Kiedy w 2015 roku wybory parlamentarne wygrało PiS ( ) byłem prawie szczęśliwy. Uważałem bowiem, że po najczarniejszych w historii Polski rządach Platformy i rudego premiera, który "robił" za niemiecki podnóżek, pojawiła się wreszcie szansa na polską państwowość przez wielkie "P" - jak Polska zresztą. I pierwsze miesiące po wyborach zdawały się wskazywać, że ta szansa ma swoje mocne podstawy i na lata będzie determinować sprawowanie władzy i... decyzje wyborcze. Rząd Beaty Szydło niezwykle jasno zdefiniował działania niezbędne dla gruntownego "remontu" państwa teoretycznego, czyli c***, dupa i kamieni kupa - jak był łaskaw się wyrazić o Polsce jeden z platformianych "geniuszy" - i z kopyta wziął się do roboty. Równie jasne wydawało się umiejscowienie pozycji Polski w strukturach UE - rząd Szydło ani myślał o posłusznej i pokornej postawie wobec zideologizowanej Brukseli: przeciwnie - zapowiadał twardą postawę i podmiotową ( nie przedmiotową) pozycję negocjacyjną w wielu spornych sprawach.
I nagle zjawił się on, chciałoby się napisać "cały na biało" i zaczął mamić Polaków quasi korporacyjnymi prezentacjami w Power Point. Mistrz "Power Pointa" - jak nazwano nowego premiera - potrafił niezwykle barwnie i przekonująco mówić jak wyjść z pułapki średniego rozwoju, poprawić efektywność gospodarczą, zelektryfikować samochody, zbudować nowoczesną infrastrukturę, a przede wszystkim jak poprawić i zdecydowanie podnieść standard życia Polaków. Niech kamieniem rzuci ten, co tej korpogadki nie kupił : wyłączając rzecz jasna zatwardziałych jak beton tuskowych lemingów, którym niechęć ( a najczęściej nienawiść) do PiS przysłoniła widok w szerokiej perspektywie. Morawiecki zapowiadał także kontynuację strukturalnych reform państwa - ze sztandarowym dla PiS projektem uzdrowienia polskiego systemu wymiaru sprawiedliwości - oraz utrzymanie twardego kursu wobec Brukseli, chociaż już w wydaniu bardziej pragmatycznym, czyli "trzeba się dogadać i się dogadamy."
Jak się dogadaliśmy i jakie są tego efekty już dobrze wiemy. "Pragmatyzm" rządu Morawieckiego doprowadził Polskę do "interesu tysiąclecia", w którym żyrujemy unijną pożyczkę - czyli największy pakiet środków, jaki został dotychczas sfinansowany w Europie. Łączna kwota 2,018 bln euro w cenach bieżących, ma służyć odbudowie Europy po pandemii COVID-19. Jak dotąd Polska nie dostała ( i nie dostanie) z tej pożyczki ani grosza, ale musi ją solidarnie spłacać, co już nas wszystkich kosztuje około 5 mld euro. Nie da się chyba zaprzeczyć, że nie ma drugiego takiego państwa w świecie, które dałoby się tak naiwnie ograć, żeby nie użyć bardziej adekwatnego słowa, które jest jednak niezbyt przyzwoite, Pół biedy, gdyby przynajmniej za to upokorzenie udało się zyskać jakiś przyczółek w zakresie niezbędnych reform w państwie, ale wszyscy już doskonale wiemy, że reforma sądownicza to - znów powtarzając Bartłomieja Sienkiewicza - c***, dupa i kamieni kupa, a nawet gorzej, bo na skutek nieudolności PiS i upokarzających ustępstw wobec Brukseli, jest gorzej niż było: kasta sądownicza stworzyła niemal oficjalne "państwo w państwie" i jest praktycznie nietykalna. We wszystkich zresztą kwestiach dyskusyjnych na linii Warszawa - Bruksela, rząd Morawieckiego stworzył swojego rodzaju farsę, bo scenariusz jest zawsze dokładnie taki sam: "nie oddamy ani guzika", po czym szef rządu podpisuje wszystko, co dostaje do podpisu.
A jak mają się realizacyjnie pokazy w Power Point? Nie ma tanich 100 tys. mieszkań, nie ma miliona elektrycznych aut, nie ma 25 proc. stopy inwestycji w PKB, a program Rodzina 500 plus nie załatał rosnącej dziury demograficznej w Polsce. Choć zmalało bezrobocie i poziom ubóstwa, trudno uznać Plan Morawieckiego za wielki sukces. Nie udało się zrealizować celów w wielu wskaźnikach zawartych w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. W ostatnich pięciu latach nie udało się także przyspieszyć znacząco inwestycji, innowacji i transformacji cyfrowej. Pod względem innowacji ciągle jesteśmy w ogonie Europy. SOR zakładał też reindustrializację: gdzie są te klastry czy doliny przemysłowe? Długo tak można by wyliczać, bo właściwie udało się jedno: przekop Mierzei, chociaż coraz wyraźniej widać ( niestety), że było to bardziej przedsięwzięcie piarowe niż stricte gospodarcze. Skandalicznie na tym tle wygląda inwestycja po nazwą CPK, która jawi się z kolei jako wielki przekręt dla "znajomych królika". I - co jasne - jako pole do propagandy sukcesu, którą wciąż łyka spora grupa pisowskiej pelikanerii.
