12 obserwujących
612 notek
710k odsłon
  467   1

PIS mógł lepiej zadbać o termin wyborów. Ale i tak lepsza jest wiosna niż jesienny "chaos"

Sejm uchwalił właśnie ustawę zmieniającą termin wyborów. Nie będę rzecz jasna opisywał awantury, jakie miała z tej okazji miejsce. Ale z całą pewnością jest to pomysł, który będzie wywoływał wielkie emocje. Chodzi przecież o głosy społeczeństwa, a to według opozycji, ale i chyba też rządzących, podstawa demokracji. Ale opozycja miała jeden główny powód, aby być przeciw. I nie chodzi tu o kwestie typowo logistyczne.

Chodzi tutaj o kwestię polityczną. Wszystkie partie antyrządowe są "w transie" tzn. cały czas starają się punktować rząd, media mainstreamowe non stop podnoszą różne tematy mające na celu oczernić rząd. Także sondaże widząc te fakty podają o spadającym poparciu dla partii rządzącej. To jasne, że KO, Lewica itp. chcą skorzystać z okazji, którą daje dalsze osłabianie PIS, co mogłoby (choć nie musi) dać efekt właśnie na czas podwójnych wyborów w przyszłym roku. I wtedy wynik byłby sprawą otwartą. Przełożenie przynajmniej jednego głosowania, daje Kaczyńskiemu szansę na kilka miesięcy walki o samorządy, co zawsze w polityce, jest długim terminem. Pamiętajmy, że w 2018 r., opozycja poniosła klęskę w tychże wyborach (poza prezydenckimi w wielkich miastach), dlatego przełożenie wyborów samorządowych, jest dla przeciwników rządu tak kłopotliwe. Argumenty o fałszerstwach czy strachu przed oddaniem władzy, są iluzją; nie chodzi o dobro ogółu czy sprawne przeprowadzenie głosowania, a maksymalnie dobry dla opozycji wynik, osiągnięty jeśli trzeba w różny sposób, ale ważne, że skuteczny. 

Należy jednak zaznaczyć, że Prawo i Sprawiedliwość popełniło błąd przy uchwalaniu ustawy wydłużającej kadencje samorządów kilka lat temu. Zapewne nie przewidziano wówczas kolidacji terminów albo wiedziano, ale pomyślano sobie: to dopiero za 4 lata, zdąży się coś wymyślić. Ale jak zawsze, gdy nadszedł ten czas, wpadnięto w kłopoty. Moim zdaniem uchwalone wtedy prawo bardzo potrzebne zresztą( trzeba zmieniać samorządowców, kadencyjność jest wskazana) powinno zawierać pozostawienie ówczesnego terminu kadencji tj. 4 lata i nie byłoby problemu. A możliwość wybierania np. wójta czy burmistrza 2 razy z rzędu, spokojnie mógłby pozostać. W niczym uważam to by nie przeszkadzało. PIS chciał jednak iść trochę na rękę włodarzom miast i dodać im trochę czasu, aby się nie czuli "pokrzywdzeni". Byłby to najprostszy sposób na uniknięcie sporu z opozycją, która teraz metrami będzie tym tematem jeździła po rządzie i chodziło po programach TVN-u, aby swoje wywody powielać. Chyba, że niektóre z samorządów zaczną pomysł popierać wskazując na więcej czasu na logistyczne przygotowanie. To zresztą uczynił już prezydent Krakowa. 

Ja natomiast uważam także, że wiosna jeśli już stoimy przed takim dylematem, jest dużo lepszym rozwiązaniem aniżeli jesień. Nie zgadzam się tutaj z prof. Dudkiem, który mówił, że da się to sprawnie przeprowadzić. Otóż nie da się, co pokazały takie wybory choćby w 2014 r., kiedy doszło tam do wielu naruszeń, a wynik PSL był mocno wysoki. A wtedy chciałbym przypomnieć, mieliśmy jedno głosowanie. Nie chcę nawet myśleć, co byłoby, gdyby odbyły się one w tym samym terminie tj. na jesień 2023 r. Pole do pomyłek, wątpliwości czy nadużyć będzie spore, a ewentualne pomyłki, będą bagatelizowane przez opozycję. Która teraz zarzuca to samo PIS. Uważam, że taki wyjątek jest potrzebny tym bardziej, że wybory europejskie są rzeczywiście prostsze do ogarnięcia. A chcemy, żeby wszystko przebiegło sprawnie. Ale czy tego samego chce opozycja?

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka