Dziś Kaczyński ponownie zostanie zdiagnozowany jako szaleniec. Ośmielił się zaapelować do członków PiS, by pilnowali liczenia głosów.
Jak wiadomo nie od dyiđ + niewane, jak się głosuje. Ważne, kto te głosy liczy. Nie tak dawno Łukaszenka przyznał dobrowolnie i publicznie, że sfałszował wyniki wyborcze. W dół. Po to, by zmniejszyć podejrzenia, że fałszuje wybory. Ta deklaracja jest bardzo, ale to bardzo znacząca, ponieważ potwierdza, że w formalnej demokracji MOGĄ zdarzyć się fałszerstwa wyborcze. Zresztą - również w ostatnich wyborach parlamentarnych w Polsce zdarzały się nieprawidłowości, rytualnie zaklasyfikowane jako "niemające wpływu na wynik wyborów".
Mało tego. Ostatnio nawet Pan Edmund Klich przyznał, że WPŁYNĄŁ na wynik wyborów. Uchylił się od odpowiedzi - dlaczego, ale sprawa jest raczej oczywista: gdyby zdradził mediom, że jest w posiadaniu dowodów winy smoleńskic kontrolerów, Bronisław Komorowski nie wygrałby wyborów. Tak więc Pan Klich całkowicie świadomie, poprzez zaniecanie, pomógł Bronisławowi Komorowskiemu w wyborach. W świetle tej informacji, nawiasem mówiąz, zrozumiałe staje się mianowanie Pana Klicha na kolejną kadencję - mimo iż, moim zdaniem, nie dopilnował interesów Polski podczas badań MAK.
Tal więc Kaczyński, jako szef partii, ma nie tylko prawo, ale i OBOWIĄZEK pilnować liczenia głosów. Zresztą, kontrola jest wpisana w sam mechanizm demokracji. O co jednak zakład, że będzie to kolejny dowód na to, jakim strasznym wariatem jest Kaczyński?


Komentarze
Pokaż komentarze (7)