Osoby o tzw. lewicowej wrażliwości są głęboko przekonane, że są lepsze od tzw. prawicowców. Bo ujmują się za biednymi, pokrzywdzonymi itd.
Jaka jest prawda? Kto jest bardziej wrażliwy - lewicowiec, czy prawicowiec?
Załóżmy, że zostawię na biurku portfel. Wiem doskonale, że kolega-lewicowie, z którym pracuję, nie zabierze mi z tego portfela ani złotówki. Nie tylko dlatego, że mógłby wpaść - on po prostu wie, że to byłoby nieetyczne. Przecież to byłaby kradzież, w najbardziej tradycyjnym ujęciu.
Gdyby mi przyszło przy tym samym koledze zalogować się do bankowości internetowej, a następnie wybiec z pokoju na dłuższy czas - też nie uszczkąłby moich pieniędzy, z wyżej opisanych przyczyn.
Ten sam kolega uważa, że ponieważ on nie pali, to we wszystkich restauracjach powinien być zakaz palenia lub przynajmniej wydzielona sala dla niepalących. Po prostu - wrażliwy lewicowiec nie rozumie, że w ten sposób uszczupla dochody restauratora, czyli go po prostu okrada.
Mało kto rozumie, że wcielanie w życie lewicowych pomysłów jest zwyczajną kradzieżą, tyle że dokonaną w sposób nietypowy i w dużej grupie.
Kiedy państwo zabiera mi część moich pieniędzy na ZUS, to jestem okradana. Ja tych pieniędzy dobrowolnie przecież nie oddaję! To samo jest z pieniędzmi na ubezpieczenia chorobowe, zdrowotne i każde inne. KRAZIEŻ, tyle, że usankcjonowana prawem.
Kiedy Parlament uchwala płacę minimalną, to nie dość, że działa nie niekorzyść przedsiębiorcy, to również okrada pracownika - który nie może znaleźć pracy za płacę minimalną, ale byłby wdzięczny za robotę za np.800 zl.
I tak to jest z tą rzekomą "lewicową wrażliwością".


Komentarze
Pokaż komentarze (2)