Nie wiem, czy zauważyli Państwo, że istnieją osoby, których celem życiowym jest nawracanie - a ujmuję to umownie. Jakiś pan w prawie każdej rozmowie zapewnia o wyższości Volvo nad japończykami. Inny - nie potrafi ust otworzyć, żeby nie podkreślić, jak bardzo wegetarianie górują nad mięsożercami. Z kolei niektóre panie - zwłaszcza starsze - z mniejszym lub mniejszym zapałem - propagują chodzenie do kościoła. Ten ma fioła na punkcie ekologii, ów zaś - ;modelarz-amator - chce Cię namówić do zbierania modeli kolejek ... Czasem towarzystwo takich osób jest męczące, ale jeszcze częściej - pouczające, ponieważ osoby z pasją często mają ogromną wiedzę z zakresu swoich zainteresowań.
Mój kolega .... nazwijmy go Wojtkiem ... jest ateistą-misjonarzem - nawraca ludzi na ateizm.
Misję swoją traktuje śmiertelnie poważnie. Nową znajomość rozpoczyna od wyznania, że jest ateristą i wystąpił z Kościoła Katolickiego, i od razu przystępuje do przekonywania. Argumenty są standardowe i przewidywalne: Kościół to samo zło, ksiądz=pedofil, złodziej, morderca - pojedynczo lub w dowolnych kombinacjach. Polacy, z powodów religijnych, są ksenofobami, faszystami i antysemitami, a na dodatek - hipokrytami, bo chodzą do kościoła, co nie przeszkadza im popełniać mniejsze lub większe występki. Oczywiście, cechuje ich też nietolerancja w stosunku do każdej odmienności ...
Aha - Wojtkowi przeszkadza wyłącznie Kościół katolicki - w stosunku do innych wyznań nie przejawia podobnych idiosynkrazji.
Kiedy kończą się Wojtkowi argumenty własne, podpiera się Dziełami Zebranymi (żart, żart!!!) Dawkinsa.
Wojtek to bardzo sympatyczny, inteligentny, dobrze wykształcony człowiek, bardzo dobry w swoim (dość elitarnym) zawodzie. Kulturalny, uprzejmy, uczynny. Bardzo go lubię - dlatego rozmowy na tematy ideologiczne z Wojtkiem staram się ograniczać do najnowszych trendów kulinarnych ....
Wojtek nie może znieść obecności krzyża w przestrzeni publicznej. Razi go to, uwiera, a chyba nawet wręcz boli .... Historia Kościoła katolickiego jest dla niego odrażająca już choćby z tego powodu, że ten śmiał nawracać dzikusów .... co mu nie przeszkadza nawracać takich dzikusek, jak jak, tyle że nawracać a rebous!
Proszę mnie dobrze zrozumieć - wcale mi nie przeszkadza, że Wojtek jest ateistą - podobnie, jak nie przeszkadza mi, że Pani X jest osobą sfiksowaną na punkcie religii. Pomimo tego, żem Polką, jestem naprawdę tolerancyjna.
Według mnie, ateizm to pogląd równie dobry, jak teizm. Sama uważam, jak w starym dowcipie: "jeżeli nie ma Boga, to chwała Bogu, ale jeśli Bóg istnieje, to niech nas ręka boża broni!!!".
Natomiast jestem chyba jednym z nielicznych przypadków osób niewierzących, acz (rzadko) praktykujących. Bardzo chciałabym wierzyć, ale nie było mi to dane - być może za karę ....
A przecież wiara stawia duże wymagania, ale również daje nieocenione profity: choćby w przypadku śmierci osoby bliskiej. Religie przez tysiąclecia wypracowały rytuały, które pomagają ją oswoić - i prawidłowo przeżyta żałoba, po przepisanym czasie, przynosi ukojenie, jakie osobie niewierzącej może dać chyba tylko wsparcie psychoanalityka ....
Tak więc - nie dziwi mnie, że ktoś jest ateistą, natomiast zawsze mnie zdumiewa, gdy ten ateizm chce szerzyć ...
Większość znanych mi teorii religii twierdzi, że powstają one z potrzeby zaspokojenia ludzkiej potrzeby poznania tajemnicy Wszechświata. Być może - ale moim zdaniem, za kulisami stoją niezmiernie mądrzy Władcy.
W większości starożytnych kultur władza wiązała się, mniej lub bardziej ,z religią. Czasem władca był wcielonym bóstwem, jak w starożytnym Egipcie, a czasem - jak w Europie czasów nowożytnych - władzę sprawowano z namaszczenia bożego. Król czy cesarz był pomazańcem bożym; władzę sprawował jako powierzoną przez Boga. Dawało mu to w oczach ludu nietykalność, więc starannie pielęgnowano wiarę religijną poddanych. Sam król mógł być całkowicie, absolutnie i bez granic newierzący, ale we własnym interesie dbał o głebię wiary, czyli morale, swoich poddanych. Hipokryzja? Oczywiście! Z tym, że przynosząca korzyść wszystkim - bo chyba niktr nie będzie twierdzić, że 10 przykazań bożych to namawianie do czegoś złego? ... Przecież to najzwięźlejszy kodeks świata, w dodatku z wszelkich możliwych dziedzin prawa ....
Doktryna prawnicza zna pojęcie "internalizacja norm prawnych". Za przykład niech nam posłuży blog xiazeluki, który kiedyś pisał o absurdach "łaski" jazdy. Pewna paniena się w komentarzu u niego wypowiedziała, że zapinanie pasów jest u niej tak silnym odruchem, że robi to nawet wtedy, parkuje na własnym podwórku.
Trzeba jednak przyznać, że interlalizacja norm prawnych dotyka dalece nie wszystkich osobników w społeczeństwie - i do takich osób właśnie odwołuje się Dekalog. Zwyczajnie - prostemu człowiekowi łatwiej jakoś uwierzyć, że Bóg mu zabrania kraść czy zabijać, niż dostosować się do enigmatycznych poleceń Niewiadomokogo ...
Otwarte więc pozostaje pytanie, DLACZEGO Wojtek nawraca ludzi na ateizm ....?
Dodam przy okazji, że Wojtek - z racji wykształcenia i zawodu - uważa się za elitę. No, i tak też jest odbierany przez dużą cżęść społeczeństwa.
DLACZEGO przez tysiąclecia elity uważały, że w ich dobrze pojętym interesie jest, aby plebs (lud prosty) wierzył w Boga i dochowywał przykazań, a dzisiejsze "elity" są pozbawione instynktu samozachowawczego?
Ja to wiem, naprawdę - a Czytelnik pewnie też się domyśli;-D




Komentarze
Pokaż komentarze (4)