Poseł Palikot wszedł do wielkiej polityki w 2005 r. od razu z przytupem: w jednej dłoni dzierżył pistolet, w drugiej - wibrator. "To są rzeczywiste symbole prawa i sprawiedliwości w Polsce!" - zawołał. Dzięki usłużnym mediom stworzono bajeczkę, że to poseł o wielu twarzach, z której najbardziej ludzką dzierżył w dłoni, zwrócił uwagę na problem gwałtu i molestowania lubuskich policjantów. Niestety, tylko na dziesiątej stronie tej "narracji", w dodatku bardzo drobnym druczkiem, było napisane, że sprawa już wówczas była w toku.
Jak wiadomo, pistolet to (w wielu doktrynach psychologicznych) przedłużenie penisa, im więc ten pistolet większy, tym mniejszy jest ... atrybut męskości. Na broni specjalnie się nie znam, ale ten w dłoni pana posła wygląda mi na średnią wielkość. Czego symbolem w dłoniach mężczyzny jest wibrator, to psychologia chyba jeszcze nie sprecyzowała, można więc tylko się domyślać. Sybstytut? ... Ale wcale się nie upieram - może ktoś będzie mieć lepsze pomysły.
Tak czy siak, scena, można powiedzieć, ociekała dość specyficznym sekse - nic dziwnego, że na urok tych feromonów dałi się skusić ludzie o upodobaniach dość ... specyficznych.
Myślałam, że poseł zechce zatrzeć pierwsze wrażenie, niczym z sex-shopu na Dzikim Zachodzie, ale nie. Postanowił wręcz go wzmocnić, i po kilku latach stworzył własne ugrupowanie. A ponieważ posła cechuje zmienność właściwa raczej pięknym kobietom, niż politykom, nazwa partii zmieniała się kilkakrotnie. W pewnym momencie wabiło się to-to "Ruch poparcia Janusza Palikota", a ostatnio, jak wieść gminna niesie, przemianowano się na "Tfuj! Ruch" - trudno więc temu przedsięwzięciu odmówić zarówno konsekwencji, jak i pewnej ciągłości. Od biedy możnaby się tu nawet dopatrzeć pewnych elementów biblijnych ... O Onana mi chodzi, rzecz jasna!
Wcześniej jednak poseł Palikot zaliczył funkcję bardzo poważną, a nawet zatrącającą o biznesowe inklinacje posła: mianowicie Komisję "Przyjazne Państwo". Pełna nazwa tego nowotworu jest zbyt długa, aby ją cytować, nie ma zresztą ku temu najmniejszych powodów: po oldbyciu ileś tam posiedzeń i wylansowaniu posła Palikota jako poważnego polityka (tudzież wzmocnieniu pewnych istniejących biznesów i wykreowaniu kilku nowych) komisja się rozpadła, bez najmniejszej nawet straty dla działalności Parlamentu, a z dużą korzyścią dla społeczeństwa i gospodarki.
Począwszy od tego momentu, było już tylko i śmiesznie, i żałośnie. Ktoś bardzo panu posłowi wrogi podpowiedział mu, żeby pójść w obsceny i klaunadę, i poseł wszedł w to jak masło - być może był to po prostu jego wrodzony genre. Publicysta Stanisław Michalkiewicz nazywa "Tfuj! Ruch" "dziwnie osobliwą trzódką", ja jednak aż takiej śmiałości nie mam i zadowolę się określeniem "menażeria". Poseł Palikot uznał, że chłop z biustem i baba z brodą to najlepsza ekpia do objazdowego cyrku, i ma do tego pełne prawo. Podlana sosem z "małpeczek" wypijanych publicznie, okraszona żądaniem "uwolić marychę!" tudzież "seks dla jak najmłodszych", wędrowna trupa ruszyła w świat. A żeby było JESZCZE śmiejszniej, "przywódca" Palikot ma za sobą takie ekscesy, jak przeniknięcie w przebiraniu na kongres opozycji czy próbę zawłaszczenia komisji ds. smoleńska.
Po drodze notowania, które Palikot zapewnił swojemu nowotworowi pseudo-poważną pracą w Komisji, podczas klaunady - spadały w dół: z różną intensywnością, ale ciągle.
Okazuje się, że i tego było posłowi Palikotowi mało, i postanowił oddelegować do prac w komisji ds. gender posła ... czy tam poseł, nie wiem, jak to się prawidłowo odmienia - o nazwisku Grodzka. Osoba znana z tego, że ciuchy męskie zamieniła na damskie, i że zrobiło jej to wielką przyjemność, postanowiła wejść do zespołu walczącego z idelogią gender ...
Wczoraj w tvn widziałam poseł Grodzką, której urody nie kwestionuję, ale która z twarzy i postury najbardziej podobna jest do zapaśnika, starła się z jamimś dość mikryczm panem, przeciwnikiem ideologii gender. Cóż - zalety fizyczne to, jak się okazuje, nie wszystko: pan stanowił czoła pani poseł niezwykle dzielnie, i to oko w oko, co stawia go w jednym rzędzie z największymi herosami starożytności. No, po prostu - drugi Herkules!
Ponieważ nie ukrywam, że "Tfuj! Ruch" uważam za coś nie tylko szkodliwego w najwyższym stopniu, ale również wręcz odrażającego, z niekłamaną radością dowiedziałam się ostatnio, że notowania tej menażerii spadły poniżej kreski wyborczej.
Tu mi się przypomniała krótka historii "Polskiej Partii Przyjaciół Piwa" oraz "Rywiński na prezydenta". Wydawałoby się, że jednak jest to okres dziejów nie aż tak odległy, aby nie móc wyciągnąć wniosków z tego płynących. A prawda jest taka, że co prawda Polacy kochają błaznów, ale muszą to być błazny pokroju Stańczyka, nie zaś klauna cyrkowego. Polak zniesie u władzy i pijaka OMC magistra, i złodzieja, i kłamcę ... Właściwie Polak zniesie praktycznie wszystko. Ma jednak polski wyborca to do siebie, że lubi nad sobą czuć kogoś poważnego. Kłamca, pijak, złodziej - to wszystko nie wyklucza powagi w uprawianiu polityki. Powaga i spokój, brak kłótni - i na szczęście poseł Palikot zrraził do siebie wyborców ciągłym jazgotem, godnym maglary.
Jeszcze tydzień temu nie napisałabym tego. Bałabym się, że to jednak Toyah, który kiedyś napisał tekst, jaki to Palikot jest ważny i jakim to jest rozgrywającym dla Tuska, ma rację. Dziś widzę, że na szczęście "projekt klaun" ku naszej bezmiernej uldze dobiega końca, i już tylko cichy chlupot gnojówki, w którym sam się pogrążył, dobiega do nas, nie pozwalając zasnąć.
] Ale przecież "po nocy nadchodzi dzień, a po burzy słońce", więc wszystko ma swój koniec.
Przyjęłam go z prawdziwą radością. Teraz Polska będzie znacznie, ale to znacznie, lepsza.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)