Tymczasowe konto Peacemakera Tymczasowe konto Peacemakera
151
BLOG

Dramat powstańców warszawskich - na przykładzie Wandy Traczyk-Stawskiej.

Tymczasowe konto Peacemakera Tymczasowe konto Peacemakera Polityka Obserwuj notkę 2
Jeśli będę płakać, to tylko po wszystkich Ofiarach Powstania Warszawskiego... niepotrzebnych Ofiarach... niewinnych Ofiarach... cywilnych Ofiarach... Ofiarach "europejskich" państw, które dziś roszczą sobie prawo do tego, aby "uczyć nas demokracji i tolerancji" tak jak Martin Pollack - syn bezwzględnego austriackiego zbrodniarza wojennych czasów II wojny światowej – SS-Sturmbannführera Gerharda Basta (jego ojciec odpowiadał m.in. za mordy na cywilach w ZSRR, Słowacji i Polsce, był najbardziej krwawym eksterminatorem Woli w trakcie powstania) a nawet pouczają naszych polityków aby "skierować całą siłę państwa policyjnego, (...) przeciwko PiS i prezydentowi" jak to Donaldowi Tuskowi i jego kolegom z którymi paradowała Wanda Traczyk - Stawska doradzał niemiecki współpracownik wielu polsko- i niemieckojęzycznych instytutów i czasopism (od "Berliner Zeitung" po "Gazetę Wyborczą") Klaus Dieter Bachmann. W jego przypadku nie znalazłem zbrodniczego rodowodu, który "upoważniałby go" do uczenia Polaków czym jest demokracja, czym totalitaryzm, czym nazizm... bo któż może wiedzieć na ten temat więcej niż dumny syn mordującego Polaków nazistowskiego, czyli niemieckiego lub austriackiego zbrodniarza?

W wieku 99 lat zmarła uczestniczka Powstania Warszawskiego Wanda Traczyk-Stawska. Czy płaczę? Nie płaczę! Z trudem powstrzymuję się, aby nie krzyknąć "jeszcze jeden!" tak jak w 2010 roku na Krakowskim Przedmieściu krzyczeli ci, co dziś tę kobietę gloryfikują. I nie tylko dlatego nie płaczę, że stała się "bohaterką" dla takich ........... jak oni. Nie tylko dlatego. 

Powstańcy warszawscy. Powstanie od początku nastawione głównie na to, aby tylko zrobić psikusa Stalinowi licząc na to, że on ma jakieś sumienie i liczy się dla niego krew ofiar, więc rozkaże sforsować Wisłę... A Stalin sumienia nie miał i nie rozkazał. Cóż za zaskoczenie! Wykorzystani politycznie. Później ich zryw stał się pretekstem dla Hitlera aby dokonać masakry na całym mieście - na ludziach i na budynkach. Straty niemieckie szacuje się na około 10 000–17 000 zabitych i zaginionych. Po stronie polskiej zginęło około 16 000–18 000 żołnierzy AK oraz 130 000–200 000 cywilów (łącznie ok. 150 000–220 000 ofiar). Więc zostali po raz drugi wykorzystani do tego, aby Stalin rękami Hitlera pozbył się żołnierzy AK oraz znacznej części warszawskiej inteligencji i nie musiał robić tego co w okolicach Augustowa. Po wojnie w czasach PRL-u ich historia była przemilczana przez komunistyczne władze, bo wiadomo - fakt że armia czerwona zatrzymała się na linii Wisły i zamiast wykorzystać to, że część niemieckich sił była związana walkami z powstańcami i sforsować Wisłę ona wolała czekać aż powstanie zostanie zmasakrowane, ludność cywilna w ogromnej części wymordowana lub przesiedlona, a Warszawa prawie doszczętnie zrównana z ziemią raczej chluby Związkowi Radzeckiemu nie przynosił. Później przyszły pierwsze lata "demokratycznej" Polski z forsowaną przez Gazetę Wyborczą "pedagogiką wstydu" i jej szczytem - "przepraszaniem za Jedwabne". Dopiero w 2003 roku z inicjatywy ówczesnego prezydenta stolicy Lecha Kaczyńskiego zainicjowano budowę nowoczesnego Muzeum Powstania Warszawskiego. 31 lipca 2004 roku, czyli w przededniu sześćdziesiątej rocznicy wybuchu powstania nastąpiło uroczyste otwarcie muzeum w nowej placówce mieszczącej się w dawnej Elektrowni Tramwajów Miejskich przy ul. Grzybowskiej. Ale już rok później wybory parlamentarne wygrał PiS, a wybory prezydenckie Lech Kaczyński. Rozpoczęła się totalna wojna polsko-polska (która później przekształciła się w wojnę tusko-polską, ale to temat na osobny artykuł) więc jedna strona tej wojny próbowała wywrócić na lewą stronę, obrzydzić lub obrócić przeciw autorom wszystko to, co zrobiła druga strona. To dotyczyło także przywracania pamięci o powstaniu i powstańcach. Dwustu powstańców wyrażających wdzięczność Lechowi Kaczyńskiemu za przywrócenie im pamięci i godności nie miało żadnego znaczenia. Ale jednostki, które za dobro potrafiły odpłacić złem już miały.

I tak się zaczęło "piękne życie" (cytat z komentarza Michała Jaworskiego) Wandy Traczyk - Stawskiej: od "pięknych" zatargów z kim trzeba. Dokładnie od tej wypowiedzi:


Wcześniej była zupełnie nieznana. Jeden występ na politycznej pokazówce niemającej nic wspólnego z powstaniem warszawskim oraz chamskie słowa "milcz głupi chłopie" nagle zrobiły z niej "bohaterkę".

I na tym polega dramat powstańców - za młodu wykorzystani, na starość wykorzystywani... i czy młodzi czy starzy, czy przed szkodą czy po szkodzie - tak samo... głupi?... naiwni?... nieodpowiedzialni?... narwani?... aż sam nie wiem jakie odpowiednie słowo dobrać. 

Chce się odpowiedzieć "Milcz, głupia babo, bo przez twoje nieodpowiedzialne szaleństwa mogła zginąć cała moja rodzina, a ja mogłem nie mieć okazji, aby się narodzić!" 

Ale kto odważy się tak powiedzieć? Najpierw nie wypada, bo "bohaterka". Później tym bardziej nie wypada, bo "o zmarłych albo dobrze albo wcale". Ja się odważę! Ja - wnuczek Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata. Babcia i Mama przeżyły głównie dlatego, że powstanie na Okęciu szybko upadło (nieskoordynowany atak na lotnisko był gwoździem do trumny powstania już w pierwszych jego godzinach... ale dzięki temu Niemcy nie przeszukiwali dokładnie okolicznych domów i nie znaleźli ukrywającego się tam Żyda... i nie posłali tam morderców z oddziałów Heinza Reinefartha, Gerharda Basta i Oskara Dirlewangera). Dziadek (podobnie jak Babcia działał w AK) wiedział o planach wybuchu powstania, bo dał Babci znać, aby uważali na siebie, bo coś się szykuje, tylko nie może powiedzieć co. Po powstaniu gdzieś przepadł i nigdy go nie poznałem. Prawdopodobnie w czasach stalinowskich ukrywał się, a później już nie wrócił do rodziny, bo przez lata życia w konspiracji zakochał się w innej kobiecie i wolał, aby Żona i Dzieci myśleli że zgniął. 

Więc ja w imieniu wszystkich poległych i potencjalnych ofiar Powstania Warszawskiego dziś mówię: "Milcz, głupia babo, bo przez twoje nieodpowiedzialne szaleństwa mogła zginąć cała moja rodzina, a ja mogłem nie mieć okazji, aby się narodzić! Kimże ty jesteś, że odpłacasz złem za dobro - gdyby nie Lech Kaczyński to dalej wegetowałabyś w zapomnieniu na głodowej emeryturze."

Ale przecież Wanda Traczyk-Stawska i tak była o wiele przyjemniejszą postacią niż Hanna Stadnik. Ta to dopiero dała popis! Jakim potworem trzeba być, aby wykorzystać rzekome słowa nieżyjącego ojca, który już nie może niczego zdementować, wyjaśnić lub przeprosić do politycznego uderzenia w jego synów? Jakim potworem? 

Dlatego nic mnie nie obchodzi to, że są to niby "bohaterki" skoro za dobro odpłacają złem i bratają się z wrogami tych, co przywrócili im godność i pamięć. Nic mnie nie obchodzi w ich przypadku zasada "o zmarłych albo dobrze albo wcale" skoro one potrafią nawet słowa zmarłego ojca użyć przeciw synom. Swoją drogą czy to nie jest żałosne? Domagać się szacunku "bo bohaterka", "bo uczestniczka powstania", "bo starsza osoba", "bo zmarła" - nawet jeśli ona na żaden szacunek swoimi ostatnimi słowami i czynami nie zasługuje?

