50 obserwujących
352 notki
385k odsłon
  366   2

Łuskanie cebuli. Płacz przez wszystkie linie

The Spectator - Grizelda: Oto moja ulubiona infografika pokazująca rzeczywiste skutki zwalczania koronowirusa. #prawo cytatu
The Spectator - Grizelda: Oto moja ulubiona infografika pokazująca rzeczywiste skutki zwalczania koronowirusa. #prawo cytatu

Złowieszczy koronowirus, który miał pochodzić od chińskich nietoperzy, okazał się laboratoryjnym konstruktem. Patogen poczęty w USA, zdołano udoskonalić w Wuhan za pieniądze amerykańskiego podatnika. Miał podobno „przeskoczyć” z nietoperza na człowieka, ale okazał się bronią biologiczną. Może niezbyt morderczą, zdatną jednak do istotnego przeformatowania ludzkiej rzeczywistości.

Po przeszło dwóch latach od rzeczywistych początków procesu niesłusznie nazywanego pandemią choroby CoViD-19, wywołanej przez wirusa SARS-CoV-2, coraz jaśniej widać, że pierwszą ofiarą tego ponurego i tragicznego fenomenu stała się prawda. Niemal na wszystkich polach w globalnych mediach głównego nurtu zamiast rzetelnej informacji o tym co, w jaki sposób i dlaczego się dzieje, mieliśmy od początku do czynienia z narracją na wiele sposobów zakłamywaną. A jak wiadomo, prawda bywa pierwszą ofiarą wojen...

Powie ktoś: ale zaraz, pojawił się całkiem nowy, nieznany wirus, więc przestrach, może nawet elementy paniki są całkiem zrozumiałe. Tyle że to też nieprawda. Główni gracze wiedzieli co się dzieje, wiedzieli nawet z wyprzedzeniem, o czym świadczy nie tylko Event 201, czyli rodzaj ćwiczeń na wypadek wybuchu epidemii, przeprowadzonych w Nowym Jorku w połowie października roku 2019 przez Centrum Bezpieczeństwa Zdrowotnego Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa, a współorganizowanych przez Światowe Forum Ekonomiczne Klausa W. Schwaba oraz Fundację Billa i Melindy Gatesów.

Czy to przypadek, że zarówno tę symulację wybuchu światowej epidemii nazwaną Event 201(9), jak i Światową Organizację Zdrowia (WHO), kierowaną przez Tedrosa Ghebreyesusa, oraz osławiony Instytut Wirusologii w Wuhan usilnie sponsorował Bill Gates, zwłaszcza od czasu swego „nawrócenia się” z działalności w branży informatycznej na (zapewniające znacznie wyższą stopę zwrotu) inwestowanie w globalny przemysł farmaceutyczny, w tym zwłaszcza w sektor szczepionkowy.

Na zastanawiający mesjanizm Gatesa, który deklaruje nie tylko usilne zamiary „zbawienia świata” poprzez forsowanie tzw. technologii proekologicznych, lecz również niezłomną chęć „ratowania miliardów ludzkich istnień” szczepionkami, bez względu na to, co sądzą o tym sami „ratowani”, nabrało się już wielu rozsądnych – jak można by przypuszczać – a nawet wręcz szczwanych polityków. Najprzytomniej zareagowała jednak Melinda Gates, rozwodząc się po kilku dekadach małżeńskiego pożycia z ojcem swoich dzieci, ale także z przyjacielem Jeffreya Epsteina oraz pasażerem osławionego Lolita Expressu.

Pozarządowi łowcy wirusów od Daszaka
Skoro pierwszą ofiarą ucieczki lub wypuszczenia sfabrykowanego wirusa z wuhańskiego laboratorium była prawda, to znaczy, że nie mamy do czynienia z żadną neopandemią, lecz z wojną/atakiem hybrydowym z użyciem broni biologicznej. Bardzo istotne pytania, kto kogo i dlaczego zaatakował, nie zostały tu w ogóle postawione.

I to można by nawet zrozumieć, jako wyraz obaw o dynamikę globalnego konfliktu geostrategicznego, zagrażającego być może nawet istnieniu świata, w jakim przywykliśmy żyć. Ale przecież tego świata – jak widać po dwóch latach – i tak jest coraz mniej, natomiast jeśli poważnie traktować zapowiedzi/przechwałki/groźby Klausa W. Schwaba albo bliżej nieznanych globalistów, których reprezentuje, tej naszej dawnej, oswojonej normalności ma już nigdy nie być, więc...

Pozostawmy zatem pytanie, kto zaatakował, bo że został zaatakowany człowiek jako istota gatunkowa, widać dość wyraźnie. I spróbujmy dowiedzieć się czegoś istotnego o chorobotwórczym patogenie. Ale właśnie na matactwa w tym zakresie od początku położono nacisk zasadniczy. Po pierwsze, skąd się wziął? Przeskoczył z chińskiego nietoperza na łuskowca i potem na człowieka, był w zupie z rudawki wielkiej, wychynął na targowisku z dziczyzną, ewentualnie trafił do Chin z importowanymi mrożonkami itd. itp. Albo też smyknął z nietoperza na świnkę, potem na człowieka, jak w kinie...

Zacieranie śladów przez mnożenie baśniowych wyjaśnień przez długi czas wystarczało, choć uważniejsza kwerenda w sieci od razu – dzięki osobie badaczki Shi Zhengli – pozwalała na rekonstrukcję powiązań między laboratorium amerykańskiego uniwersytetu w Chapel Hill, gdzie już wcześniej sfabrykowano groźną dla człowieka hybrydę wirusa SARS z białkową kolczatką koronowirusa, a instytutem w Wuhan, który w kilka lat później ten zabójczy eksperyment twórczo rozwinął. Zresztą po części za pieniądze amerykańskiego podatnika, przepływające do chińskiego laboratorium dzięki nieprzejrzystym  działaniom i powiązaniom EcoHealth Alliance (EHA): zlokalizowanej w USA, pozarządowej struktury kierowanej przez dr. Petera Daszaka, zoologa, absolwenta walijskiego uniwersytetu. Badaczy z tej fundacji, wyłączonej spod jakiejkolwiek państwowej kontroli, publicysta wychodzącego na Wyspach tygodnika The Spectator  Matt Ridley nazwał (nie bez słuszności) łowcami wirusów. 

Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale