To było tak: na „czarnym proteście”, które piątego października zorganizowano w obronie niezagrożonych praw, użyto zastrzeżonego symbolu „Solidarności” – co, oczywiście, jest naruszeniem prawa. „Solidarność” wystąpiła do prokuratury z zawiadomieniem, że znaku użyto bezprawnie, zaś prokuratura zaczęła poszukiwania organizatorów protestu. W odpowiedzi tysiące osób, przekonanych o bezkarności, wysyła prokuraturze oświadczenie, że to właśnie on/ona byli organizatorami marszu.
A w mojej praworządnej głowie natychmiast zrodziło się pytanie: Po jaką cholerę szukać organizatorów? Przecież zgromadzenia publiczne można organizować wyłącznie po zawiadomieniu stosownych władz, a w zawiadomieniu podaje się nazwiska organizatorów … A przecież protesty na pewno były legalne, prawda? …
Po drugie: na miejscu prokuratury potraktowałabym zawiadomienia „tysięcy internautów” z pełną powagą – tak, jak na to zasługują ludzie poważni. I wszystkie osoby, które się przyznały do organizowania „czarnego protestu”, pociągnęłabym do odpowiedzialności za bezprawne użycie cudzej własności (czyli, pisząc wprost, za kradzież).
I od razu świat zrobiłby się normalniejszy …
Jest jednak jeszcze jedna sprawa, o której „tysiące internautów” nie pomyślało: na proteście użyto również prawnie chronionego znaku „Polska Walcząca”, co jest już nie tylko kradzieżą, ale i profanacją, co niesie z sobą poważniejsze konsekwencje. Warto jednak doprowadzić do skazania wszystkich organizatorów – niezależnie, czy jest ich kilku, czy kilka tysięcy.
A pieniądze wpłacić np. na konto Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci. Oczywiście, ostateczne słowo będzie należeć do sądu, nie do prokuratury, ale byłoby super.
Kilka pieczeni przy jednym ogniu.


Komentarze
Pokaż komentarze (74)