Tylko błagam - proszę ne myśleć, że jestem złośliwa, krytykuję albo coś jeszcze gorszego. Wręcz przeciwnie - zamierzam skomplementować, pochylić się z troską, a nawet - zaproponować udoskonalenie.
Ku chwale Salonu!
Dopiero dziś, a i to zupełnym przypadkiem (z niewiadomych przyczyn nie jestem jakąś specjalną fanką jego twórczości - może dlatego, że jej nie znam? ;-O) przeczytałam wpis Pana Marcina Gugulskiego sprzed kilku dni:
http://gugulskim.salon24.pl/509591,dolary-od-blogera-ludwika-dorna
Temat błahy, ale podany wcale dowcipnie - a przecież mamy do czynienia z dziennikarzem. Warto docenić ewenement, nieprawdaż?
Jednak tak naprawdę, ujęła mnie odpowiedź Pana Gugulskiego na wpis Polakoczerwoni (istotnie dość ... hm ... pensjonarski;-O):
"Skoro Pan stawia "dolary przeciw orzechom", że "ani centa" nie dostanę "od blogera Dorna", to ja w to wchodzę i stawiam 100 orzechów laskowych, że dostanę ("dostanę", bo oczywiście niczego "egzekwować" nie zamierzam).
Ile dolarów otrzymam za 25 lat w razie mojej - przyznaję, że nie potrafię ocenić czy bardzo prawdopodobnej - wygranej?"
Może żadna perła, ale poziom naprawdę solidnie przyzwoity. A przecież cały czas mamy w tyle głowy, że to dziennikarz ;-D
Już miałam skomentować, zapożyczywszy się u Pana Sowińca po pachy, "Bingo", gdy spostrzegłam, że Pan Gugulski używa niebezpiecznego narzędzia - a mianowicie brzytwy.
Którą to brzytwą pracowicie wyciął niektóe komentarze. Za co? Nie wiadomo. Tajemnica. Autorzy komentarzy twierdzą, że za niewinność, a Pan Gugulski - że wina obu jest bezdyskusyjna. Mianowicie - jeden ma odstające uszy, a drugi komentuje jako anonim;-O
Kto ma rację - rozstrzygnąć trudno w sytuacji, gdy Pan Marcin Nożycoręki został sam na polu bitwy, nie rrczywszy nawet pochować zwłok, które straszą na blogu ...
Oczywiście, z pomysłu komentowania u Naczelnego Cenzora Kraju zrezygnowałam, przerażona, że mój nick wywoła Jego niezadowolenie połączone z użyciem gilotyny !
Mat Kobosko to byt bliżej mi nieznany (acz w pocenzuralnym komentarzu prezentuje się rozsądnie i sympatycznie), natomiast Natenczas Wojski to mój bloger, można to ująć, specjalnej troski. W sensie - owszem, toleruję. Gdybym była choć odrobinę bardziej wylewna, mogłabym przyznać, że mam do niego feblik ;-O
Trudno mi też zrozumieć osobę, która Natenczasa Wojskiego uważa za anonim. Jakimże trzeba być ignorantem, aby nie wiedzieć, że Natenczas to imię, Wojski zaś - nazwisko?!!!
W tych okolicznościach przyrody ściągnęłam chmurnie brwi, podrapałam się empatycznie po głowie, i wtedy do mnie dotarło:
Co by nie myśleć o całej sytuacji, racja jest po stronie Pana Gugulskiego. No, bo wyobraźmy sobie jego sytuację:
Znany i ceniony dziennikarz przychodzi do Salonu. Raczy w nim powiesić notkę, a nawet KOMENTOWAĆ! I w tej sytuacji - musi tolerować zaczepki jakiegoś blogera ...
No przecież każdego szlag by trafił!!!
Toteż wydaje się nieuniknionym zmiana regulaminu Salonu24.pl. W taki sposób, aby zwykli blogerzy, tacy jak Natenczas czy, nie przymierzając, ja, nie mogli nieprzychylnie komentować Wielkich.
Jakiś filtr, przepuszczający tylko przychylne komentarze, w dodatku z podaniem pełnych danych osobowych, potwierdzonych pdf dowodu osobistego - z kolei potwierdzonego, za zgodność, przez właściwy organ administracji publicznej chyba nie jest poza zasięgiem włodarzy Salonu? ...
Ważność zaświadczenia - trzy dni.
To chyba minimum, co Administracja portalu może zrobić dla ZNANYCH I LUBIANYCH?
P.s. Zarówno notka, jak i inkryminowany komentarz naprawdę mi się spodobały ;-D
Ile dolarów otrzymam za 25 lat w razie mojej - przyznaję, że nie potrafię ocenić czy bardzo prawdopodobnej - wygranej?"