52 obserwujących
359 notek
392k odsłony
  2028   10

Archiwum współczesności: Rozdęte ego Lema

#prawo cytatu
#prawo cytatu
Lem zawsze był antyklerykalny i komunizował, ale starał się przynajmniej racjonalnie uzasadniać swoje opinie. Teraz już tylko obraża. A nawet fałszuje związki między faktami.

Z Lemem zawsze były kłopoty. Jego obfite dzieło trudno nazwać wybitną literaturą. Wczesna beletrystyka, oprócz „Szpitala Przemienienia”, nosi często znamiona antyimperialistycznej agitki, pozbawionej w dodatku myślowej dyscypliny, do której przywykli czytelnicy późniejszego Lema-eseisty. Pisał o tym niedawno, z okazji wznowienia „Obłoku Magellana”, Marek Oramus, pisarz i znawca SF, przez 14 lat kierownik działu krytyki w „Nowej Fantastyce”.

Piewca czerwonej utopii
Przeprowadzona przez niego analiza (M. Oramus, „Czerwona utopia Stanisława Lema”, Fronda nr 37/2005) nie pozostawia złudzeń: w nudnej i schematycznej jak socjalizm, fatalnej stylistycznie oraz całkowicie chybionej w prognozach powieści autor fałszuje nawet fizykę, byle tylko „dokopać” amerykańskim imperialistom. Ideologiczne zaczadzenie młodego Lema komunizmem trwało długo, zbyt długo, aby można je wytłumaczyć tylko koniecznością złożenia daniny za prawo do statusu literata. Później zresztą, zapewne w trosce o poprawienie swego wizerunku, Lem nałożył na „Obłok...” embargo i przez 35 lat (aż do 2005) nie udzielał zgody na wznowienie swej „czerwonej utopii”, która wbrew życzliwym mu interpretatorom była – jak uważa Oramus – raczej żarliwym wyznaniem wiary niż niechętnie świadczonym serwitutem na rzecz władzy.

Zacietrzewienie polityczne, które przy pisaniu „Obłoku...” skłoniło Lema do zignorowania praw fizyki, dało też znać o sobie w wywiadzie udzielonym Przemysławowi Szubartowiczowi („Przegląd” nr 51/2005). Snując wizje przyszłości zagrożonej zagładą nuklearną lub terroryzmem, znany pisarz rezygnuje z logiki i oznajmia, że „hordy moherowych beretów nic nam nie pomogą, jeśli jacyś Arabowie zechcą w warszawskim metrze podłożyć bombę”.  

Mówca zręczny, intelektualnie nierzetelny
Sugestię łatwo odczytać: jeśli coś złego się stanie, to przez te „moherowe hordy”, które potrafią tylko ściągnąć katastrofę, ale zaradzić jej skutkom już nie! Desygnat „moheru” jest w intencjach Lema oczywisty: to media o. Tadeusza Rydzyka CSsR i wszyscy, którzy głosowali na PiS, LPR oraz Lecha Kaczyńskiego. Na dokładkę, pewnie i Młodzież Wszechpolska.

Wiadomo też za co dostaniemy od tych Arabów... Oczywiście, „za wspólną z Amerykanami inwazję na Irak”, która w dodatku – akcentuje Lem – nie przyniosła nam żadnych wymiernych korzyści. Co do braku korzyści oraz  wątpliwych przesłanek tej wojny, a zwłaszcza naszego w niej udziału ma niewątpliwie rację, ale dlaczego znany z błyskotliwego intelektu pisarz kieruje swoje oskarżenia pod niewłaściwym adresem?  

Decyzję o udziale Polski w irackiej operacji (mimo braku mandatu ONZ) podjęła lewica, sprawująca wówczas niepodzielnie władzę w kraju, a konkretnie urzędujący prezydent Kwaśniewski, premier Miller i zdominowany przez SLD parlament. Stało się tak wbrew opinii większości Polaków, którzy byli przeciwni wysyłaniu naszych wojsk do Iraku. Także wbrew głosom płynącym z Kościoła katolickiego, a zwłaszcza dramatycznym i jednoznacznym apelom Jana Pawła II, który wzywał Stany Zjednoczone do użycia innych niż militarne metod rozwiązania problemu irackiego.

Lem udaje, że o tym nie pamięta i jeszcze z głupia frant wychwala prezydenturę Kwaśniewskiego. „Ci, którzy go dzisiaj opluwają, przekonają się kiedyś, że nie mieli racji. Oczywiście, on nie był aniołem, ale znał języki, godnie nas reprezentował, pełnił swój urząd, tak jak należało”. Zręczne to? Czy raczej zuchwałe? Wiadomo że Lem potrafi zrobić użytek ze swego ilorazu inteligencji, podobno oszacowanego kiedyś, gdy był jeszcze uczniem, na 180. Jednak wgadywanie ludziom nieprawdy, choćby w najbardziej kunsztowny sposób, nie przystoi pisarzowi, który w dodatku aspiruje do roli filozofa.   

Odmienne stany świadomości
Lem zrobił karierę światową jako twórca literatury science-fiction. Jego książki masowo wydawano w Polsce i tłumaczono na wiele języków, ale stanowiły one raczej przygodę czytelniczą dla niewyrobionych jeszcze umysłów niż strawę dla miłośników literatury wysokiej. Płodny autor stał się rodzajem guru dla różnych głodnych duchów, zwłaszcza dla osób młodych, z wyraźnym nastawieniem antyetabliszmentowym.

Bunt czy nonkonformizm Lema był jednak pozorny. Pisarz, który „zaludniał” kosmos, pobudzając u licznych czytelników apetyt na kontakty z pozaziemską inteligencją, sam od lat wyśmiewał się z wiary w UFO, widząc w niej jedynie przemyślne działania administracji amerykańskiej, podejmowane dla odwrócenia uwagi od palących kwestii społecznych. Piewca przewagi obozu państw socjalistycznych (ze Związkiem Radzieckim na czele) nad USA, lata stanu wojennego spędził w Niemczech oraz w wygodnym, konserwatywnym Wiedniu. Ale i to nie zmieniło wektora jego wrogości wobec wiary, religii i Kościoła katolickiego. Ani nie zachwiało ugruntowanych sympatii do lewicy.

Lubię to! Skomentuj63 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale