Animela Animela
1029
BLOG

Pierwsza wersja oryginalnych kopii czarnych skrzynek.

Animela Animela Polityka Obserwuj notkę 15

Po katastrofie smoleńskiej mamiono nas najpierw, że odczytanie czarnych skrzynek może potrwać bardzo długo - może nawet rok.Tym większe było nasze zdziwienie, gdy już kilka tygodni później upubliczniono te "oryginalne kopie", jak to z pełnym samozaparciem określił minister Miller. Upubliczniono, mimo iż MAK nie wydał na to zgody. PROSZĘ TO SOBIE ZAPAMIĘTAĆ.

Część osób (ale nie dziennikarze głównego nurtu! Dziennikarze u nas, w przeciwieństwie do krajów normalnych, tresowani są do PRZEMILCZANIA informacji, nie zaś ich przekazywania) zastanawiała się, cóż to znów za obyczaj nowy. Dlaczego jest to wersja pierwsza? Czyżby przewidywano kolejne? Dziwne zwłaszcza w świetle faktu, że na tych "oryginalnych kopiach" brak było podpisu Polaka, który oryginalły odsłuchiwał w Moskwie.

Jak się okazuje przypuszczenia niekoniecznie okazały się błędne.

Zaprezentowany nam do wierzenia raport MAK, wbrew pozorom, może się opierać na całkiem solidnych przesłankach: kolejnej wersji stenogramów z czarnych skrzynek. W przeciwieństwie do Polski, która dysponuje wyłącznie "oryginalnymi kopiami" "stenogramów", w dodatku zaszumionymi ruskim prądem o niewiadomej częstliwości (hej, badacze, jak tam - udało się wreszcie kanałami dyplomatycznymi dowiedzieć, jaka jest częstotliwość ruskiego prądu?), MAK dysponuje oryginałami czarnych skrzynek.

A to daje MAK-owi ogromną przewagę natury ... powiedzmy ... technologicznej. Zaś nauka radziecka od zawsze jest w światowej czołówce. Wszak wiadomo, kto wymyślił spodnie - Gołodupcew, nieprawdaż. A przecież światła myśl sowiecka nigdy nie ograniczała się do tekstyliów. Na własne uszy słyszałam w dzieciństwie, że naukowcy radzieccy właśnie wynaleźli sztuczną krew. No, i dlatego teraz nie ma potrzeby już oddawać krwi honorowo, co jest ogromną ulgą dla wszystkich, bo mało kto lubi, jak mu krew wysysają.

No, ale to dygresja, a przecież trzeba wrócić do meritum. Drodzy czytelnicy, wyobraźcie sobie tę sytuację: jest MAK, dysponent czarnych skrzynek i całej tej przesławnej sowieckiej technologii. Jest Pan Klich, polski akredytowany przy MAK-u. Pan Klich, w zasadzie, powinien patrzeć MAK-owi na ręce. No, ale litości - wszak Światowidem Pan Klich nie jest, nie ma oczu z pięciu stron głowy, prawda? Zwłaszcza, że wieczorami trzeba przecież wsłuchiwać się w nagrania z wieży (co jest tym trudniejsze, iż Pan Klich podobnie po rosyjsku to ani w ząb), zwłaszcza, że być może te nagrania też trzeba odfilltrowywać z wrednego, ruskiego czołgu ...

No, i poza tym jest przecież Pan Morozow. No wiecie, ten zastępca Pani Anodiny, który Pana Klicha mianował polskim akredytowanym. Pan Morozow w tamym momencie był dla Pana Klicha obcy, zupełnie obcy. Kompletnie się nie znali, rozumiecie?

No i tak sobie nieśmiało myślę, że być może Pan Klich postanowił wreszcie troszkę poznać tego Pana Morozowa, który ma w komórce na stałe zapisany numer telefonu do niego i naraił mu taką fuchę. Obcy człowiek, a tak docenił! Być może była okazaja poznać się bliżej, zacieśnić znajomość ... No, oczywiście, dobrego człowieka trzeba zaprosić do restauracji - w końcu, obcy czy mniej obcy, ale w końcu to przedstawiciel wielkiego państwa, nie to, co Polska ...

No, i jak to może było? W dzień Pan Morozow czy inni nieznajomi, a wieczorami odsłuchiwanie nagrań z wieży w obcych językach ...

A MAK pracowicie, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, tworzył kolejne wersje "oryginalnych kopii" czarnych skrzynek. Aż stworzyła się kopia na tyle dobra, że można ją było zaprezentować Polaczkom.

 

Animela
O mnie Animela

Jestem człowiekiem - przynajmniej się staram.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Polityka