Pan Jan Dworak, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, jest bardzo zdegustowany nowymi zasadami współpracy PiS z mediami. Jak zapewne wszyscy wiedzą, niedawno klub PiS wprowadził dla swoich członków akceptację swoich wystąpień medialnych przez biuro prasowe partii. Prezes Dworak apeluje o zmianę tego postanowienia. Według niego, łamie ono konstytucyjną zasadę wolności słowa. Pan prezes usilnie przekonuję, że podstawą demokracji jest informowanie parlemtarzystów o swojej pracy swoich wyborców - oczywiście, za pośrednictwem mediów.
A ponieważ ja jestem dość leciwa, ale za to - bardzo pamiętliwa, to przypomniałam sobie sytuację, kiedy to dziennikarka Gazety Polskiej - Pani Ewa Stankiewicz - usiłowała nakłonić parlamentarzystę PO, Pana Niesiołowskiego, do wywiadu, i nie dość, że go uzyskała, to jeszcze dostała. Po twarzy, czy tam po kamerze - nagranie się urywa w momencie ciosu, więc nie ma pewności, w co Pan poseł celował. WTEDY jakoś Pan Dworak nie darł szat, że demokracja została zgwałcona!
Nasuwa się brzydkie podejrzenie, że Pan Prezes bynajmniej nie jest prezesem obiektywnym. Wręćż przeciwnie - nasuwa się brzydkie przypuszczenie, że Pan Dworak nazwisko nosi nie od parady, tylko od charakteru.
Wiele razy już pisałam, ale i tak powtórzę; problemem Polski nie są politycy - a raczej: nie tylko oni. Największym problemem i zakałą są dziennikarze, zblatowani z władzą aż do zaprzyjaźnienia, pełniący funkcję jej nieformalnych rzeczników. Począwszy od grzechu pierworodnego polskich mediów - Gazety Wyborczej ... wszystki najważniejsze media w Polsce patrzą na ręce opozycji, nie zaś władzy.
Ci zaś dziennikarze, którzy odgwyrają rolę niezależnych i niepokornych, zamiast zajmować się swoim fachem, robią przedziwne media - na siłę patriotyczne, buraczano bogoojczyźniane, tandetne ... albo jeszcze inaczej: na trotylowym ogniu podrzewają swoją śmietankę towarzyską.
Kraj, który nie ma własnych (dobrych) mediów, musi skończyć źle.




Komentarze
Pokaż komentarze (8)