W polskiej pracy lepiej jest

Mijający rok był - wbrew obawom - zaskakująco dobry dla polskiego pracownika. Jeszcze niedawno praca była najgorszą traumą III RP. Ale to już - coraz bardziej i na szczęście - tylko złe wspomnienie. Wszystko dzięki nowatorskiej koncepcji „wage led growth”. Czyli wzrostu przez płace. Która jest u nas od paru lat dość konsekwentnie realizowana.

Ale przecież to nie wszystko. Spójrzmy na wzrost płac. W październiku 2021 ich dynamika w sektorze przedsiębiorstw wyniosła (rok do roku) 8,4 proc. I to nie był przypadek. Ostatnie lata to był generalnie czas szybkiego wzrostu płac nad Wisłą. Mocna dynamika zaczęła się gdzieś około roku 2017 (jakieś 6 proc. rocznie na plusie) i trwała do wybuchu pandemii koronawirusa. Jednak już w 2021 zaczęła znowu odbijać. Dziś znów mamy rekordy. I oczywiście, że w międzyczasie przyplątała się inflacja. Normalny towarzysz wzrostu wynagrodzeń - na nasze nieszczęście idący - tym razem - w parze bezprecedensowego wzrostu cen prądu i gazu. Ale dla pracownika ważne jest przecież to, że Polska należy do tych nielicznych krajów Unii gdzie dynamika płac jest wciąż dodatnia. To znaczy płace rosną szybciej niż inflacja. Nawet teraz, gdy inflacja bije rekordy.

Zobacz: "Pępkowe" w Ministerstwie Sportu i zarzuty o szpiegowanie

Niektórzy narzekają, że podwyżki ich omijają. Oczywiście są takie rewiry gospodarki. Tu wiele jest oczywiście do poprawy. Jedno z najważniejszych narzędzi pchania w górę polskich płac (i to w rejonach, gdzie o „rynkowe” podwyżki jest najtrudniej) to płaca minimalna. A tu dynamikę mamy imponującą. W roku 2000 płaca minimalna wynosiła w Polsce 33 proc. średniej pensji. I 40 proc. mediany zarobków w gospodarce narodowej Dekadę później - w roku 2010 - sięgała 37 proc. średniej pensji i 45 proc. mediany. Od przyszłego 2022 roku polska płaca minimalna wyniesie 51 proc. średniej krajowej. Oraz 62 proc. mediany.

Klasa średnia zarabia mniej niż pracownicy supermarketu

Ten skok - z 700 złotych w roku 2000 do 3010 złotych w 2022 - to duży nie tylko duży sukces tych wszystkich, którzy uważają, że gospodarka kraju jest tak silna, jak silny jest w tym kraju zwykły pracownik. Jeśli spojrzeć na wzrost płac najsłabiej sytuowanych polskich pracowników w sposób skumulowany, to od roku 2005 skoczyły ponad… trzykrotnie. W tym samym czasie wzrost cen był przeszło 10 razy wolniejszy. To pracownik najsłabszy jest dziś u nas najmocniej na plusie. Bardzo to nieraz irytuje tzw. klasę średnią, która czuje, że robotnicze zarobki zaczynają ich doganiać. To jest właśnie sedno zarzutu (który słuchać tu i ówdzie), że „zarabiam już mniej niż na kasie w supermarkecie”.

Wysokie płace nie wszystkim się oczywiście podobają. Przedsiębiorcy narzekają na nie zawsze i pod każdą szerokością geograficzną. Także u nas. Czy ich narzekania są uzasadnione? Warto znów sięgnąć po liczby. Pomoże nam wskaźnik zwany udziałem płac w gospodarce. To jak z dzieleniem ciastka. Im większy (wyrażany procentowo) udział płac w PKB, tym większa część wytwarzanego co roku przez nas wszystkich bogactwa narodowego trafia do pracowników. Im zaś jest ona mniejsza tym mocniejszy dostajemy znak, że zwiększa się część ciastka pałaszowania przez posiadaczy kapitału: w formie zysków, dywidend czy udziałów i zasobów zgromadzonych w firmach.

Zobacz: Wiemy, gdzie stanie pierwsza elektrownia atomowa w Polsce

Akurat gdy chodzi o Polskę to właśnie ów udział plac w PKB obrazuje dramat i degrengoladę pozycji pracownika w IIIRP. W latach 90. udział płac w polskim PKB wynosił 60 proc. W ciągu następnej półtorej dekady spadł jednak z hukiem do ok 45 proc. Ów huk był miarą społecznego niezadowolenia z neoliberalnej transformacji w Polsce.

I teraz najważniejsze. Otóż od tamtej pory udział płac w naszym PKB trochę się poprawił. Ale wcale nie jakoś znacząco. Dziś dochodzi do 50 proc. Tymczasem w Europie Zachodniej, USA czy tym bardziej w Japonii to jest dziś jakieś 55-60 proc. A jeśli odwołać się do historii i do czasów, gdy zachodni kapitalizm przeżywał lata swej świetności, to mówimy raczej o przedziale 65-70 proc. Wniosek z tego prosty. Tak! W Polsce trzeba się bić o wyższe place. Nadal trzeba. Bo mogą i powinny być wyższe!  Czego sobie i państwu w nadchodzącym 2022 roku życzę. Żeby droga wzrostu przez płace i większy dobrobyt obywateli nie została porzucona. Michał Kalecki lubiłby to!

WP

Czytaj dalej:

Lubię to! Skomentuj42 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka