Animela Animela
831
BLOG

Polska transformacja ustrojowa - co poszło źle

Animela Animela Rozmaitości Obserwuj notkę 51

         Do napisania o tzw. "polskiej transformacji ustrojowej" przymierzam się już od dawna, i ciągle coś mi staje na przeszkodzie. Wiadomo, złej baletnicy .... A przecież problem jest bardzo ważny.

         Jak wiadomo, Polska Rzeczpospolita Ludowa zbankrutowała, a schedę po niej (z dobrodziejstwem inwentarza, czyli z długami) przejęła III Rzeczpospolita Polska. Długi były olbrzymie (choć znacznie mniejsze, niż obecnie), ale jakiś tam majątek jednak po nieboszczce komunie pozostał. Majątek ten miał postać zarówno dóbr materialnych (fabryki, inne zakłady pracy uspołecznionej), jak i niematerialną. Niektóre zaś dobra, jak np. czasopisma, miały walor mieszany - czyli połączenie dóbr materialnych z czymś tak nieuchwytnym, jak marka pisma i przywiązanie czytelników.

           Z tą całą schedą trzeba było coś zrobić - wszak "upadł u nas komunizm", a właśnie wykluwał się kapitalizm. Czyli - jak nic, trzeba było "uwłaszczyć obywateli". No, i zabrano się do tego, z wielką ochotą i energią.

           Z wielu sposobów, jakie można było zastosować, wybrano coś najbardziej prymitywnego, pokręconego i niejasnego - przy czym modele "uwłaszczenia" bywały bardzo różne. Jedne przedsiębiorstwa sprzedawano za bezcen wybranym osobom, przy czym czasami konieczny był "patner zagraniczny", a czasem - nie. Niektóre przedsiębiorstwa sprywatyzowano wyłącznie na papierze, bo większościowym udziałowcem pozostał Skarb Państwa. Niektóre zaś dobra sprzedano pracownikom.

           Moim zdaniem, zastosowany wzorzec uwłaszczenia godzien był Bantustanu, nie zaś Europy, ponieważ był niesprawiedliwy w sposób wręcz krzyczący o pomstę do nieba.

           Przykładem niech będzie prywatyzacji tygiodnika "Polityka" oraz "Gazety Wyborczej".

           "Polityka" była w Polsce wydawana od 1957 r. i w warunkach PRL nie miała konkurencji, nic dziwnego więc, że ludziska zdołali się do niej przyzwyczaić. "Gazeta Wyborcza"  ukazywała się natomiast od roku 1989, za przyzwoleniem strony rządowej, przy dużym nakładzie finansowym Polonii. "GW" uznawana była za gazetę opozycyjną, w związku z czym zaufanie Polaków do niej było początkowo bardzo duże.

            Oczywistym jest, że za sukcesem obu mediów stały bardziej szczęśliwy los i sympatia czytelników, niż jakość pracy dziennikarskiej. Mimo wszystko, zdecydowano o utworzeniu z obu czasopism prywatnej własności dziennikarzy. Nie tylko było to niesprawiedliwe ekonomicznie, ale miało również konsekwencje w postaci wdzięczności tak hojnie obdarowanych żurnalistów. Stąd, niestety, birorą się liczne patologie, które dręczą od lat współczesną Polskę.

             Dziennikarze-właściciele od lat odwdzięczają się swoim dobroczyńcom, przez co nie spełniają podstawowego zadania, jakie stoi przed dziennikarzami: nie patrzą władzy na ręce, lecz wolą się z nią zaprzyjaźniać.

             Często się zapomina (lub nawet nie wie się o tym), że np. p. Paradowska, p. Żakowski, p. Passent, p. Michnik - to nie tylko ludzie pióra, lecz - przede wszystkim - niezmiernie bogaci ludzie. I swojego bogactwa nie zawdzięczają swoim talentom, tylko zbiegowi okkoliczności, który zrobił z nich beneficjentów transformacji.

              I o tym należy zawsze pamiętać, czytając dowolnego dziennikarza wspomnianych mediów.

Animela
O mnie Animela

Jestem człowiekiem - przynajmniej się staram.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (51)

Inne tematy w dziale Rozmaitości