"Kongres futurologiczny", mikropowieść Stanisława Lema, zaczyna się od ataku rządu na lud. Ataku nietypowego, bo pełnego miłości, a mianowicie BEMBAMI. BEMBY - bomby miłości bliźniego. O ile dobrze pamiętam, bemby te rozpuszczone były w wodzie - a więc biedota, pijąca wodę z kranu, na atak miłości bliźniego narażona była nieuchronnie - w przeciwieństwie do rządu, który, jak wiadomo, sam się wyżywi (czyli pije napoje butelkowane, wolne od BEMB). Nieśmiertelna jest scena, gdy rosły policjant, rażony mocno BEMBĄ, goni wyrostka wrzeszcząc: "Stój, na Boga, przecież ja cię KOCHAM!". Chłopak wolał nie poddawać się tym karesom i uciekał, ile sił w młodych nogach.
Od dłuższego czasu coraz częściej wydaje mi się, że istnieje analogia między tą fantastyczną powieścią, a naszą rzeczywistością.
A mianowicie od października 2007 r., gdy rządy przejęła Platforma Obywatelska.
Platforma Obywatelska to partia jedyna w swoim rodzaju. Nowoczesna, z szufladami pełnymi projektów ustaw, z podwyższonymi standardami, no i, przede wszystkim, przepełniona miłością. Platforma Miłości, możnaby rzec.
Expose premiera Tuska zawierało słowo "milość" odmieniane przez wszystkie rodzaje, przypadki i płcie. Potem to już poszło jak konie po betonie.
O miłości i zaufaniu słyszeliśmy na okrągło. Co prawda czyny drastycznie przeczyły pełnym miłości słowom, ale media eksponowały miłość, więc różnica była niezauważalna. Gwałceni rządową miłością byliśmy na okrągło - począwszy od Pana Premiera, który wówczas, w świetnym nastroju, udzielał się częto, poprzez Sławomira Nowaka, tego fryzjerczyka z powiatowego miasteczka, któremu szeroki uśmiech miłości rozciągał chwilowo zmarszczki, rano pracowicie przyprasowane żelazkiem, aż po posła Niesiołowskiego, w którego wydaniu miłość ma szczególnie upiorne znaczenie.
Kiedy to się skończyło? Zdaje się, że z wybuchem Afery, Której Nie Było, a która zmiotła ministrów skuteczniej, niż katastrofy Casy, smoleńskiej i kolejowej razem wziętej. Tak, to chyba właśnie wtedy Pan Premier wypowiedział wojnę opozycji, a jako głównodowodzącemu wyznaczył Sławka Nowaka. Generał na Sejm.
Potem Pan Premier otwierał jeszcze liczne i dziwne fronty wojenne. Pamiętam wojnę z korupcją - krucjacie przewodziła Minister Pitera, która prezydenta Sopotu broniła jak lwica. Wojna z pedofilami - zdaje się, bezskuteczna, a szkoda ogroma.
Wojna z PZPN. W okresie najgorętszych walk Palikot przyniósł do studia TVN świński ryj, mówiąc skromnie, że to prezent dla mafii. Prowadząca, z jeszcze większą skromnością, zapomniała przypomnieć, że takie prezenty daje się mafii, owszem, ale są to prezenty od mafii konkurencyjnej.
Wojna z hazardem, która zaskutkuje płaceniem (niestety, nie przez Premiera, tylko przez nas) ogromnych odszkodowań branży hazardowej.
Wojna z dopalaczami - patrz punkt wyżej.
Wojna z kibicami jest w toku, postępy walk będziemy relacjonować na bieżąco.
Nie wiadomo, komu następnemu wypowie wojnę Pan Premer, ale jednego jestem pewna. Czuję się jak ten wyrostek, który ucieka przed policjantem chcącym go ukochać. Niby to miłość, ale jednak bezpieczniej trzymać się od takiego amanta z daleka.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)