Co prawda nie interesuję się sportem, ale wiem, że istnieje coś takiego, jak "zakaz stadionowy". Jeśli się mylę, to proszę o poprawienie: chodzi o to, że jeśli ktoś narozrabiał na stadionie, to można wobec niego taki zakaz orzec. Kto? Nie mam pojęcia i mało mnie to w gruncie rzeczy obchodzi; dość, że - jak mnie mąż zapewnia - to działa. Znaczy - masz zakaz stadionowy - nie wejdziesz na stadion.
Okazuje się, że istnieje również wyższa postać zakazu stadionowego: zakaz plażowy. Niewiele osób o tym wie, ale podobno w Polsce istnieje. Dowiedzieliśmy się tego od Pana Ministra SW, który wyraził był oburzenie, że kibice zostali wpuszczeni na plażę. Wniosek z tego, że - przynajmniej w opinii MSW - mają oni zakaz plażowy.
Kto go wydaje? W jakim trybie? Nie wiem, i podobnie jak w przypadku zakazu stadionowego - nie muszę wiedzieć. Wystarczy mi, że istnieje w Polsce pokaźna grupa osób, których policja może nie wpuścić na plażę. Oczywiście, chodzi o kiboli.
Kibole, to z kolei niższa forma kibica. Kibic jest dobry, spokojny i opanowany, a kibol - wręcz przeciwnie. Ma czarne podniebienie, źle mu z oczu patrzy i z ust nie pachnie. To i nie dziwne, że strach wpuszczać takowych na plażę - jeszcze pobiją jakichś marynarzy? Marynarze, jak wiemy z lektur, to ludzie wybitnie spokojni, łagodni i pokojowo usposobieni. A już jak się trafią marynarze-Maksykanie, to z góry wiadomo, że z takiego połączenia bandyty być nie może. W przeciwieństwie do kibiców, którzy są na ogół spokojni, ale jeśli przy okazji są PiS-owcami i moherami - w skrócie - Picherami - to skłaniają się raczej ku opcji kibolskiej.
Stąd wiadomo, że jeśli marynarze-Meksykanie pobili się z Picherami, to ci drudzy zawinili - dlatego prewencyjnie powinni mieć zakaz plażowy. Gdyby policjanci mieli moją i Pana Ministra zdolność do precyzyjnego, logicznego i prekognicyjnego myślenia, sami by to przemyśleli i do burdy by nie doszło.
Co było do udowodnienia.




Komentarze
Pokaż komentarze (11)