38 obserwujących
312 notek
346k odsłon
2337 odsłon

Świat na cywilizacyjnym wirażu

#prawo cytatu_Geostratedzy i twierdzenie Bernoulliego
#prawo cytatu_Geostratedzy i twierdzenie Bernoulliego
Wykop Skomentuj77

Półtora miliarda Chińczyków produkowało prawie wszystko dla Euroatlantów, którzy za to płacili, choć mniej niż płaciliby sobie. Czy finansowi eksperci FED, MFW i Banku Światowego nie byli w stanie przewidzieć, kto się na tym wzbogaci, a kto zubożeje?

Geopolityczny, gospodarczy i kulturowy eksperyment, jakiemu zostali poddani Polacy w ćwierćwieczu tranzycji, czyli w okresie między rokiem 1989 a 2015, choć w pełni zasługuje na zbadanie i rzetelny, niezideologizowany opis, nie jest przedmiotem niniejszego tekstu.

Warto jednak przypomnieć, że rozmaici usłużni wmawiacze, zamiast mówić o odzyskiwaniu niepodległości przez Rzeczpospolitą, wolności i podmiotowości przez naród czy też suwerenności przez zniewoloną przez półwiecze komunizmu polską państwowość, od razu zaczęli rozprawiać o nieusuwalnych rzekomo strasznych przywarach Polaków oraz o tzw. transformacji, której twarzą stał się emblematyczny Balcerowicz Leszek.

Fenomen placu Balcerowicza
Niewykorzystywany dotąd placyk, położony blisko centrum, ni to skwerek, ni to nieformalny parking, ot, taka resztka dawnych ogrodów przyklasztornych, został zastawiony najpierw łóżkami polowymi, na których sprzedawano towary z prywatnego importu: głównie mydełka, detergenty i paczkowaną żywność z Aldiego. Później pojawiły się tam prowizoryczne drewniane stoły, po których nadeszła era blaszanych, zamykanych na noc straganów, tzw. szczęk, finalnie zastąpionych przez nieco bardziej cywilizowane plastikowe kioski…

Targowisko, leżące w Rzeszowie przy Zygmuntowskiej, pomiędzy ulicami Jagiellońską a Moniuszki, zmieniało swą zewnętrzną postać, poszerzało asortyment oferowanych towarów, ale rozbudzone ludzkie nadzieje na osobisty sukces w siermiężnym kapitalizmie pozostawały niezmienne. Złudzenia, że rozpoczynając od handlu czymkolwiek z położonego wprost na ziemi kawałka tektury, można dochrapać się swego pierwszego miliona, trwały przynajmniej do momentu, gdy okazało się, że nieliczni szczęśliwcy są już właścicielami hurtowni, podczas gdy cała reszta z trudem usiłuje się przesiąść ze stołów do szczęk albo z tych ostatnich do kiosku.

Właśnie takim miejscom, które po roku 1989 pojawiły się w całym kraju, ludowa intuicja (przynajmniej w Małopolsce) nadała trafną nazwę placów Balcerowicza. Tam się rodził kapitalizm dla ubogich, oparty na mylnym przekonaniu, że handel towarami produkowanymi przez innych, owo – symbolicznie rzecz ujmując – przesuwanie pudeł po bananach może stać się podstawą życiowego powodzenia dla blisko czterdziestu milionów obywateli III RP.

Jak dziś wiadomo, Balcerowicz to tylko egzekutor łupieżczego planu, którego faktycznym architektem był Jeffrey Sachs, a dysponentem Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Planowa dezindustrializacja Polski i wysoki poziom bezrobocia skutecznie  spauperyzowały społeczeństwo, natomiast sterowana już z innych centrów operacja „pogłupiania ludzi” oraz obróbka medialna trafnie nazwana pedagogiką wstydu podłamały ducha narodu, skutecznie niwelując przyrost naturalny i wymuszając kolejną falę emigracji zarobkowej, która – jak to zwykle bywa – wypchała z kraju ludzi odważnych i przedsiębiorczych.

Poza tym, biznes jak zwykle. Nic osobistego, nic przypadkowego: zwykłe wypromowanie wąskiej grupy kompradorskich oligarchów w przejmowanym pod kontrolę kraju.

Taniocha, tandetka, zero gustu
Uzupełnieniem targowisk handlujących głównie, choć niewyłącznie, towarami z Niemiec, bo przecież zdarzały się również jajka z Holandii o pomarańczowo-krwistych żółtkach, były bazary, gdzie można było dosłownie za kilkanaście czy kilkadziesiąt złotych kupić wojskowe lornetki, chirurgiczne skalpele, praski do czosnku, budziki, tajmery, narzędzia budowlane…

Miejsc, gdzie przybysze ze Wschodu wyprzedawali za grosze masę upadłościową po Związku Sowieckim, było w Polsce wiele. W Zakopanem rozległej przestrzeni pod wiaduktem prowadzącym do Hotelu Kasprowy i dalej, gdzie umiejscowił się bazar z produkcją poradziecką,  miejscowi z góralską fantazją nadali miano Placu Czerwonego. Jednak wbrew chwilowemu zauroczeniu egzotyką, ani place Balcerowicza, ani targowiska zarzucone towarami ze Wschodu, nie tworzyły żadnej nowej jakości, ani nie dowodziły handlowych talentów, tych którzy się tam spotykali. W obu przypadkach korzystali oni jedynie ze skutków geopolitycznego podmuchu, który podniósł nie tylko żelazną kurtynę, ale i zniósł mur berliński, doprowadzając po blisko półwieczu do zjednoczenia obu państw niemieckich.

Poddani ekonomicznej presji, upojeni mniemanymi okazjami handlowymi i urodą szklanych paciorków, sprzedawcy i klienci tamtych bazarów i targowisk, które wieszczyły przyszłą orientalizację naszych miast, nie wiedzieli, że są jedynie statystami w globalnym spektaklu reżyserowanym przez kogoś zupełnie innego. Innym efektem tego wieloletniego procesu – podbijania terytorium metodą salami – stało się stopniowe obniżenie obowiązujących standardów, przyzwyczajenie miejscowych do taniochy oraz ich przyzwolenie na tandetę. Warunek, bez którego nie może być żadnej globalizacji.

Dizajn zachodni, made in PRC
Dla Polaków pierwszą oznaką, że Chiny na dobre wchodzą do gry, były słynne sklepiki: wszystko po pięć. Ale polscy klienci tych ansztaltów, zachwyceni konceptem jednej ceny, szerokim spektrum dziwnych gadżetów oraz ich taniością, wcale nie zwracali na to uwagi. Egzotyka bawiła, cena kusiła, rozbawienie wyłączało krytycyzm. Kto by tam myślał o narodowej przynależności producenta. A gdy jeszcze pojawiły się miejsca, gdzie wszystko można było dostać po 4 PLN…

Wykop Skomentuj77
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka