Animela Animela
1261
BLOG

Trotyl: gra znaczonymi kartami

Animela Animela Rozmaitości Obserwuj notkę 91

              Zagadka smoleńska przypomina równanie z setką niewiadomych i kilkoma punktami raczej pewnymi. Rozwiązywanie czegoś takiego to jak szukanie igły w stogu siana.

              Musimy jednak wiedzieć, że w całym tym ponurym obłędzie dwie sprawy są absolutnie pewne: 

- Po pierwsze - Rosjanie wiedzą, co tam się stało. Myślę, że to chyba raczej oczywiste, ale i tak wyjaśnię: albo nasi słowiańscy bracia katastrofę - w jakikolwiek sposób - spowodowali, i wtedy rzecz jest oczywista, albo jej nie spowodowali, i wtedy też wiedzą, co było jej przyczyną - ponieważ zbadano to bardzo dokładnie. Przy czym nie piszę, rzecz jasna, o śledztwie oficjanym.

- Po drugie - Rosjanie, mając wrak na własnym terytorium, mogą z nim wyczyniać dowolne sztuczki, ale mogą też nie dopuścić do wraku osób nieuprawnionych.

               Z tych dwóch pewników wyciągam wnioski dość ponure. Rosjanie wiedzą, czy na wraku są pozostałości materiałów wybuchowych, czy nie. Z faktu, że dopuścili biegłych do badania, należy wyciągnąć konsekwencję: biegli mieli znaleźć te materiały. Inaczej Rosjanie by ich po prostu nie dopuścili - tak, jak nie przekazali wielu próbek, zmienili zeznania kontrolerów, pokrywali kluczowe dla wyjaśnienia sprawy nagrania. 

               Jeśli chodzi zaś o przeciek po polskiej stronie, to wiele nam mówi fakt, że źródła były cztery. Uwierzyłabym jeszcze, że jedna osoba może coś chlapnąć w takiej sprawie. W cztery paple na tym szczeblu - uwierzyć nie sposób. Jeśli źródła były cztery, to znaczy, że ktoś im KAZAŁ ciec.

                Od jakiegoś czasu słyszy się, że Rosjanie mogą Polaków oskarżyć o spowodowanie katastrofy. Większość osób uważa, że chodzi o śp. kapitana Protasiuka. Jest to, moim zdaniem, myślenie wyjątkowo naiwne: to będzie tylko najniższy szczebel w tej układance.

                Dziennikarz, który "wpadł" na trop tej afery, przez wielu uważany jest za bohatera, ponieważ wykradł Rosji tajemnicę, która ma świadczyć o co najmniej współudziale strony rosyjskiej. Uważam, że jest to myślenie głęboko błędne. 

                 Pewien bloger napisał nie tak znów dawno, że w momencie, gdy Rosja przejęła całość śledztwa, należało się (w sensie - PiS) odciąć od niego i nie zajmować nim wcale. Uważam taki pogląd za debilny w stopniu tak głębokim, że aż autora zaczęłam posądzać nie o głupotę, lecz dywersję. Tylko i wyłącznie Antoniemu Macierewiczowi zawdzięczamy, że śledztwa jeszcze nie zostały zakończone - z orzeczeniem "wina pilotów i Prezydenta" - bez możliwości wznowienia. Gdyby zaś PiS kiedykolwiek odzyskał władzę, to mógłby co najwyżej porpsić historyków o napisanie książki o katastrofie smoleńskiej.

                  Prawda jest natomiast taka, że jako dowody powinno być traktowane WYŁĄCZNIE to, co zostało zabezpieczone bezpośrednio po katastrofie, w obecności dużej ilości Polaków, i przewiezione do Polski, tudzież - jakkolwiek makabrycznie to zabrzmi - ciała ofiar.

                   Zwłaszcza wszelakie pobieranie próbek z wraku po 2,5 roku od katastrofy, w sytuacji, gdy wrak spoczywa na ziemi pańśtwa o wrogiej nam doktrynie militarrnej, to jest ... kuriozum wręcz horrendalne.

                  Skoro Polska tak zgrabnie wypięla cztery litery, to Rosja nas w nią kopnie. Niestety, całe Państwo, nie tylko osoby bezpośrednio zamieszane, poniosą tego konsekwencje - a będą one bardzo, bardzo, albo nawet jeszcze bardziej - tragiczne dla Polski. Łącznie z tym, że Polska poniesie odpowiedzialność  za nie swoje, być może,  winy

                   Tego akurat jestem pewna.

Animela
O mnie Animela

Jestem człowiekiem - przynajmniej się staram.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (91)

Inne tematy w dziale Rozmaitości