Widzę, słyszę, myślę...
Mieszkam w Poznaniu. Jestem Polakiem.
143 obserwujących
628 notek
1430k odsłon
  826   1

Komu plebiscyt, komu?

Plebiscyt France Football na najlepszego piłkarza świata wzbudził mój niesmak. Robert Lewandowski nie otrzymał Złotej Piłki za rok 2021 - niestety.  Ale mój niesmak wywołało też trwające od kilku tygodni pompowanie balonika z "Lewym", że niby werdykt nie może być inny: tylko Lewandowski, bo on och i ach, a reszta konkurentów przy naszym "najlepszym piłkarzu świata" nadaje się do tarcia chrzanu względnie do czesania niedźwiedzi.


Piłka nożna jest grą zespołową, a indywidualne wartości nie mają takiego przełożenia jak w innych, typowo "osobowych" dyscyplinach sportu. I dobrze, bo gdyby było inaczej, futbolowe mecze należałoby oceniać z styl i wygibasy poszczególnych piłkarzy. W piłce nożnej naprzeciw siebie stają dwie jedenastki kopaczy o różnych kwalifikacjach, osobowościach i umiejętnościach - wygrywa drużyna, która wbije więcej goli. Proste. Tak proste, że metry, centymetry, sekundy czy kilogramy nie mają żadnego znaczenia. Mecz można zmierzyć na setki statystycznych sposobów, ale jedyna ważna statystyka dotyczy zdobytych bramek. Przez drużynę, nie przez pojedynczego zawodnika.


Stąd nie wiem, czy jakiekolwiek  plebiscyty na najlepszego piłkarza świata mają w ogóle sens? Bo kryteria wyboru siłą rzeczy muszą być zawsze subiektywne i niewymierne. Wygrać ma ten, co strzelił najwięcej goli? OK, ale od tego jest klasyfikacja strzelców, przy czym na strzelanie goli wpływ ma cała drużyna i nie da się określić ile przy określonym golu dał z siebie strzelec, a ile przy tym golu zrobiła drużyna. Gol jest zawsze konsekwencją działania całej drużyny, która zmusza przeciwnika do popełnienia błędu, z czego korzysta strzelec gola - na ogół napastnik i taka jest jego rola: on strzelanie goli trenuje i w tym aspekcie gry jest specjalistą. Zresztą gdyby ilość zdobytych goli - jako wartość wymierna - miała mieć znaczenie, w plebiscycie byłby także np. niejaki Hubert Pachowicz , który w barwach Wieczystej Kraków zdobył 86 goli. Tyle tylko, że w w klasie okręgowej.


Wróćmy do naszego nadymanego do granic możliwości balona, który podczas Gali France Football pierdyknął z hukiem. W komentarzach fachowców i "fachowców" czytam, że Lewandowski nie wygrał, bo jest Polakiem, a na Salonach Europy Polacy nie są mile widziani. Może i tak, chociaż uważam taką tezę za naciąganą i nieprawdopodobną. Lewandowski na tych europejskich Salonach postrzegany jest jako zawodnik Bayernu Monachium, później długo, długo nic i dopiero po tym jest kapitanem reprezentacji Polski i w ogóle Polakiem. A sam Bayern? Bundesliga nie jest dla Europy najmocniejszą ligą, znacznie wyżej ocenia się ligę hiszpańską, angielską czy bawet włoską. Bo w nich grają najwybitniejsze gwiazdy i w nich strzelanie goli nabiera wyjątkowego znaczenia. I zgadzam się z twierdzeniem, że 20 strzelonych goli w lidze angielskiej, ma jednak większą wartość niż 20 goli w Bundeslidze. Popełnię teraz pewnie teraz herezję, ale dla mnie walenie bramek Hoffenheimom i Augsburgom w Bundeslidze i w meczach grupowych Ligi Mistrzów, to nie jest jakiś kosmiczny wyczyn, zwłaszcza, że Bayern, który jest wyceniany prawie na miliard euro, (gdzie druga Borussia na trochę ponad 500 milionów) przerasta te Augsburgi o trzy klasy.


W reprezentacji Polski też następuje dysonans poznawczy - "Lewy" nie jest tym samym piłkarzem co w koszulce Bayernu. I to - niestety - jest fakt, przy czym bez znaczenia jest, że w Bayernie ma lepszych partnerów do gry. Lewandowski w reprezentacji po prostu nie błyszczy - poza kilkoma meczami.  Nie chcę ani o milimetr obniżać wartość piłkarską Lewandowskiego, bo to piłkarz  więcej niż wybitny, ale przestańmy o nim mówić "najlepszy piłkarz świata". Kandydatów do takiego miana jest wielu - każdy z nich ma coś, czego nie ma Lewandowski, który z kolei ma "coś" czego nie mają inni. Tylko nie ma możliwości, żeby to miarodajnie ocenić. Koniec. Kropka.


Wygrał Messi. Bóg Barcelony z czasów jej świetności, bóstwo Argentyny i pełnoprawny następca Diego Maradony. Ale czy dziś jest najlepszym piłkarzem świata? Wątpię. Byłoby lepiej dla Plebiscytu, gdyby wygrał jednak Lewandowski, lub może Jorginho, Kante albo Salah. Bo Messi trochę się już znudził. Piłka nożna potrzebuje natomiast nieustannie świeżości i nowych herosów. Złota Piłka to wojna gustów i ścieranie się subiektywnych ocen. Na dziś dostaliśmy taką, że Messi się przełamał w Copa America, więc dostał nagrodę i pozostaje wciąż (i zawsze będzie) większą marką w skali globalnej niż Lewandowski.  Do szczytów dobijają się także inni pretendenci, młodzi futbolowi geniusze, zatem nie pompujmy już balonika z Lewandowskim, bo to nie ma sensu. Żadnego, bo co mi kto zrobi, jeżeli dla mnie w wewnętrznym plebiscycie najlepszym piłkarzem świata jest Joao Amaral z Lecha Poznań?  Zatem: komu plebiscyt, komu?

Lubię to! Skomentuj36 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport