Z pewnym opóźnieniem, ale jednak obejrzałam ostatni odcinek "Kuchni polskiej". Przyznam, że nie miałam dobrych przeczuć - jakoś słabo wierzyłam, że twórcy programu zechcą skorzystać z moich rad, udzielonych z dobrego serca.
Oczywiście miałam rację ... ale, z drugiej strony, przyjemnie się rozczarowałam. Wydaje mi się, że program wreszcie poszedł w dobrym kierunku i ma szansę na konkurowanie z najlepszymi w swoich kategoriach!
Oto bowiem okazało się, że "Kuchnia polska" ma wizję, i to niecodzienną: oswoić to, co ohecnie uważane jest za coś wstydliwego.
Na przekór różnym tam Makłowiczom, Okrasom czy Brodnickim, którzy się snobują na produkty wyłącznie świeże i potrawy własnoręcznie zrobione od A do Z - jak majonez, to OCZYWIŚCIE - ukręcony własnoręcznie, cholerne burżuje - Kuchnia Polska poszła w kierunku półproduktów.
I to je to!
Wiadomo, że dzisiejszy Polak ma mało czasu. Kiedy więc włączy program kulinarny i zobaczy zły przykład w postaci np. Okrasy, który sam robi pesto, ciasto na pierogi, lody - w dodatku własnego pomysłu - to może co najwyżej nabrać kompleksów i zamówić pizzę na wynos - bo przecież tak wysokim wzorcom nie dorówna!
Program ewidentnie wypełnia lukę w ofercie programów kulinarnych. Haute cuisine to obecnie żadne novum - czy to w radio, czy w tv, czy w czasopismach - wszędzie jak nie Kręglicka (jedna lub druga), któreś z klanu Gesslerów, czy choćby Adamczewski, a każdy wyedukowany kulinarnie, więc onieśmielający.
Na taki program, jak "Kuchnia polska", czekaliśmy od dawna, choć sami o tym nie wiedzieliśmy. Gotowanie z mrożonek - TO JE TO! Na kukardę komu szarpać się z ziemniakami, jak dziki osioł, skoro można kupić gotowe, mrożone, wstępnie podpieczone TALARKI ZIEMNIACZANE?!!!
Moja poprzednia recenzja była nieprzemyślana, przyznaję. Autorzy żadnych porad ode mnie nie potrzebują. Co więcej - uważam, że ten program ma szansę stać się światowym formatem, klasykiem gatunku. Sądzę, że inne stacje rychło pójdą śladem pionierów. Jednym słowem - niech lemingi karmią się kulinarną sztuką wysoką. My wolimy swojskie klimaty kulinarnych półproduktów!
Na razie jeszcze tak jakoś trochę skromnie to wszystko, jakby bocznymi drzwiami. Zamiast pójść na całość, prowadzący musiał "użyć blender", jak to nam oznajmił na swój, niepowtarzalny, sposób. Pewnie jednak da się znależć mrożone ziemiaki już obtoczone w oliwie rozmaryowej - a jeśli nie, to apeluję do producentów: do dzieła! Nie pozwólcie ludziom tak się męczyć z tym blender! Jako dodatek do "mrożonych talarków" proponuję mrożone pulpety ze sklepu "Ikea". Co prawda, mam spore zaległości w obszarze "w mrożonkach", ale czytałam kiedyś opinię, że są wcale, wcale ...
Jak donoszą nam źródła zbliżone do "niepokornych", następny odcinek to jeszcze będzie rozpoznanie bojem - mrożone frytki i pulpety ze słoika, które trzeba będzie zgrabnie odgrzać. Potem jednak autorzy pójdą na całość - nietknięty jest cały obszar zupek w torebkach, mrożone hamburgery oraz całe, gotowe, zestawy obiadowe. Tylko rozmrozić!
Naprawdę, kajam sę mocno! Nic nie usprawiedliwia nierozpoznania geniusza u kolebki, a mnie się to zdarzyło.
Na koniec, z pewną taką nieśmiałością (żeby nie było, że tylko słodzę i się podlizuję), mam małą sugestię: może można zastąpić tytuł "Kuchnia polska" bardziej adekwatnym: "GarKuchnia fusion"? ...
Nie upieram się jednak, bo widzę, że cokolwiek bym wymyśliła, jest to pikuś w porównaniu z wyobraźnią twórców programu. Któremu wróżę (i oczywiście życzę) ogromną popularność.
Z takim podejściem jest ona nieunikniona.
P.s. Podobno konkurencja (zaprzyjażniona), zainspirowana powodzeniem "Kuchni polskiej", szykuje nam program pt. "Restauracja polska". Znana i lubiana dziennikarka, Magda M., będzie uczyć uczyć Polaków, jak najlepiej wybrać pizzę na wynos i wystukać numer telefonu.




Komentarze
Pokaż komentarze (12)