Niektórzy komentatorzy tego portalu chcieliby zobaczyć jakąś najbardziej spektakularną akcję wojskową Ukrainy, jakiś Blitzkrieg obejmujący zrównanie z ziemią Moskwy i wielu innych rosyjskich miast. Podejrzewam, a nawet jestem pewien, że w przeciwieństwie do wojskowych nie mają oni bladego pojęcia o okropnościach prawdziwej wojny. Nie mają także tego pojęcia politycy podżegający do wojny, bo oni nigdy nie walczą i nie ryzykują, że zostaną ochlapani mózgami i wnętrznościami innych żywych istot ludzkich. Jak pisał Julian Tuwim:
— O przyjacielu nieuczony,
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
Wiedz, że na trwogę biją dzwony
Króle z panami brzuchatemi;
Wiedz, że to bujda, granda zwykła
Gdy ci wołają "Broń na ramię!"
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami;
Że coś im w bankach nie sztymuje
Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
Lub upatrzyły tłuste szuje
Cło jakieś grubsze na bawełnę,
Rżnij karabinem w bruk ulicy!
Dokładnie tak jest z wojną na Ukrainie. To te "tłuste szuje", wespół z chorymi obłąkańcami, których i na Salonie nie brakuje, dzień w dzień podsycają wojenną retorykę i nienawiść do Rosjan prowadząc wojnę z Rosją z wykorzystaniem Ukraińców jako mięso armatnie. To oni i tylko oni chcą, aby ta wojna była jak najszersza. Niedawno minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow oskarżył Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię o zerwanie prowadzonych w marcu w Stambule negocjacji między Rosją a Kijowem, które były bardzo bliskie pokojowi i których warunki były niezwykle korzystne dla Kijowa. Teraz jest już pewne, że Kijów drugi raz nie otrzyma już tak korzystnych warunków. Nieodpowiedzialne działania reżimu Zelenskiego za dużo kosztowało Rosję, która właściwie dopiero teraz rozpoczyna prawdziwą wojnę. Po "aferze" z mostem nad Cieśniną Kerczeńską cierpliwość Rosji dobiegła końca. Rosjanie mianowali teraz głównodowodzącym operacji generała Surovikina, zwanego "Generałem Armagedon”. Surovikin mówi wyraźnie, że Ukraina musi być wyzwolona, ale nie zniszczona. Ta wojna - wg. niego - toczy się przeciwko Stanom Zjednoczonym i ich ślepym, służalczym wasalom, ale nie przeciwko Ukrainie i Ukraińcom. Ukraińcy są zakładnikami. Celem każdego uwolnienia jest uwolnienie i uratowanie zakładników, a nie ich zabicie. Zakładnicy nie są wrogiem. Wrogami są porywacze zakładników, Zełenski i jego kompania.
Nie bardzo w to wierzę i nie podzielam - dla jasności - poglądów "Armagedona", ponieważ jest to taka sama retoryka wojenna, jak zachodnich obłąkańców - tyle, że z przeciwnie skierowanym wektorem. Rosja jest agresorem, a każdy agresor będzie w swojej retoryce szukał mniej lub bardziej chwytliwych określeń na usprawiedliwienie swojej agresji. Ponadto Surovikin jest Rosjaninem, zatem zawsze będzie mówić, to, co jest zgodne z rosyjskim interesem i linią kremlowskiej propagandy. Nie zmienia to jednak faktu, że Europa powoli ma dosyć tej wojny i na ulicach europejskich miast konsekwentnie nasilają się publiczne demonstracje przeciwko NATO i jego konfrontacyjnej polityce. A to prawdopodobnie dopiero początek potężnych ruchów społecznych, które po prostu chcą żyć w pokoju i zdają sobie sprawę, że amerykańskie awanturnictwo w Europie prowadzi do klęski gospodarczej i być może do wojny światowej.
A Polska? Wiele wskazuje na to, że Rosja zamierza odciąć drogi i koleje zaopatrzenia z Polski i przerwać dostawy zachodniego sprzętu wojskowego do sił kijowskich. Powstaje pytanie: czy wojna niedługo przekroczy zachodnią Ukrainę? To tłumaczyłoby ostrzał Lwowa przez rosyjskie rakiety w ciągu ostatnich dni. Trzeba tu wiedzieć, że dostawy wojskowe z krajów NATO, w przeważającej części wysyłane są z Polski, konkretnie z Rzeszowa który jest głównym ośrodkiem dostaw. Kowboje zapewne już przebierają nóżkami w nadziei na ostrzelanie przez Rosjan Rzeszowa, a polskie władze - zapewne gotowe do ewakuacji - miałyby pretekst, by wysłać na front tysiące młodych Polaków. Kłania się scenariusz Powstania Warszawskiego, który doprowadzi do eksterminacji młodego pokolenia - nadziei na przyszłą Polskę.
