem twierdzić, że ostatecznym rozwiązaniem byłby słynny "seryjny samobójca" - ale byłoby to rozwiązanie szalenie ryzykowne, bo tak naprawdę rozwiązujące PiS-owi ręce w kwestii rozwiązań siłowych. Dlatego -  bez wątpienia w pośpiechu i w panice - szukano "czegoś" na Banasia - małej podpałki, którą dałoby  się rozdmuchać do dużego ognia. Zlecenie dostał typowy, bezwzględny i sprawdzony "cyngiel do zadań specjalnych" - Bertold Kittel. O nim napisałem już wcześniej TUTAJ ,zatem nie na sensu niniejszej notki wydłużać, ale muszę dodać, że była współpracownica Kittela, Anna Marszałek, po zakończeniu mało chlubnej kariery dziennikarki śledczej, od 2011 roku pracuje w ... NIK.

Wykop Skomentuj351
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka