Animela Animela
753
BLOG

"Zawód: dziennikarz śledczy" - Cezary Gmyz, Piotr Gociek

Animela Animela Rozmaitości Obserwuj notkę 16

       "Zawód: dziennikarz śledczy" to wywiad-rzeka, w której wywiadowcą jest p. Piotr Gociek, a wywiadowanym - p. Cezary Gmyz. Wydawnictwo - Fronda, rok wydania: 2013.

         Książkę kupiłam specjalnie na czerwcowy urlop, a potem wahałam się, czy o niej pisać. W końcu zdecyzowałam, że tak - po TEJ recenzji:

http://niepoprawni.pl/blog/3/recenzjacezary-gmyz-zawod-dziennikarz-sledczy
          Przepraszam, użyłam niewłaściwego słowa. powinno być - hagiografia. Ale przynajmniej bardzo ładnie napisana.
 
           Od razu przyznam, że nie cierpię formy wywiadu-rzeki, i niniejsza książka jest moją pierwszą pozycją z tej dziedziny (i podejrzewam, że tak już zostanie, chociaż .... :) 
 
            W drugim "od razu" zaznaczam, że wcale nie żałuję kupna książki, i Państwa również zachęcam. Dziennikarz Gmyz bywał w centrum wielu znaczących wydarzeń, a kilka wręcz sprowokował  własnymi czynami - a nie sposób wyrobić sobie spojrzenia na te zdarzenia, nie znając ich dokładnie. Niestety, właśnie z tym "dokładnie" jest pewien problem.
 
            Zacznę od drobiazgu, który jednak bardzo utrudnia czytania: Pan Gociek do Pana Gmyza zwraca się wielką literą: Tobie, Ciebie, o Tobie ... Ktoś może uznać, że zwariowałam, skoro sama w ten sposób zwracam się do czytelników - ale będę się upierać, że to nie to samo. W wywiadzie to przeszkadza: wzrok za każdym razem zahacza się o tę wielką literę i nie chce dalej przeskoczyć. Zabieg jest wybitnie pretensjonalny zwłaszcza dlatego, że wywiad jest napisany zwykłym, niechlujnym, publicystyczym językiem (czasem nawet "mięsnym". (Ostatnio przypomniała mi się Ruth Morse z genialnego "Martina Edena", która prosi narzeczonego, aby ten został dziennikarzem, na co Martin odpowiada, że nie może - popsułby mu się styl, nad którym ostatnio tak pracował. Pewnie więc niechlujność językowa po prostu przynależy do zawodu; należy się z tym pogodzić i tyle). Przyznaję jednak, że gdy widzę, że ktoś zjadł w restauracji NA ulicy, to mam ochotę wrzasnąć: Człowieku, ogarnijże się!  Przecież gdyby budynki stały NA ulicach, to jeździć musielibyśmy po chodnikach ...
 
             Książka zawiera dużą ilość informacji, zwłaszcza na temat "afery trotylowej" oraz lustracji księży. Nadal jednak nie wiem, jak się pozyskuje "źródła informacji", a miałam nadzieję się dowiedzieć :) Wiem już jednak, które okolice Warszawy są monitorowane przez służby, i jest to mniej więcej zgodne z moją intuicją. A taką wiedzą pogardzić nie można - zdarza się, że w poszukiwaniu ciekawych materiałów  dla Państwa zakradam się w różne dziwne miejsca, to dobrze wiedzieć, którędy NIE uciekać!
 
              Uderzyłam mnie informacja, że p. Gmyz oczekiwał na list żelazny od swoich przełożonych. Według mojej wiedzy, list żelazny jest to instytucja Kodeksu postępowania karnego, zgodnie z którą właściwy rejonowo sąd okręgowy może wydać dokument, na mocy którego oskarżony pozostanie (do czasu wydania wyroku) na wolności. Słynna sprawa sprzed kilkunastu lat, jak zwykle nieprecyzyjnie opisana przez media, kiedy to Andrzej Gołowa otrzymał taki list żelazny od prezydenta Kwaśniewskiego - pamiętają Pańswo? W książce z pewnością nie chodzi o to, pozostałam więc z takim niedostatkiem wiedzy - a tego nie lubię. Może jednak ktoś wie, co to jest dla dziennkarzy list żelazny, i mi to wytłumaczy? ...
 
                 Jest pewien fragment, którego po prostu nie rozumiem - a raczej mam nadzieję, że rozumiem go ŹLE: "I wtedy Sawa dołożył do swoich dokonań kolejne świństwo. Kiedy zorientował się, ile wiem (,,,,), pobiegł do Gazety Wyborczej, żeby udzielić wywiadu (...). Wiedział, że lada dzień w "Rzeczpospolitej" ukaże się mój tekst, więc zdecydował się na uderzenie wyprzedzające". Muszę powiedzić, że po przeczytaniu tych słów - najzwyczajniej w świecie - osłupiałam. Brzmi to po prostu strasznie - niczym skarga gwałciciela, że ofiara się broni! Na miły Bóg - prawo do samoobrony jest jednym z filarów naszej cywilizacji! Najbardziej hańbiącym uczynkiem jest strzelenie ofierze w plecy, kiedy się tego nie spodziewa i nie może się bronić - a tu redaktor Gmyz nazywa ŚWIŃSTWEM zwykły, ludzki, odruch - obrony przed atakiem? I nieważne, czy atak jest uprawniony, czy nie - nawet ssmanom w Hadze przyznano prawo do obrony, i polscy adwokaci okryli się sławą z powodu bezstronności, jaką wykazali .... Mam tylko nadzieję, że to jest zwykłe przejęzycznie lub brak sprawności językowej i że w następnym wydaniu passus zostanie poprawiony - dla dobra obu autorów, ale przede wszystkim p. Gmyza. 
 
                Problem mam również z tym fragmentem tekstu: "Sensem lustracji nie jest zemsta. Sensem lustracji jest przywrócenie elementarnej sprawiedliwości". Otóż, Panie Redaktorze, sensem lustracji nie jest, oczywiście, przywrócenie sprawiedlwości. Sensem lustracji jest chęć, całkowicie zrozumiała i uzasadniona, odsunięcia od władzy lub niedopuszczenia do niej osób, które można szantażować. Zwyła pragmatyka, w istocie rzeczy wręcz niesprawiedliwa, bo jeśli ktoś sam się przyzna, to nie ma ZADNYCH konsekwencji. Jestem w prawdziwym szoku, że człowiek, który przeprowadził tyle lustracji, wypisuje o jej istocie takie banialuki - i znów pozostaje mi mieć nadzieję, że w kolejnym wydaniu zostanie to przeredagowane na tyle, aby zwolennicy lustracji nie musieli się wstydzić. Zwłaszcza, że była przecież ta nieszczęsna, dzika lustracja sędziego Tuleyi ... co by mogło wskazywać, że autor jednak uważa się za samotnego szeryfa, którego przeznaczeniem jest "przywrócenie elenentarnej sprawiedliwośc" - a przecież nie ma wiele rzeczy gorszych od takiego jednoosobowego "trybunału sprawiedliwości". Sędzia Lynch, po prostu ... I znów, dla dobra lustracji, uprzejmie proszę o usunięcie tego wstydliwego zakątka książki.
 
              Dwa rozdziały są, moim zdaniem, do skreślenia - ten o studiach p. Gmyza (nie za to zapłaciłam, kupując książkę, ale można to spokojnie przenieść do "Dzieł zebranych Cezarego Gmyza", które na pewno kiedyś powstaną - w tej książce on zupełnie nie pasuje). Nie bardzo również rozumiem, skąd w tej książce rozdział o aferze gruntowej - przecież to była robota CBA (i chętnie przeczytam kiedyś książkę ze wspomnieniami obecnego posła Tomasza Kaczmarka). Przyznaję jednak, że co do afery gruntowej, to się nie upieram - to sprawa rozliczeń między panami, i jeśli "Agent Tomek" nie rości pretensji, to już moja strata po prostu :)
 
              Tytuły rozdziałów to istne ... diwadlo! Ani adekwatne do treści, ani zachęcające, a wręcz mylące - gdy zobaczyłam "Czasy miłości", to aż zamruczałam z radości - wreszcie coś dla kobiety :) Niestety, rozczarowanie było straszliwe!
 
              Ciekawe, jaką rolę w tej książce odegrał p. Gociek - bo że nie jest Coryllusem w tym tandemie, to rzuca się w oczy. W każdym razie, przynajmniej teoretycznie, jest on odowiedzialny za kształt książki, dobrór tematów i te nieszczęsne nazwy tytułów - i nie poprawia tego nawet fakt, że książce nadano konstrukcję znaną z "Poszukiwania straconego czasu" :)
 
              Reasumując: książkę warto kupić. Pomimo opisanych przeze mnie drobnych mankamentów, czyta się ją naprawdę ciekawie. Zawiera mnóstwo interesujących informacji z zakresu lustracji - przypuszczam, że jeszcze nie raz do niej sięgnę w poszukiwaniu informacji. A ja lustracją interesuję się naprawdę minimalnie!
 
             Zachęcam do przeczytania zwłaszcza osoby, które NIE SĄ wielbicielami redaktora Gmyza. Wiem, że pewnie jest to wołanie na puszczy, bo - z nielicznymi wyjątkami - w Polsce mamy obecnie mentalność plemienną, ale wierzcie mi Państwo - wielbiciele będą zachwycenia, a anty-wielbiciele - będą mieć materiał do narzekań.
 
             I o to chyba chodzi, prawda? ...
Myślałam, że ksiązka nie ma korekty, ale - po bliższych oględzinach - musiałam uznać, że nie mam racji. Korektą zajęła się niejaka Małgorzata Terlikowska.
Szczerze - wzięła pieniądze za nic. Naprawdę ...
Animela
O mnie Animela

Jestem człowiekiem - przynajmniej się staram.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Rozmaitości