Od początku tej wojny twierdzę - i przebieg tej wojny potwierdza moje przekonania - że to nie jest nasza wojna. A nawet więcej: że wspieranie Żelenskiego jest sprzeczne z polskimi interesami i polską racją stanu. Nie mam absolutnie nic przeciwko zasadnemu prawu Ukraińców do posiadania własnego, niepodległego, nowoczesnego państwa - jestem jak najbardziej za możliwie jak najbliższą współpracą Polski z takim właśnie wolnym państwem ukraińskim. Problem w tym, że takie ukraińskie państwo nie istnieje: współczesna, dzisiejsza Ukraina to państwo teoretyka Doncowa i jego ucznia Stepana Bandery, którzy nie zawahali się zmasakrować wszystkich tych, którzy nie odpowiadali ich "integralnemu nacjonalizmowi". Ci "integralni nacjonaliści", stali się wielbicielami Führera i równie głęboko jak niemieccy oprawcy i zbrodniarze przesiąkli rasistowską ideologią. To nie jest przeszłość - oni powrócili na pierwszy plan wraz z rozwiązaniem ZSRR. 6 maja 1995 r. prezydent Leonid Kuczma udał się do Monachium (w siedzibie CIA), aby spotkać się z przywódczynią nacjonalistów Stevą Stesko, wdową po nazistowskim samozwańczym premierze Ukrainy. Została wybrana do Rady Najwyższej (parlamentu), ale nie mogła tam zasiadać, ponieważ została pozbawiona narodowości ukraińskiej. Miesiąc później Ukraina przyjęła obecną konstytucję, która w artykule 16 stanowi, że "zachowanie dziedzictwa genetycznego narodu ukraińskiego jest obowiązkiem państwa” (sic!). Następnie ta sama Steva Stetsko dwukrotnie otworzyła posiedzenie Rady, kończąc swoje przemówienia okrzykiem bojowym nacjonalistów: "Slava Ukrainie! ".
Współczesna Ukraina cierpliwie buduje swój nazistowski reżim. Po ogłoszeniu "genetycznego dziedzictwa narodu ukraińskiego” ukraiński parlament uchwalił różne ustawy. Pierwsza z nich zapewnia korzystanie z praw człowieka tylko Ukraińcom. Druga określa, co stanowi większość Ukraińców, a trzeci ( z inicjatywy prezydenta Zełenskiego) tworzy i definiuje mniejszości. Sztuczka polega na tym, że uchwalone prawo wyrzuca poza ukraińskie regulacje osoby mówiące tylko po rosyjsku. W związku z tym sądy domyślnie nie uznają praw wynikających z praw człowieka. Rzecz nie do pomyślenia z punktu widzenie zachodnich demokracji, które jednak na ukraińskie zapisy pozostały ślepe. Konsekwencją tego jest to, że, od 2014 roku wojna domowa postawiła integralnych nacjonalistów przeciwko ludności rosyjskojęzycznej, głównie Krymu i Donbasu. Efekt? 20 000 zabitych Rosjan. Podeptano rezolucję Rady Bezpieczeństwa 2202 i Porozumienia Mińskie. Głupotą byłoby potępianie za to ludności ukraińskiej - winę ponosi reżim Zelenskiego i ideologia rządu w Kijowie. Swoją drogą ciekaw byłbym reakcji "obłąkańców", gdyby Donbas zamieszkiwała ludność polskojęzyczna...
Propaganda NATO każdego dnia mówi o cierpieniu Ukraińców, ale ignoruje poprzedzające ją osiem lat tortur, morderstw i masakr Rosjan. Mówi nam o "naszych wspólnych wartościach z ukraińską demokracją”, ale wobec tego pytam: jakie wartości podzielamy z nacjonalistami i gdzie jest ta demokracja na Ukrainie? Nie musimy wybierać między Rosją a Ukrainą, a jedynie bronić pokoju, a więc porozumień mińskich i rezolucji 2202. Wojna doprowadza nas do obłędu. Nastąpiło odwrócenie wartości.
Nie widzimy, że popieramy dokładnie te idee, przeciwko którym sami walczymy i złorzeczymy Rosjanom. Absurd.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)