Są również sprawy, które wręcz zahaczają jeśli nie o zdradę narodową, to przynajmniej o przepisy karne, mówiące o działaniach na szkodę państwa i jej obywateli. Pierwsza sprawa to pandemia, czyli bezpodstawne zamykanie służby zdrowia, przemysłu, gastronomii i usług, urzędów, transportu, cmentarzy i lasów. Do tego dołożyć trzeba szczepionkowe stręczycielstwo - nieprzebadanymi preparatami, których szambo wybija z coraz większą - i powszechną już wiedzą - siłą. Siłą niewyjaśnionych nagłych zgonów, zwiększonej liczby zawałów, zakrzepów i problemów kardiologicznych. Są medyczni specjaliści, którzy najbliższe lata przewidują " na czarno" - to dopiero początek, bo najprawdopodobniej szczyt różnych powikłań poszczepiennych dopiero przed nami - tzn. przed "szczepanami". W wyniku zamknięcia przychodni i szpitali rząd wysłał "do piachu" około 200 tys. Polaków, którzy nie doczekali się pomocy lekarskiej. Tego nie da się ani przemilczeć, ani wybaczyć, chociaż rząd Morawieckiego był pandemicznie nieco mniej rygorystyczny, niż inne rządy w Europie czy na świecie. Ale kłamał tak, jak inni, a nawet bardziej gorliwie zwalczał przejawy zdroworozsądkowe, które określane były jako antyspołeczne ruchy "antyszczepionkowe", inspirowane rzekomo przez kremlowską propagandę.
Inna sprawa to finanse państwa. One na papierze nie wyglądają źle, co zresztą rząd wykorzystuje propagandowo, ale nie mówi się ludziom o ogromnych już kosztach obsługi zadłużenia Polski, które to koszty balansują na cienkiej linie niewypłacalności Państwa ( scenariusz wenezuelski lub grecki). Budżet: według danych przesłanych do Brukseli, Ministerstwo Finansów pokazało aktualny szacunek wydatków, które rząd w tym roku wypchnie poza budżet. Okazuje się, że Polska pod tym względem będzie ewenementem na skalę europejską. Łącznie z danymi sprawozdawczymi i prognozą Ministerstwa Finansów w latach 2020-2022 fundusze poza kontrolą parlamentu w Polsce wygenerowały deficyt w skali ok. 8 proc. PKB. To dziesięciokrotnie więcej, niż średnio w pozostałych krajach generujących deficyt poza budżetem. Na ten rok rząd prognozuje wzrost prawdziwego deficytu, tego raportowanego do Komisji Europejskiej z ok. 49 mld zł w 2021 r. do 128 mld, czyli ponad 2,5-krotnie więcej. Porażające jest jednak coś innego. Chodzi mianowicie o to, że ponad 72 proc. (czyli już prawie 3/4) tego prawdziwego deficytu jest generowane w jednostkach poza konstytucyjną definicją "budżetu państwa". Finanse publiczne w Polsce stały się więc jakimś kadłubkiem, niebotyczną fikcją. Ale nie dziwi nic - Morawiecki rzuca kasą na lewo i prawo, dzieli się budżetem z Ukrainą i lekką rączką finansuje kaprysy ukraińskich migrantów. Nie należy już pytać, czy Morawiecki doprowadzi do katastrofy gospodarczo - finansowej Polski, ale kiedy do tej katastrofy dojdzie w widoku spektakularnym.
Trzecia sprawa to górnictwo i energetyka. Omówienie tego tylko z grubsza wymagałoby osobnej notki, bo to istna "stajnia Augiasza", pozbawiająca tak naprawdę Polskę suwerenności i możliwości rozwojowych. Gdyby Tusk tak likwidował polskie górnictwo, jak czyni to Morawiecki, to górnicy wynieśliby go na kilofach - w kawałkach. Tusk przy Morawieckim to mały cwaniaczek, chory na przerost własnej ambicji karierowicz, który jednak rozpoznawał granice, dokąd może się posunąć. Dlatego uciekł w "Brukselę", realizować własną prywatę i karmić własne ego. Morawiecki granic nie ma - jako sługa globalnych elit i europejskich eurokratów, zamienił Polskę w amerykańskie ranczo kowbojów, CIA i pseudo elit z deficytami umysłowymi. Podpierając się "autorytetami" - obecnie zdemoralizowanymi odpadkami dziennikarstwa, armii i partyjniactwa – Morawiecki wmawia hołocie na ulicy, że tak trzeba, bo to "racja stanu" i dzięki temu bomby Putna nam na głowę nie lecą. I tłumy drą mordę: Bwana Kubwa! Niech żyje Kaczyński i Morawiecki! Bwana Kubwa, bwana kubwa, bwana kubwa.
Na szczęście wrzeszczącej hołoty jakby ubywało...
https://www.money.pl/gospodarka/rzad-pis-przeszedl-sam-siebie-polska-najgorsza-w-ue-porazajace-6762022936849184a.html


Komentarze
Pokaż komentarze (15)