21 obserwujących
295 notek
162k odsłony
  1989   3

Miara polskiej naiwności

Andrzej Owiński

Jaka jest miara polskiej naiwności?

Przegląd ostatnich publikacji to istna jeremiada nad nieszczęśliwymi zdarzeniami, nawiedzającymi stale nasz biedny kraj. Przy czym zestawienie budzi niekiedy zdumienie wyborem faktów, z jednej strony wypomina się naiwność Becka, który dał się złapać w angielską pułapkę “gwarancji” i powiódł nas w piekło II wojny światowej, a z drugiej mamy również dwie daty 4 czerwca, rocznice spreparowanych oszustw, otwarcie dla NS2 i blokadę dla Baltic Pipe, wyrok na Turów, kłopoty białoruskie, no i oczywiście stała dywersja wewnętrzna.

W tych przykrych przeżyciach nikt nas nie wspiera, zostajemy, jak zwykle w naszej historii, osamotnieni. Część tych ataków dotyczy tylko nas, ale te najgroźniejsze skierowane są nie tylko przeciw nam, ale przynajmniej przeciw niemal całej Europie nie wspominając o możliwych i szerszych konsekwencjach.

Taka sytuacja wymaga z pewnością odpowiedniej koncentracji sił, dobrego rozpoznania przeciwnika, a także powszechnej świadomości stanu zagrożeń. Nie musi to oznaczać naśladowania Rosji, stale odgrywającej rolę oblężonej twierdzy po to, żeby własny naród trzymać pod terrorem potrzeby obrony przed dybiącymi na nią wrogami jako remedium na kłopoty wewnętrzne.

Rząd, który stara się nie ulec presji zewnętrznej musi jednak rozmawiać z narodem szczerze, nie ukrywając rzeczywistego stanu i nie malując fałszywych obrazów rzekomych sukcesów. Powinniśmy mieć przede wszystkim rzetelny obraz sytuacji w jakiej znaleźliśmy się. Informacja, że jesteśmy “zawadą w rosyjskim parciu na zachód”, jest z pewnością prawdziwa przynajmniej od czterystu lat, ale na dziś nie jest to problem najważniejszy. Znacznie groźniej wygląda to w obliczu totalnego ataku na naszą kulturę i niemieckiego “drang nach osten” po zwycięskim opanowaniu “westen” Europy. W obu tych przypadkach chodzi w zasadzie o to samo: o podporządkowanie niemieckiemu dyktatowi.

Role poszczególnych krajów zostały dawno rozdane. Kraje zachodnioeuropejskie przekształcono z pięknie rozwijającej się EWG w karny niemiecki obóz, związany przefarbowaną na euro marką. Jak dotąd tylko Anglicy zorientowali się dokąd to prowadzi i wypisali się z tego kołchozu. Cały spadek po sowieckim imperium w Europie wraz z krajami bałtyckimi i pozostałościami po Jugosławii został potraktowany jako swego rodzaju pomieszczenie dla służby obsługującej pańskie salony.

Został dokonany jeden wyjątek w stosunku do Czech, które potraktowano jako kandydata na jeszcze jeden “land”, sięgając chyba do pozytywnych doświadczeń z “protektoratu”. Z całego tego zespołu, ciężko poszkodowanego przez bolszewickie panowanie nie zostawiono w nim żadnej firmy o międzynarodowym zasięgu za wyjątkiem czeskich ze Skodą i Teslą na czele. Oczywiście ich własność przeszła w ręce niemieckie, ale ich czeska marka pozostała.

Znaleźliśmy się zatem w strefie niemieckiej, którą z pewnością będą strzegły kolejne rządy w Berlinie, niezależnie od partyjnego zabarwienia. Z punktu widzenia strategii obrony nie należy wykluczać różnych możliwości, jednak na dziś wiodącą w Europie siłą są Niemcy i nie widać żadnego z państw europejskich, które mogło by je zastąpić. Może to zrobić Ameryka, pod warunkiem znacznie większego zaangażowania niż ma to miejsce obecnie. Prowadzona od kilkudziesięciu lat polityka wycofywania przez kolejne rządy demokratów w Stanach Zjednoczonych doprowadziła do sytuacji paradoksalnej: amerykańskie siły zbrojne w Europie są zmuszone do bronienia antyamerykańskiego spisku niemiecko-rosyjskiego.

Zdawał się to dostrzegać Trump, ale nie dokonał żadnego przewrotu, markując jedynie zmianę kierunków polityki europejskiej przez wyróżnienie Polski, a także symbolicznego poparcia dla Międzymorza i Ukrainy. Można to potraktować jako jedynie działania wstępne, lub oznaka słabości, której dowody dostarcza nam co chwilę Biden.

Na zasadnicze pytanie: „co robić wobec tak niesprzyjających okoliczności?” odpowiedź, wbrew pozorom, jest prosta: budować własną siłę, przyciągając w ten sposób sojuszników spośród krajów również zagrożonych, może nie w takim stopniu co Polska (ostatnio powróciła czkawka “praworządności”). Nieodzowne jest też zabezpieczenie się na wypadek konieczności pójścia na samodzielność gospodarczą.

Nie sądzę wprawdzie, że Niemcy pójdą na koncepcję wyłączenia Polski z UE, gdyż stanowiło by to groźbę naruszenia swoistej “równowagi” w podziale wpływów z Rosją, nie mniej nasza gotowość do samodzielnego funkcjonowania ostudzi zapały w stałym nękaniu Polski.

W tym świetle należy przemyśleć rządowe plany w odniesieniu do kierunków rozwoju. W szczególności dotyczy to projektów związanych z UE z przykładowym CPL. Mam w tym względzie pewne niezbyt miłe doświadczenia. Otóż kiedy po różnych przygodach życiowych wylądowałem w 1950 roku w Szczecinie, bodajże wówczas ze względu na niepewność jego posiadania, najbardziej tolerancyjnym mieście w Polsce, zaproponowałem dyrektorowi Zarządu Portu zorganizowanie narady na temat przyszłości tego portu.

Lubię to! Skomentuj60 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka