Kiedy ponad rok temu usłyszałam, że prezydent Duda rzuca sobie pomysła referendum konstytucyjnego, pomyślałam, że facet cwaniakuje. Było oczywiste, że pomysł nie został wcześniej z nikim uzgodniony, nie wiadomo, jak takie referendum miałoby wyglądać, czy większość rządząca się zgodzi - no i, co wiadomo od prawie trzech lat, dramatycznie brak jest większości konstytucyjnej. W takiej sytuacji pomysł pana prezydenta z daleka śmierdział podstępem związanym z próbą wybicia się na samodzielnego gracza politycznego. Kiedy zobaczyłam zaś panaprezydenckie pytania -- w tym to najważniejsze, mające przynieść panu prezydentowi przewagę nad obozem rządzącym - wiedziałam już, że to właśnie o to chodzi. Reszta pytań była ... no, różnej jakości, ale to, które miało Polskę zmienić w wiecznego sojusznika Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, odebrałam po prostu jako nawet już nie policzek, ale po prostu splunięcie w moją stronę przez głowę państwa.
Przy czym do dziś nie wiadomo, czy 10 panaprezydenckich pytań wyczerpywało, według niego, całą materię ustawową? Czy prezydent chciał zachować dzisiejszą Konstytucję i tylko wprowadzić do niej zmiany wynikające z pytań referendalnych? Przecież to są kwestie podstawowe - robienie referendum dla tak kadłubowej materii to byłaby po prostu kpina!
Pan prezydent myślał, że jest niesłychanie przebiegłym graczem politycznym, bo zastawił na PiS pułapkę: gdyby głosowano PRZECIW referendum, Andrzej Duda byłby moralnym zwycięzcą i ugrałby trochę w oczach opinii publicznej, co wzmocniłoby jego pozycję na scenie politycznej. Ponieważ jednak pan prezydent jest tym, kim jest - drobnym cwaniaczkiem o niezbyt natrętnym poziomie intelektu - senatorowie PiS wstrzymali się od głosu i teraz pan prezydent został z ręką w nocniku ... i to tuż w przededniu kolejnej rocznicy intronizacji na fotelu Strażnika Żyrandola. Przykre, przykre - zwłaszcza, że taki był śliczny, hamerykański:)
To, że przy okazji totalitarna opozycja została załatwiona bez mydła, to akurat żadna niespodzianka. Mogli biedacy też wstrzymać się od głosu - to nie, musieli głosować przeciw. Jak dzieci, no po prostu jak małe dzieci ... w dodatku pijane i we mgle. Aż trochę straszno śmiać się z takich: bo to jak wytykanie palcem kaleki czy kopanie leżącego!
I tylko bardzo, bardzo uprzejmie proszę nie pisać, że prezydent został przez PiS upokorzony. PiS po raz kolejny zrobił, co mógł, by wygłupy prezydenta Dudy potraktować z największą atencją. Prezydent Duda faktycznie jest upokorzony, i to dotkliwie, ale zrobił to nie kto inny, jak jego alter ego: Andrzej Duda. Drobny cwaniaczek i krętacz na stanowisku, do którego po prostu nie dorósł.
Pan prezydent długo i ciężko pracuje, aby na samego siebie zastawiać pułapki, i doszedł w tym do nielichej wprawy!



Komentarze
Pokaż komentarze (22)