Czy można inaczej? Tak, można. A w zasadzie to MOŻNA BYŁO - w czasie przeszłym. Była kiedyś taka nieoczywista postać jak generał Zbigniew Ścibor-Rylski. Potrafił on w 2012 roku nie zgadzać się z hasłami "precz z komuną" wznoszonymi przez narodowców i z ich oceną sytuacji w Polsce za czasów pierwszych rządów Tuska oraz z reakcjami na wystąpienia polityków związanych z tym rządem (gwizdy, buczenie), a mimo to zwracać się do nich z szacunkiem (patrz pierwszy z poniższych filmów). Potrafił on rok wcześniej do tych samych narodowców i kibiców zwrócić się ze słowami uznania dla ich patriotyzmu (patrz drugi z poniższych filmów). I trzeba przyznać że jego ostatnie przesłanie do młodzieży z 2017 roku jest pięknym świadectwem stuletniego generała widzącego w młodym pokoleniu przyszłość ukochanej ojczyzny (patrz trzeci z poniższych filmów). Potrafił wypowiadać się o Prezydencie RP Andrzeju Dudzie z szacunkiem (patrz trzeci z poniższych filmów). Potrafił apelować o szacunek i dawać dobry przykład zwracając się do innych z szacunkiem (trzy piewrwsze z poniższych filmów). Dlatego ja na swoim blogu polemizując z Nim zawsze zwracałem się do Niego z szacunkiem - z głębokim, nieudawanym, niewymuszonym tylko całkiem naturalnym i w pełni zasłużonym szacunkiem. Mimo że był postacią niejednoznaczną - zarzucano mu współpracę z komunistyczną bezpieką. Ale generał Zbigniew Ścibór-Rylski zmarł 3 sierpnia 2018 roku w trzy dni po tej niesławnej rocznicy Powstania Warszawskiego, kiedy Hanna Stadnik w wywiadzie z "Gazetą Wyborczą" opowiedziała swoje "rewelacje" o rzekomych słowach Rajmunda Kaczyńskiego... który do tej pory był przez środowiska związane z PO i GW odsądzany od czci i wiary, jako PRL-owski inżynier-karierowicz, który "musiał" mieć jakieś układy z bezpieką, a nagle po tym wywiadzie stał się "bohaterem" i "autorytetem". Czasy w których żył i przemawiał gen. Zbigniew Ścibor-Rylski to były mimo wszystko inne, lepsze czasy. Wtedy jeszcze Donald Tusk nie parafrazował motta Heinricha Himmlera "Żyjemy w epoce żelaza w której porządki trzeba robić żelazną miotłą". Wtedy jeszcze wzorem Goebbelsa (przemówienie przed "nocą kryształową") nie wykorzystywał śmierci człowieka (Adamowicz) zabitego przez zamachowca do budzenia nienawiści do ogromnej grupy społecznej. Wtedy jeszcze wzorem Juliusa Streichera (skazany w Norymberdze na śmierć redaktor naczelny antyżydowskiego szmatławca "Der Stürmer") nie mówił o wyborcach PiS jako o "Patologii i Sitwie" i strasząc nimi niczym Streicher Żydami nazwał ich "Królami życia (...), którzy chleją i biją swoje kobiety i dzieci, a pracą się nie zhańbili od wielu lat." Wreszcie wtedy Tusk jeszcze wzorem Nerona i Hitlera nie oskarżał swoich przeciwników o podpalenie nazywając publicznie Kaczyńskiego "podpalaczem z Żoliborza" (i to dwukrotnie w odstępie kilku dni). NIE BYŁY TO JESZCZE CZASY, W KTÓRYCH CHAMSKIE SŁOWA "MILCZ GŁUPI CHŁOPIE" WZBUDZAŁY ZACHWYT NAZISTOWSKIEJ GAWIEDZI W KTÓRĄ DONALD TUSK ZAMIENIŁ SWÓJ ELEKTORAT. Tak, dziś Donald Tusk nie tylko "eksperymentuje" z wdrażaniem kolejnych środków nazistowskiej i komunistycznej propagandy oraz kolejnych metod represji tychże reżimów, ale już zdążył przekształcić swoich wyborców w niebezpiecznych fanatyków do złudzenia przypominających tych przeciw którym walczyli warszawscy powstańcy (patrz czwarty z poniższych filmów - tym razem z Jackiem Żakowskim i Przemysławem Sadurą). W tamtych czasach naiwna wiara Pana Generała w to, że możemy się pięknie różnić miała jeszcze głębokie uzasadnienie. Dlatego o Panu Generale nigdy nie powiem, że był "głupi", "nieodpowiedzialny", "narwany". A Jego "naiwność"? Taka "naiwność" wynikająca z wiary w dobro, szacunek i godność każdego człowieka (także tego o innych poglądach) to nie zarzut i nie wada - to prawdziwa cnota! 




Nie chcę tutaj dokonywać oceny całego powstania. Dla nas - ludzi wychowanych w czasach, gdy dzieci trzeba obowiązkowo zapinać w fotelikach rzeczą NIEWYOBRAŻALNĄ jest to, że moja Babcia narażała życie nie tylko swoje, ale trójki swoich Dzieci dla ratowania jednego starego, schorowanego Człowieka, którego jedyną "zbrodnią" było to, że z pochodzenia był Żydem. Trudno sobie wyobrazić co czuli ludzie po sześciu latach koszmaru, w którym każdy rok, każdy miesiąc, każdy tydzień, każdy dzień, każda godzina, każda minuta, każda sekunda... mogły być tymi ostatnimi w życiu. Trudno sobie wyobrazić, jak bardzo mogli mieć wszystkiego dość. Dlatego trudno... nie "trudno" - po prostu NIE SPOSÓB patrząc z mojej perspektywy wyobrazić sobie, co na początku powstania czuli powstańcy. Zaskakujące, ale od Pana Pawła Jędrzejewskiego (najporządniejszy Żyd, jakiego miałem zaszczyt poznać... choć nigdy nie spotkaliśmy się twarzą w twarz, ale wspólnie walczyliśmy o pamięć polskich Sprawiedliwych) dowiedziałem się, że w świetle judaizmu to co zrobiła moja Babcia było czynem heroicznym, ale wcale nie dobrym. Bo kto dał Jej prawo decydowania o tym, że życie narażanych Dzieci jest mniej ważne od życia ratowanego Żyda? Gdy spojrzy się na ten temat z perspektywy ich religii, to inaczej rozumie się słowa starożytnej żydowskiej maksymy pochodzącej z Talmudu (Miszna, Sanhedryn 4:5), która głosi: „Kto ratuje jedno życie, ten jakby cały świat ratował”. Każde ludzkie istnienie jest pełnym wszechświatem. Ocalenie człowieka oznacza zachowanie całego jego przyszłego potomstwa i całego jego świata. Cytat jest wyryty na medalu Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata wręczanym osobom, które ratowały Żydów podczas II wojny światowej. Więc może od narodu żydowskiego powinniśmy nauczyć się tej maksymy i może trochę mniej czcić tych, którzy "oddawali swoje życie", a w zasadzie tracili je w powstańczych zrywach narażających także życie dziesięciu cywilów na jednego zabitego niemieckiego żołnierza, a bardziej czcić tych, co ratowali życie? Świadomość tego, że może żyję dlatego, bo ktoś sknocił atak na lotnisko Okęcie jest we mnie i pozostanie ze mną na zawsze. Dlatego NIE MOGĘ BEZCZYNNIE PATRZEĆ NA TO, JAK "BOHATEROWIE" POWSTANIA NIE TYLKO DAJA SIĘ KOLEJNY RAZ WYKORZYSTYWAĆ, ALE PATRZĄ Z MORALNĄ WYŻSZOŚCIĄ NA TYCH, CO URODZILI SIĘ PO WOJNIE... A PRZEZ NICH MOGLI SIĘ NIGDY NIE URODZIĆ. 

Dlatego nie płaczę po Wandzie Traczyk - Stawskiej.

Także dlatego: https://www.salon24.pl/u/gotowynawszystko/974084,chwala-powstancom-sad-dla-dowodcow-kontrowersyjny-tekst-o-powstaniu-warszawskim - artykuł kryjący się pod tym linkiem uważam za NAJLEPSZY TEKST O POWSTANIU WARSZAWSKIM.

Więc jeśli będę płakać, to tylko po wszystkich Ofiarach Powstania Warszawskiego... niepotrzebnych Ofiarach... niewinnych Ofiarach... cywilnych Ofiarach... Ofiarach "europejskich" państw, które dziś roszczą sobie prawo do tego, aby "uczyć nas demokracji i tolerancji" [kliknij aby otworzyć link] tak jak Martin Pollack - syn bezwzględnego austriackiego zbrodniarza wojennych czasów II wojny światowej – SS-Sturmbannführera Gerharda Basta (jego ojciec odpowiadał m.in. za mordy na cywilach w  ZSRR, Słowacji i Polsce, był najbardziej krwawym eksterminatorem Woli w trakcie powstania), a nawet pouczają naszych polityków aby "skierować całą siłę państwa policyjnego, (...) przeciwko PiS i prezydentowi" [kliknij aby otworzyć link] jak to Donaldowi Tuskowi i jego kolegom z którymi paradowała Wanda Traczyk - Stawska doradzał niemiecki współpracownik wielu polsko- i niemieckojęzycznych instytutów i czasopism (od "Berliner Zeitung" po "Gazetę Wyborczą") Klaus Dieter Bachmann. W jego przypadku nie znalazłem zbrodniczego rodowodu, który "upoważniałby go" do uczenia Polaków czym jest demokracja, czym totalitaryzm, czym nazizm... bo któż może wiedzieć na ten temat więcej niż dumny syn mordującego Polaków nazistowskiego, czyli niemieckiego lub austriackiego zbrodniarza?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka