Natychmiast po katastrofie smoleńskiej polskie "elity" zadeklarowły, że katastrofa smoleńska to wprost cudowna sprawa, ponieważ pozwoliła nam pojednać się z Rosją. Pewna swołocz nawet powiedziała - publicznie!" - że nie ma takich ofiar, których nie byłoby warto położyć na ołtarzu "pojednania" z pułkownikiem Putinem. Inne swołocze z kolei, w ramach "pojednania", nosiły znicze na groby najeźdźców - tych samych, którzy w pamięci Polaków zapisali się wyjątkowym okrucieństwem i zdziczeniem.
Jak w rzeczywistości wyglądało pojednanie ze strony Rosji, to widać było na kolejnych etapach śledztwa, ale również w stosunkach międzyrnarodowych - choćby zainstalowanie rakiet w obwodzie kaliningradzkim czy postępowanie Rosji przed Trybynałem w sprawie Katynia.
Jakiś czas temu w mediach pojawiły się informacje, że prokuratura rosyjska zwróciła się do prokuratury polskiej o dostarczenie materiałów na przodków pilotów, którzy NIE próbowali lądować w Smoleńsku. Wiadomość była tak zdumiewająca, tak ... niewiarygodna ... intencje Rosjan tak podejrzane, że nawet nasze usłużne wobec władzy media nie ośmieliły się z nią zrobić nic innego niż to, na to zasługiwała - czyli obśmiać ją.
Okazuje się jednak, że istnieje zarówno prawda czasu, jak i prawda ekranu. Prawdna ekranu przebrzmiała, a obecnie mamy kolejny etap "pojednania" (świń z hienami): polska prokuratura jednak PRZEKAZAŁA prokuraturze rosyjskiej dane dotyczące DRZEWA GENEALOGICZNEGO polskich pilotów, którzy mieli nieszczęście wylosować czarną kulkę, oznaczającą lot do wrogiego i dzikiego kraju.
Ta informacja oznacza nic innego, jak to, że wujek Putin napluł polskiemu rządowi prosto w twarz. Efektownie i rozbryzgiem. A następnie kopnął polski rząd w rzyć tak, że ten wykopyrtnął się na plecy, i rozbryzg rozsmarował ruską onucą, nie unikają kontaktu z błotem.
Piloci, którzy pilotowali TU-154 M tragicznego 10. kwietnia 2010 r., byli elitą polskiego lotnictwa. Obecny prezydent mawiał o nich, że dadzą radzę polecieć nawet na drzwiach od stodoły. Ich wyszkoleniem zajmował się nie kto inny, lecz sam Minister Obrony Narodowej w rządzie najlepszego premiera, jakiego nosiła polska ziemia. Creme de la creme polskiej armii!
Oczywiście, że polski MON zadbał o wszystko: począwszy od kwalifikacji osobistych pilotów (wiadomo, że profil psychologiczny to nie w kij dmuchał), poprzez badanie kontaktów osobistych, skłonność do alkoholu, nartotyków i dziwek ...
A taki Putin, "pojednany" i w ogóle, przychodzi i mówi, że selekcja polskiego M\inistra Obrony Narodowej nadaje się co najwyżej do obsadzenia straganu z marchewką w Pcimiu Dolnym, i on od początku sprawdzi kwalifikacji moralne pilotów, począwszy od przodków z czasów Powstania Styczniowego.
Bo jeśli pra, pra, pra, pra, pradziadek w Powstaniu Styczniowym się dekował, to i Protasiuk bał się Prezydenta ...
A nie było to posłuchał rosyjskich dysydentów, którzy już wiosną 2010 r. ostrzegali, że Polska może utracić niepodległość?



Komentarze
Pokaż komentarze (4)