Od czasu sławetnej publikacji Cezarego Gmyza o wykryciu na wraku tupolewa śladów materiałów wybuchowych minęło ponad pół roku. Jeśli się nie mylę, to prokuratura określiła czas niezbędny na przebadanie wszystkich próbek na pół roku właśnie. Całe, długie pół roku na przebadanie partii próbek ... No, mniejsza. Ważniejsze jest to, że (jak by nie liczyć) pół roku właśnie mija, minęło lub za chwilę minie. Wydawałoby się, że dziennikarze nie powinni wychodzić z prokuratury dniami i nocami, koczować tam w niedziele, święta i długie weekendy, polując na informację, KIEDY wreszcie będą wyniki tych badań ....
.... a tymczasem - nic. Zero. Nullum.
Skłoniło mnie to do dokonania pewnej rekapitulacji tego, co było, co jest, a - być może - również i będzie.
Wyszedł mi rachunek dość prosty, by nie powiedzieć - prostacki.
Po publikacji Cezarego Gmyza, który "podpalił Polskę", z redakcji Rzepy głowy wynoszono w koszach - kryształowa czaszka najsłynniejszego polskiego śledczego (dobrze, przynajmniej NAJGŁOŚNIEJSZEGO) spadła jako pierwsza.
Potem poszło już błyskawicznie: wyrzucony Gmyz et consortes pociągnęli za sobą innych - najbardziej niepokornych ze wszystkich niepokornych - i w ten sposób z jednego Uwarzaka powstały trzy - słownie trzy - tygodniki ;-D W dodatku w tempie wskazującym, że cała akcja była zaplanowana długo wcześniej. Mało tego - teraz jeszcze doszła do tego telewizja! A to wszystko w dodatku przy "braku pieniędzy" ;-D
Uważam, rze to prawdziwe mistrzostwo świata - w czasach pogłębiającego się kryzysu, w segmencie tygodników opinii, których i tak mamy sporo, w Polsce, w której czytelnictwo jest niskie i stale rośnie - nie tylko stracić czytelników, ale POWIĘKSZYĆ ICH LICZBĘ ...
... chylę czoło przed wielkimi mistrzami marketingu. Podejrzewam, że to rzadka, dobra szkoła przedwojenna - z tych, co to potrafili sprzedać i kolumnę Zygmunta, i most Poniatowskiego!
Czy mam to za złe? Absolutnie nie. Czasy są ciężkie i każdy orze, jak może. Można tylko pozazdrościć obrotności i tupetu.
Niestety, ilość nie chce dialektycznie przejść w jakość, więc specjalnie nie ma tam czego czytać ... Muszę przyznać, że pod tym względem "Sieci" prezentują się znacznie lepiej, czego na początku nie obstawiałam.
Tylko że, niestety, w "Do rzeczy" na próżno szukam Stanisława Michalkiewicza, a w "Sieci" - Seamana, Platosa, Tada9, Budynia, Toyaha czy Coryllusa. I podejrzewam, że raczej się nie doczekam na nich ... Za to można tam znaleźć Katarynę z Wyborczej, Lewina z Agory i całą masę głupiutkich kobieciątek, płci przeróżnej.
.... smutne to wszystko, naprawdę.
A najgorsze jest to, że serio rozważam powrót do kupowania "Wprost". Skusiłam się na jeden numer po publikacji o zegarkach Nowaka, i z rozrzewnieniem patrzyłam, jak dobrze może być robiony tygodnik. Nie kupowałam "Wprost" od czasu, gdy przestał mnie tam wabić "Ryba", ale jednak potrzebuję czytać coś dobrego.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)