Kasze generalnie są zdrowe (no, może poza manną i jaglaną, które zdrowe są dużo mniej), ale ja najbardziej lubię pęczak. No i jeszcze perłową jęczmienną (zwłaszcza do krupniku). Gryczana może być, ale wolę niepaloną niż paloną. Z tym, że pęczak (dawniej: pęcak) to klasa wyższa. To jak mercedes przy volksvagenie (ooops, nowa moda nakazuje po prostacku pisać teraz nazwy marek wielką literą za każdym razem. Mam to gdzieś. Jestem staroświecka).
Może dlatego, że mama najbardziej lubiła pęczak? A może też dlatego, że kucharki z mojej wiejskiej podstawówki - jedna w drugą zażywne, ale zgrabne, panie w wieku średnim do balzakowskiego - używały zawsze takiej, szczególnie do gulaszu? A gotowały te kobiety tak, że sama nie wiem, do której kuchni tęsknię bardziej: maminej czy ich ...
Nie pamiętam, kto napisał, że nie sposób rozgować pęczaku. Chyba Joanna Chmielewska, ale na wszelki wypadek ręki sobie za to uciąć nie dam. To prawda - ten rodzaj kaszy wymaga wyjątkowo długiego czasu gotowania. Spokojnie można ją zostawić na godzinę na malusieńkim ogniu pod szczelnym przykryciem - dlatego też daje się więcej wody, niż do innych kasz: 1 miara pęczaku na 2,5 do 3 miar wody. Po zagotowaniu trzeba ją posolić i dodać grudkę masła.
Gotową kaszę można podać, jak kucharki z mojej podstawówki, z gulaszem wolołowym (i korniszonem, obowiązkowo przekrojonym wzdłuż na pół - mój mąż do dziś jest bardzo podatny na sugestię ładnego prezentu, gdy o tym pamiętam), albo ze zsiadłym mlekiem (w wersji współczesnej - z kefirem) albo wystudzić i podać ze skwarkami ze słoniny świeżej, sezonowanej albo wędzonej - oczywiście cały myk polega na dokładnym wymieszaniu jednego i drugiego. Każdy rodzaj skwarek nieco inaczej pachnie i smakuje, więc to zależy od preferencji, ale wszystkie mają wspólny mianownik: gdy kasza ze skwarkami zostanie szczelnie przykryta i wstawiona do piekarnika na godzinę, to po podadniu przy stole dzieją się cuda. Niezależnie, jak świetne jest mięso, do którego podaję taką kaszę, to właśnie ona gra rolę primadonny na przyjęciu. I proszę mi wierzyć: niezależnie od tego, czy gościem jest uczeń warszawskiego liceum, sławny dziennikarz, wykładowca akademicki czy psycholog z londyńskiego City, kasza ze skwarkami znika ze stołu jako pierwsza, a potem goście z poczuciem, że zyskali coś niesamowitego, przyjmują gościniec w postaci słoików zapasowego garnka kaszy.
Magia pęczaku i tradycyjnych przepisów ...
Inne tematy w dziale Kultura