„Na uzasadniony wniosek jednej trzeciej Państw Członkowskich, Parlamentu Europejskiego lub Komisji Europejskiej, Rada, stanowiąc większością czterech piątych swych członków po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego, może stwierdzić istnienie wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez Państwo Członkowskie wartości, o których mowa w artykule 2. Przed dokonaniem takiego stwierdzenia Rada wysłuchuje dane Państwo Członkowskie i, stanowiąc zgodnie z tą samą procedurą, może skierować do niego zalecenia.”
Powyższy cytat to ust. 1 art. 7 Traktatu UE. Cóż oznacza ta „brudna bomba”, którą Unia Europejska wrzuciła niebacznie do polskiego ogródka? Ano, że Polsce grożą sankcje z powodu „istnienia wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia” unijnych wartości …
Ja to już kiedyś pisałam, ale czemu nie powtórzyć? Nie cierpię Unii Europejskiej chyba nawet bardziej, niż kiedyś Związku Radzieckiego, i każda sposobność do wyśmiania unijnego pustosłowia, ignorancji i niemożności złożenia logicznie brzmiącego przepisu powoduje u mnie poprawę nastroju. A TEN przepis jest wręcz wzorcowo debilny!
„Istnienie wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia” to przecież coś takiego, co istnieje zawsze i wszędzie. Zawsze i wszędzie przecież może się zdarzyć, że zostanie poważnie naruszone … coś tam, co Związek Socjalistycznych Republik Europejskich ceni z jakichś względów. Wyraźne ryzyko? Poważnego naruszenia? …
Przecież to jest, mili Państwo, kompletny i absolutny bełkot! Skoro istnieje ryzyko, nawet poważne, to znaczy, że naruszenia, nawet najpoważniejszego, póki co nie ma! … Jak można karać kogokolwiek za stworzenie HIPOTETYCZNEGO ryzyka? …
Proponuję ten eurodebilizm odnieść choćby do polskiego Kodeksu karnego, który już w pierwszym artykule mówi: „Odpowiedzialności karnej podlega ten tylko, kto popełnia czyn zabroniony pod groźbą kary przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia.”
Jest tam coś o RYZYKU, czy o POPEŁNIENIU czynu? …
Jeśli ten tekst czyta ktoś, kto jeszcze nie załapał, o co mi chodzi, wytłumaczę to na konkretnym przykładzie – też wziętym z Kodeksu karnego. Otóż art. 177 § 1 statuuje:
„1. Kto, naruszając, chociażby nieumyślnie, zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym, powoduje nieumyślnie wypadek, w którym inna osoba odniosła obrażenia ciała (…)”
Otóż, gdyby ten sam przepis przetłumaczyć na niechlujny eurobełkot, otrzymalibyśmy taką oto treść:
„1. Kto, naruszając, chociażby nieumyślnie, zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym, stwarza wyraźne ryzyko nieumyślnego spowodowania wypadku, w którym inna osoba odniosła poważne obrażenia ciała (…)”.
Jak widać, w wersji eurokołchozowej trzeba byłoby karać WSZYSTKICH uczestników ruchu drogowego i dużą część pilotów statków powietrznych i wodnych, ale też – maszynistów. Bo przecież każdy pieszy, każdy kierowca, każdy maszynista i każdy pilot stwarza „wyraźne ryzyko poważnego naruszenia” zasad ruchu. Każdy. Nawet jeśli ktoś jest bardzo uważnym kierowcą, to przecież może doznać zawału serca lub udaru mózgu za kierownicą … Pieszy, wchodząc na pasy na zielonym świetle, naraża Henryka Wujca na to, że ten go nie zobaczy i rozsmaruje na asfalcie (co zresztą miało miejsce). Pilot samolotu wchodzi do kabiny, odpala silnik i nagle doznaje ataku kolki nerkowej … i samolot spada …
Mam nadzieję, że jestem dobrze zrozumiana? Chodzi mi o to, że na podstawie debilnie sformułowanego przepisu nie można nikogo ukarać
Ewentualnie, jeśli już karać na podstawie tego kretyńskiego przepisu, to należy to zrobić w stosunku do WSZYSTKICH państw członkowskich, ponieważ WSZYSTKIE są w identycznej sytuacji – co jest przecież oczywiste dla każdej osoby, która na studiach miała przedmiot zwany logiką.
Organy Unii Europejskiej, podobnie jak instytucje każdego unijnego państwa, mogą decydować wyłącznie NA PODSTAWIE I W GRANIACH PRAWA. Oznacza to, że średnio rozgarnięty prawnik zrobi z "bomby atomowej" Unii Europejskiej prawdziwy cyrk.
Proszę Państwa - parzymy kawę i czekamy na komedię dziesięciolecia!


Komentarze
Pokaż komentarze (67)