Jak słusznie zostało dziś zauważone (link na dole), kompromitacja PKW zatacza coraz szersze kręgi - i muszę przyznać, że jest to rzeczywiście trafnie sformułowane. Coraz więcej osób widzi blamaż, porutę, wstyd, jaki Państwowa Komisja Wyborcza przyniosła Polsce również na arenie międzynarodowej (tak, tak, informatycy całegó świata podobno badają "skrypty źródłowe" programu wyborczego i szukają błędów, słabych punktów, niechlujstwa i zwyczajnego braku elegancji.
Niektórzy cmokają z niesmakiem ustami, jak Lupin1, który słusznie skądinąd zauważył, że do niedawna liczono na liczydłach i nikt nie narzekał na opóźnienia. Oczywiście, Lupin1 ma rację - w dodatku mogę dodać, że nadal nikt by nie narzekał, gdyby PKW zechciała pozostać przy tym, na czym najlepiej się zna: czyli abakusach i kalkulatorach - w najlepszym razie. Niestety, zechciała ona połakomić się na najnowszą zdobycz cywilizowanego świata, czyli informatyzację procesu wyborczego. A to kosztuje, i to pieniądze podatników. Nie ma przy tym najmniejszego znaczenia, czy były to pieniądze małe, duże czy średnie - ważne, że nie były to osobiste pieniądze członków PKW, tylko środki finansowe pochodzące z budżetu państwa. Pieniądze, które można było przeznaczyć na dofinansowanie leczenia Ani chorej na białaczkę czy Olka sparaliżowanego od urodzenia. PKW wziął i wyrzucił te pieniądze w błoto. czyli podarował prywatnej firmie. I na tym polega, drogi Lupinie, niemiły obraz tej sytuacji. A to, czy utrata piodatniczych pieniędzy spowosowania była czyjąś głupotą, czy niegospodarnością (inna nazwa "kręcenia lodów), to już ustali Najwyższa Izba Kontroli.
Z kolei inna grupa komentatorów (link do przedstawiciela na dole) dziwi się wścieklicy, jaka opanowała świat dziennikarski. Pan ten znów bardzo słusznie zauważa, że jest w Polsce wiele nabrzmiałych spraw, które mają wagę, wydawałoby się, większą od awarii serwera wyborczego, jak choćby służba zdrowia i inwestycje. Tyle tylko, że tutaj już kłania się znajomość tzw. legingów. Ja akurat znam ich pełne spektrum - od tych dobrze wykształconych, poprzez bardzo dobrze wykształconych aż po tych naprawdę wykształconych świetnie - tyle, że że przypadku lemingów wykształcenie, a nawet poziom inteligencji, nie przekłada się na normalny ogląd rzeczywistości. Lemingi mają różne zainteresowania, zajęcia, status, ale zawsze wiedzę o życiu czerpią z tzw. głównych mediów - jest to więc, siłą rzeczy, ogląd co najmniej niepełny, jeśli nie wręcz - fałszywy.
Zresztą - leming nie ma czasu ani ochoty na dokładne śledzenie newsów. Leming startujący w zawodzie musi codziennie walczyć o karierę, a ponadto rozstrzygać tak ważne kwestie, jak to, czy zjeść w "W gruncie Rzeczy", "KroWierzywej" czy "Różowej krewetce", a leming-profesor tyle ma użerania się ze studentami, pracą nukową i stosunkami towarzyskimi, że wszystko, na co go stać, to zaabonować "Rzeczpospolitą" c "Gazetę Wyborczą" i ... nie, wcale nie przeczytać. Położyć w przedpokoju. Wiedzę czerpią z tvn, a i to w przelocie.
Leming, moi drodzy, nie ma najmniejszego pojęcia o tym, jak się buduje autostrady. Leming wyrobił sobie takie mgliste pojęcie, że to PO wybudowało autostrady i drogi epsresowe, czyli wzięło łopaty i poszło nimi machać w pocie czoła. To samo z metrem - leming uważa, że to pani Hania z urzędnikami, tymy ręcamy, przekopują te tunele - tacy dzielni. Nie to, co ten Kaczor! To, ze rolą inwestora (czyli PO czy prezydent Warszawy) jest po prostu rozpisanie przetargu, wybranie najlepszej oferty i takie sformułowanie umowy, by fuszerki czy przekroczenie terminu skutkowało bolesnymi sankcjami dla wykonawcy.
I to wszystko.
Natomiast leming - stary, młody, lepiej czy gorzej sytuowany, zna się na komputerach, laptopach, smartfonach itd. Zwłaszcza dla młodych lemingów komputery i informatyka (chodzi o stosowanie, nie tworzenie) to chleb powszednii. Każdy na codzień korzysta z programów komputerowych przynajmniej w takim stopniu, żeby ściągnąć najnowszy film, każdy ma lub stara się mieć najnowszy gadżet .... Dla leminga świat komputerów i programów komputerowych to coś jak preria dla Indiania: nie musi tego rozumieć, ale świetnie potrafi sie w tym poruszać.
I to właśnie dlatego prawie każdy wyborca PO jest w stanie wybaczyć kilkuletnie opóźnienie w budowie metra (w końcu - ta pani Hania to taka raczej drobna kobietka), natomiast nieumiejętność przygotowania i skorzystania z czegoś tak prostego i oczywistego, jak program komputerowy, w lemingu budzi zdumienie, lekkie obrzydzenie i odrzucenie.
Podejrzewam, że przez awarię programu PO straci więcej głosów, niż przez wszystkie pozostałe afery razem wzięte.
http://newsroom.salon24.pl/616227,kompromitacja-pkw-zatacza-coraz-szersze-kregi
http://andrzejr2.salon24.pl/616190,czwarta-wladza-w-polsce-oszalala



Komentarze
Pokaż komentarze (7)