Animela Animela
168
BLOG

Artykuły lepsze lub jeszcze lepsze

Animela Animela Rozmaitości Obserwuj notkę 1

Proustowski Karol Swan powiedział kiedyś (niby to żatem) do księżnej Gourmantes , że skoro gazety czyta się codziennie, a ksiązki rzadko, to właśnie w gazetach powinno się zamieszczać rzeczy ważne, a w książkach - ulotne informacje na temat wydarzeń w wielkim świecie.

Każdy, kto czyta polskie czasopisma, wie bardzo dobrze, że trudno się w nich spodziewać rzeczy ważnych. Nie rozpieszczają nas nasi publicyści, raczej trzymają na krótkiej smyczy, z radka rzucając smakowity kąsek ... W Polsce króluje to, co nie wymaga ani inteligencji, ani nakładu kosztów, ani dobrego pióra - czyli coś, co grzecznościowo nazywa się "felietonem".

Tym większa jest radość czytelnika, gdy - niczym poławiacz pereł rzadki czarny, wielki okaz bez skazy - w powodzi dziennikarskiego chłamu wyłowi coś wartego uwagi. Mnie się to przydarzyło tydzień czy dwa tygodnie temu, przy okazji lektury "Do rzeczy" - którego miałam już przecież nie kupować ... Ach, ten mój słaby charakter!!!

Pan Cezary Gmyz, którego chyba kiedyś, za coś, bardzo delikatnie skrytykowałam, napisał dwa (DWA!) świetne artykuły: jeden na temat reformy prawa karnego, a drugi to wywiad z Panem Prokuratorem Generalnym, Andrzejem Seremetem. Wywiad jest dobry, ale artykuł na temat zmian w Kpk .... klękajcie, narody!

Wrażenie robi już sam temat. Zmiany w prawie nie są jakoś szczególnie obserwowane przez polskich publicystów - z wyjątkiem "DGP" i tzw. "żółtych stron Rzepy"; czasem przez "Politykę". Po prostu temat jest trudny, wymagający sporej wiedzy i pewnego doświadczenia - prześmieczy "felieton" pisze się łatwiej i szybciej .

Artykuł jest napisany znakomicie - w sposób zrównoważony, dający ogląd z obu stron "barykady", co w Polsce praktycznie się nie zdarza. A mało brakowało, a przegapiłabym go, bo zajawka na okładce (nie mam pojęcia, czy pisze to sam autor tekstu - jeśli tak, to sam sobie robi krzywdę), czyli: "Gmyz kontra Seremet" jest maksylanie dezinformujący, ponieważ i artykuł, i wywiad, utrzymane są w konwencji zachodnioeuropejskiej, czyli Pan Gmyz trzyma swoe emocje na wodzy, dając prymat poglądom wywiadowanego. Klasa, ale dlaczego tak rzadka w Polsce?!!!?

Nie zmienia tego fakt, że nie do końca zgadzam się z wymową artykułu. Według mnie, faktycznie efektem końcowy reformy Kpk będzie korzyść dla przestępców, ale motorem - według mnie - jest oszczędność dla Skarbu Paśtstwa. Większość osób przegapiła podobną "reformę" prawa cywilnego, która miała na celu "uaktywnić obywateli". Efekt jest taki, że ubogiego obywatela zwyczajnie nie stać na prowadzenie proceu - bo obecnie stronę aktywną obciąża koszt zrobienia ekspertyzy lub choćby kopii kesrokopii. Nie-prawnik raczej nie ma pojęcia, że trzeba zrobić kopie dla wszystkich uczestników procseu. Załóżmy, że chodzi o sprawę posesoryjną, w której jest 50 uczestników, a cena ksero w sądzie jest tylko dwukrotnie większa, niż w mieście - a bywa droższa kilkakrotnie .... Tak, biednemu zawsze wiatr w oczy, i świetnie, że p. Gmyz to wychycił --- nawet, jeśli to nie zatrzyma samego procesu. Ostatecznie, od tego są dziennikarze!

Pewnie powinniam to napisać wcześniej, ale inkryminowany numer "Do rzeczy" kupiłam późno, potem zaś wyjechałam na urliop, gdzie dostęp do netu był utrudniony .... Wiiem - gdy chcę skrytykować, to dostęp do netu znajdę zawsze, ale to tylko pozory! Tak więc, w kwestii dostępności obu tekstów, proszę się kontaktować z Panem Gmyzem lub redakcją - pewnie mają wydania archiwalne ....

Pozostałe teksty, które chciałam zarekomendować, również są pewnie średnio dostępne, bo chodzi o bieżący numer "W sieci",  który kupułam natychmiast po przekroczeniu granicy: mówię o rubryce kulinarnej. 

Dotychczasowa praktyka "W sieci", aby aktor serialowy, który gra kucharza (piszę w uproszczeniu, podkreślam!), opowiadał o haut cuisine, była dla mnie odstręczająca - również opowieści róznych Pogodynek pokroju Kreta, mało mają dla mnie uroku. Natomiast bezpretensjonalna opowieść Pani Martyny Wojciechowskiej na temat jedzenia w różnych krajach świata - bomba! Wiedzieli Państwo, że w Himalajach ma się ograniczony apetyt? Gdy czytałam wspomnienia Amundsena, myślałam, że chodzi tylko o to, że jedzenia NIE było! Jeśli "W sieci" utrzyma konwencję pytania INTERESUJĄCYCH ludzi o to, co zwyjkli jeść, a nie o to, jak mistrzowsko gotują - tygodnik będzie mieć we mnie wierną fankę :)

No, i Robert Mazurek, który "W sieci" dba o zaopatrzenie piwniczki w wino. Robi to lekko, dowcipnie, interesująco i zachęcająco - czyli odwrotnie, niż robi to Pan Ludwik Lewin w "Do rzeczy".

Ale tym niech się martwi redaktor naczelny tego ostatniego.

 

Animela
O mnie Animela

Jestem człowiekiem - przynajmniej się staram.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Rozmaitości