Proszę usiąść wygodnie w fotelu, zamknąć oczy i wyobrazić sobie następującą sytuację:
Air Force One z prezydentem byłym i obecnym, kongresmanami, sędzią Sądu Najwyższego, całym dowództwem wojskowym i kilkanostoma bohaterami wojennymi rozbija się w Rosji, gdzieś pod Smoleńskiem.
Wiceprezydent wsiada do Air Force Two i z całą ufnością udaje się na miejsce wypadku ....
Przerasta wyobraźnię? Uważacie, że raczej wiceprezydenta zamkniętoby w schronie do czasu wyjaśnienia, czy ten POTENCJALNIE wrogi akt wobec USA to dzieło przypadku, czy działanie celowe?
No, to ćwiczcie wyobraźnię dalej: wiceprezydent przejmuje władzę bez upewnienia się, że poprzednik nie żyje, a śledztwo spolegliwie ceduje na świeżo POJEDNANEGO Putina ... w dodatku na podstawie załącznika nr 13 do Konwencji Chicagowskiej, bo samolot był cywilny, a lot prywatny ...
Aha, w USA powstaje komisja (złożona wyłącznie z osób odpowiedzialnych za przygotowanie lotu), która pracuje wyłącznie na tym, co raczy im dostarczyć strona rosyjska. A strona rosyjska, rzecz jasna, z pogardą, jaką silny i mądry czuje dla tchórza i mądrego, rzuca stronie amerykańskiej fałszywki i poprawiane zeznania.
Że co? Że wszczętoby impeachment w stosunku do niego 5 minut po uzurpatorkim przejęciu władzy?
Się wie ;-D
Ale wyobraźmy sobie, że Amerykanie są równie krowiaści i głupi, jak polscy wyborcy, i do impeachmentu nie dochodzi.
W tych okolicznościach jest absolutnie pewne, że rosyjski raport pełną odpowiedzialnością za katastrofę zrzuci na stronę amerykańską - i tak się dzieje.
Wice-, a teraz już prezydent, występuje publicznie i zapenia, że raport rosyjski jest niekompletny, bo nie uwzględnia winy ruskich szympansów.
W międzyczasie oczom przerażonej opinii publicznej ukazują się dowody na fałszowanie zapisów czarnych skrzynek, fałszerstw przy sekcjach zwłok, a na koniec - ślady materiałów wybuchowych na szczątkach samolotu.
Amerykanie, nawet najtępsi, zaczynają podejrzewać, że może jednak są robieni w bambuko. Coraz więcej osób WIERZY, że upór prezydenta był najmniej prawdopodobną przyczyną katastrofy, a drastycznie duża część społeczeństwa wprost twierdzi, że to MÓGŁ być zamach.
W tych okolicznościach reaktywuje się zespół urzędników odpowiedzialnych za organizację feralnego lotu, by PROSTOWAĆ TEORIE SPISKOWE.
Myślę, że właśnie w tym momencie z 30 czy tam 40% Amerykanów wierzących w zamach, zrobiłoby się co najmniej 99% ...
Tak więc - komisja Laska niech nam żyje i produkuje się jak najczęściej!
Może przy okazji jakiś "niepokorny" dziennikarz śledczy, zamiast tropić brudy w cudzych życiorysach (generalnie nie mam nic przeciw temu, ale jednak absmak .... nie tego oczekuję od dziennikarzy śledczych, że potrafili trafnie przypisać wnuka do dziadka) zajmą się kwestiami oczywiście znacznie mniej istotnymi, niż przodkowie sędziego Tuleyi:
- na ten przykład - niech zlokalizują zdjęcia satelitarne ze Smoleńska z dnia katastrofy, które Amerykani przekazli Polsce, a które gdzieś zniknęły
- alibo też niech taki dziennikarz śledczy ustali, czy podejrzenia Ministra SWiA, że Pan Edmund Klich, akredytowany przy MAK, w pewnych środowiskach bardziej znany z zamiłowania do potajemnego nagrywania rozmówców, działał na rzecz obcego mocarstwa, były słuszne, czy też niesłuszne?
- lubo, jeśli powyższe jest za trudne, niech przynajmniej sprawdzi, która wersja "oryginalnych kopii" nagrań z polskich rejestratorów aresztowanych w Rosji, najbardziej odpowiada prawdzie ...
Życzę powodzenia i trzymam kciukii. Mam tylko nadzieję, że nasi "niepokorni" śledczy nie zabiją się w tłuku, rzucając się na tropy podsunięte przeze mnie ...



Komentarze
Pokaż komentarze (4)