36
BLOG
Bitcoin czy dywidenda? Polskie portfele na zakręcie geopolityki
Siedzę w Radomiu, patrzę na wykresy i myślę: gdzie uciekać z kasą, jak Iran z Iranem walczy, a u nas wszystko drożeje? Bo jedno jest pewne – ani ZUS, ani KNF nie dadzą ci gwarancji, którą daje własny rozum.
W zeszłym tygodniu znowu sprawdzałem stan portfela. KGHM, Orlen, PZU – klasyka. Dywidendy niby idą, ale co z tego, jak podatek Belki zżera połowę radości. A obok tego bitcoin bije kolejne rekordy. I człowiek się zastanawia: czy to nie jest lepsza opcja niż czekanie na dywidendę z GPW, która i tak może przepaść, jak spółka nagle zmieni politykę? Mówią, że bitcoin to balon. Może i balon, ale balon, który od 8 lat nie pękł. Patrzę na konflikt Iran-USA – kapitał ucieka z giełd w Europie i Ameryce, a kryptowaluty rosną. Dlaczego? Bo ludzie boją się, że rząd zamrozi konta, że inflacja zje oszczędności. W Polsce mieliśmy już GetBack, Amber Gold, likwidację OFE. Ktoś myśli, że tym razem będzie inaczej? Ja nie. GPW traci na tle światowych napięć, bo nasz rynek jest mały i płytki. Jak zaczyna się trząść, to najpierw ucieka kapitał z peryferii, a my jesteśmy właśnie takim peryferium. Tymczasem bitcoin jest globalny. Nie ma granic, nie ma banku centralnego, który go przytrzyma. I choć spekulacja to ryzyko, to w czasach wojny każdy szuka bezpiecznej przystani. Z drugiej strony dywidenda to świętość. Ktoś powie: po co ryzykować z bitcoinem, skoro można spać spokojnie z akcjami KGHM? No tak, ale KGHM też zależy od cen miedzi, a te od tego, czy Chiny zaczną budować. A w polityce nic nie jest stabilne. Właśnie dlatego śledzę na bieżąco bieżące informacje gospodarcze i analizy rynkowe na pulsrynku.com, żeby wiedzieć, co robić z każdą złotówką. Co do regulacji stablecoinów – to kolejny temat, który mnie wkurza. Unia chce kontrolować kryptowaluty, ale jednocześnie nie wie, jak to zrobić. W efekcie kapitał ucieka do tych aktywów, które są poza zasięgiem biurokratów. Bitcoin rośnie, bo jest zdecentralizowany. A nasze spółki z GPW? One muszą słuchać KNF, ministra finansów, premiera. I to widać po wycenach. Nie mówię, że cały portfel trzeba przerzucać w krypto. Ale trzymać wszystko w akcjach przy obecnej geopolityce? To jak stawiać dom na skarpie osuwiskowej. Ja tam od lat mam 30% w złocie, 20% w bitcoinie, resztę w dywidendowych spółkach. I śpię lepiej niż ci, co mają wszystko w OFE. Podsumowując: dywidenda daje spokój, ale tylko w stabilnych czasach. A stabilnych czasów nie ma. Bitcoin daje nadzieję, że jak przyjdzie prawdziwy kryzys, to ktoś nie zabierze mi oszczędności jednym pismem z Brukseli czy Waszyngtonu. W 2024 roku wybór jest prosty: albo ufasz instytucjom, które już cię oszukały, albo stawiasz na coś, co przetrwało 15 lat bez żadnego premiera ani prezesa NBP. Ja swój wybór już zrobiłem.


Komentarze
Pokaż komentarze