Tędy i owędy
Nie siędzę okrakiem na barykadzie!
73 obserwujących
2062 notki
2737k odsłon
600 odsłon

Tosty hawajskie

Wykop Skomentuj16

Jakiś czas temu (kilka lat?) pisałam tu, że pierwszą w życiu pizzę zjadłam w czasie i miejscu, które trudno o to podejrzewać: było to około 1975 r. w Ostrołęce. Podejrzewam, że pewnie ten lokal od dawna już nie istnieje, a i smaku za bardzo nie pamiętam - choć z całą pewnością byłam nim urzeczona jako dziecko. Niestety, osoby, które przede mną otworzyły ostrołęcki "zachód", dziś już nie żyją i nawet nie mam kogo spytać o adres.

Niewiele później, bo na początku lat osiemdziesiątych, zajadałam się - w tej samej Ostrołęce! - niebiańskim przysmakiem o nazwie "Hod dog" (tak ma być, to nie błąd: w sensie, że nie mój!), serwowanym z - trudno w to dziś uwierzyć, ale taka była ówczesna rzeczywistość - przyczepki kempingowej! Dog, choć niby hod, smakował fantastycznie nie tylko z przyczyny swojej niewątpliwej egzotyki, ale przede wszystkim dlatego, że parówka była przepyszna. To były czasy siermiężnego socjalizmu, niedoborów wszystkiego, polowania na byle szampon czy podpaski spod lady, ale wędliny - o dziwo - smakowały jak powinny. I były robione z prawdziwego mięsa (choć wszędobylska plotka twierdziła, że kiełbasy były robione z dużym dodatkiem gazet. Z tym, że nawet jeśli, to i tak ten dodatek był circa about o jakieś 90% mniejszy, niż obecnie ....).

Początek lat dziewięćdziesiątych to było kompletne szaleństwo małej gastronomii: w Alejach Jerozolimskich w Warszawie, w okolicach Dworca Śródmieście, powstały pierwsze budy z "chińszczyzną", od dawno zlikwidowane z powodu źle rozumianej europejskości bufetowej; nieco dalej, bo koło obecnego ronda de Gaulle'a (tego z palmą), w miejscu, gdzie obecnie mieści się Empik, znajdowała się nieprawdopodobnie oblegana knajpka z pseudopizzą - na grubym cieście drożdżowym, z serem żółtym na wierzchu i polaną keczupem. Ohyda! Nie dziwi, że to coś szybko padło ...

Pamiętam też jednak pizzerię na Saskiej Kępie, gdzie można było zamówić pizzę niemalże elegancką, drogą i minimalistyczną: prawdziwa włoska pizza, na cieniutkim cieście, z ananasem i szynką. Ochochoch, ile myśmy zamawiali tej pizzy (bo pizzeria miała nieoczywistą wówczas opcję dowozu), i jakież to było nowe, zagraniczne i przepyszne ...

No i były też budki z fast foodem przy Nowym Świecie, koło Uniwersytetu Warszawskiego. Mnie szczególnie przypadła do gustu ta, w której można było kupić tosty hawajskie: pieczywo tostowe, ser żółty, ananas i szynka. Prawie jak pizza hawajska, ale z 10 razy tańsze, szybsze i na miejscu, i prawie tak samo pyszne!

Takie tosty bardzo łatwo przyrządzić w opiekaczu do kanapek (o rany - ile ja ich już w życiu zużyłam ...), ale jeśli ktoś nie ma, to wystarczy patelnia i coś płaskiego i ciężkiego do przyciśnięcia. Pieczywo (absolutnie nie musi być tostowe!) smaruje się masłem nie od środka, tylko właśnie od zewnątrz (przy dobrym tosterze nie jest to zresztą konieczne), a na kromkach układa się plaster sera, szynkę i ananas w plastrach lub w kawałkach. Nie tak, jak mój syn, który musi usiąść na opiekaczu, by się domknął, tylko z umiarem! Dodam, że szczypta oregano jeszcze nigdy przez nikogo nie została oprotestowana ...

Notka ewidentnie dla dinozaurów :)




Wykop Skomentuj16
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości