Animela Animela
2563
BLOG

Nie wszystko w PRL-u było złe!

Animela Animela Rozmaitości Obserwuj notkę 77

         Nie należę do osób, które tęsknią za ustrojem, który rzekomo przeminął. W dzisiejszej rzeczywistości przesztadza mi bardzo wiele, ale jednak żyje się dziś bez porównania lżej, niż te dwadzieścia kilka lat temu. 

          Może to po prostu wiek powoduje, że pewne sprawy, dawno minione, wspomina się z sentymentem? ...

          Jakoś tak mnie chyba naszło, bo ostatnio zebrałam z krzaków pierwsze w tym roku własne pomidory malinowe "Bawole serce". Ponieważ od dzieciństwa pomidory były moim ukochanym owocem, bardzo zważam na ich jakość i potrafię ją docenić. Z tego względu od końca jesieni aż do czerwca praktycznie przestaję kupować je w sklepie, zadowalając się różnymi przecierami, koncentratami i passatami - a to włoskimi, a to węgierskimi ... Co najmniej od dziesięciu sama lat uprawiam pomidory - najpierw koktajlowe "Maskotki", a w tym roku - po raz pierwszy właśnie te "serduszka" (są to ogromne krzaki, ale świetnie udają się w dużych donicach, i wtedy znacznie mniej chorują). 

            Pamiętam z dzieciństwa, że gdy pojawiały się pierwsze pomidory, były bardzo drogie, ale pachniały i smakowały prawie jak te polne - nie było obawy, że kupi się plastikowy wyrób pomidoropodobny ... Kroiło się te drożyzny w plasterki i kładło na chleb - pachnący, z piekarni, którą prowadził sąsiad - i posmarowany prawdziwym masłem. Rodzice kochali "Bycze serca", i stąd pewnie mój sentyment, ale każda odmiana pomidorów była wówczas smaczna!

                Podobnie było z ogórkami, które z kolei uwielbia mąż, więc też oczywiście uprawiamy co roku choć po kilka krzaków - tu odmiana nie ma aż takiego znaczenia, wszystkie z własnego ogródka są pyszne i pachnące. Co zadziwiające, nie mają jednak właściwości PRL-owskich ogórków, które trzeba było obierać od strony jasnej do ciemnej, a końcówkę odkroić i wyrzucić - inaczej ryzykowało się smak tak potwornie gorzki, że trudno go było zatrzeć .... Więc niby dobrze, że jest poprawa, ale mąż ciągle szuka odmiany ogórków z gorzkim końcem :)

               W PRL rzodkiewki dostępne były tylko na wiosnę, i miały bardzo szczypiący smak -  zawsze też były soczyste, chrupiące i aromatyczne. Najmniej szczypały okrągłe czerwone, a długie, z białą końcówką, były najostrzejsze.  Obecnie są one dostępne przez cały rok, i cały rok identycznie smakują - a właściwie są bezsmakowe.

               Cebula i czosnek były dostępne aż do przedwiośnia, były więc ważnym uzupełnieniem diety.  Oba warzywa były bardzo ostre - gdy się pojawiła cebula cukrowa i czerwona, nie mogłam się nadziwić, jaka jest łagodna w smaku. A już obecnie dostępny czosnek, nawet ten polski, nie ma w sobie nawet kawałeczka piekącego smaku swoich dalekich przodków! Za to czosnek był wówczas dość drogi.

                Ogórki kiszone w PRL-u nie były dobre, za to kapusta kiszona - jak najbardziej. Z jakiegoś powodu była kiszona w naturalny sposób, bez przyspieszaczy, za to na pewno z marchewką i nasionami kopru. Jabłka (dostępne gdzieś tak do grudnia, najpóźniej stycznia) nie są przeze mnie wspominane dobrze, chyba, że są to kosztele od mojego dziadka - żółtozielone, niewiarygodnie soczyste i niesamowicie słodkie. Absolutnie ulubione jabłka wszystkich moich rówieśników!

                 Dobrze z czasów PRL pamiętam jeszcze otwieracz do konserw - kawałek nierdzewego metalu, który służy mi do dziś, gdy kilka innych - duuużo lepszych rzekomo i droższych, jak zapewniał mój mąż - zostało w międzyczasie wyrzuconych.

                Bardzo dobrze wspominam szynkę konserwową. Czy to tylko ja mam takie wrażenie, że wówczas naprawdę była to szynka wysokiej jakości - w przeciwieństwie do tego, co obecnie uwodzi mnie czasem obiecującą nazwą, a potem pozostawia z wrażeniem niedosytu? ....

               Niestety, nie pamiętam, jak się nazywały jedyne słodycze (poza dropsami miętowymi), które lubiłam w dzieciństwie, ale miały łagodnie pomarańczowy smak i od dawna są już niedostępne.

               Aha - PRL to był kraj coraz większej biedy i niedoborów, ale pamiętam, że nawet w wiejskim sklepiku można było kupić halibuta, kergulenę, dorsza (w postaci mrożonek, rzecz jasna  - nie pamiętam natomiast jakoś łososia), a z ryb wędzonych były makrele i szprotki, ale pyszne i zawsze czemuś świeże. Może wtedy było bliżej nad Bałtyk...? Aha, no i śledzie w beczkach - niby teraz też można kupić, ale jakieś gorsze ...

             Wiem, wiem, gdy byłam dzieckiem, to słońce świeciło jaśniej :)  Ale jednak co by komu szkodziło, żeby dobre pomidory i ogórki można było kupić wszędzie? ....

Animela
O mnie Animela

Jestem człowiekiem - przynajmniej się staram.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (77)

Inne tematy w dziale Rozmaitości