Ostatnie dni powinny dać do myślenia naszym ustawodawcom, jeśli chodzi o ograniczenia prędkości.
Idiotyzm tych zakazów najdobitniej widać w takich okolicznościach przyrody, jakie mieliśmy w ostatnich dniach: oblodzone drogi pod warstwą śniegu - mniejszą lub większą. Osoby, które niewolniczo i bezmyślnie przestrzegają przepisów, miały prawdziwe problemy ... Część osób kieruje się zdrowym rozsądkiem i dostosowuje prędkość auta do warunków (jak jest dobra widoczność, a jezdnia dość pusta, to idiotyzmem byłoby nie dodać gazu), a niektórzy, z klapkami na oczach, przestrzegają tych "do 70", "do 50" ... i potem są duże problemy.
Ile ja się takich bezmózgów ostatnio naoglądałam! Młodzieniec, wjeżdzający w zakręt z dozwoloną pięćdziesiątką, w sposób wręcz zjawiskowy wylądował na trawnku, podczas gdy ja bezsilnie modliłam się o to, by jednak o mnie nie zahaczył ... no, i jakoś się udało - ale nie dzięki mojemu dobremu refleksowi, tylko szczęściu.
Doskonale mi znany zakręt, taki, co to do niego pod górę, a od szczytu - w dół, można przemierzać z prędkością 70 na godzinę, o czym informuje znak drogowy. No, i ktoś się do tej prędkości dostosował - rezultat: samochód w rowie ...
Można tak bardzo długo - na przykład uwielbial osoby, które nie zważają, że droga jest zwężona z powodu zasp śniegu, i prują przed siebie z konsekwencją czołgisty. Człowiek rozsądny zatrzymał się, przeczekał - a za nami dwa samochody spieszyły się tak, że skutecznie zablokowały drogę ...
Od dawna uważam, że sztywne ograniczenia prędkości robią więcej złego, niż dobrego, a ostatni czas mocno mnie w tym przekonaniu utwierdził.
Prawda jest taka, że żadne ograniczenia nie zastąpią rozsądku, a wręcz odzwyczajają ludzi od myślenia.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)