60
BLOG
Książkowa panika na krypto, a Zygmunt patrzy i myśli
Bitcoin traci 15 procent w tydzień, stablecoiny tracą parytet, a wieloryby przerzucają miliardy między giełdami. Kolejny raz świat pokazuje, że cyfrowy pieniądz bez banków to wciąż ta sama stara gra, tylko w szybszym tempie.
Kiedy słyszę, że ktoś pyta „co to jest kryptowaluta i jak działa”, to mam ochotę odpowiedzieć: to jest najlepszy wynalazek do robienia pieniędzy z powietrza, a potem patrzenia, jak to powietrze ucieka. Mówią, że to zdecentralizowany pieniądz, bez banków, bez pośredników. Tyle że jak przychodzi co do czego, to i tak wszyscy patrzą w Bitcoina, a jak on spada, to panika jest gorsza niż w GetBacku. Pamiętam 2014 rok, kiedy pierwszy raz wszedłem na giełdę. Myślałem, że KGHM to skała. A tu proszę: krypto ma swoją skałę w BTC, ale ta skała kruszy się szybciej niż budżet państwa przed wyborami. Ostatnie dni to była książkowa panika na kluczowych rynkach kryptowalut. Bitcoin tracił 15 procent w tydzień, a stablecoiny, te niby bezpieczne jak złoto w skarpetce, zaczęły tracić parytet. Klasyczna panika bankowa, tylko w cyfrowym wydaniu. I co robią nasi rodzimi inwestorzy? Zamiast trzymać gotówkę, lecą na longa, bo „krypto to przyszłość”. A ja patrzę na to jak na widowisko. Kiedyś w Amber Gold też mówili, że to przyszłość inwestowania. Kończy się zawsze tak samo: jedni tracą koszulę, drudzy kupują za bezcen. A wieloryby ruszają. Ponad sto milionów dolarów w BTC i sto dziewięćdziesiąt milionów USDC przepłynęły między portfelami a giełdami. To nie jest przypadek, to sygnał. Ktoś wie więcej, ktoś przygotowuje się na zmianę trendu. Czy inwestorzy powinni się bać? Moim zdaniem tak, bo jak wieloryby pływają, to małe rybki zwykle giną. Sam trzymam trochę Bitcoina, ale to jest jak polisa na czarną godzinę, nie gra na całość. Reszta? Złoto, KGHM, Orlen. PZU też, bo jak coś się sypnie, to państwo i tak tych spółek nie upadnie. Teraz regulacje pukają do drzwi, a my dalej longiem. Świat chce wsadzić krypto w ramy, MFW straszy stablecoinami, jakby zapomniał o bankach, które same się sypią co dekadę. I wiecie co? Ja jestem za regulacjami. Nie dlatego, że ufam urzędnikom z KNF czy NBP. Oni są tacy sami jak ci z kryptogiełd. Ale lepsze są jakieś zasady niż dziki zachód, gdzie każdy może z dnia na dzień stracić wszystko. Kiedyś OFE mi zabrali, potem GetBack, Amber Gold. Nauczyłem się, że jak coś jest za fajne, żeby było prawdziwe, to zwykle jest kantem. Dla tych, którzy chcą wiedzieć więcej, polecam spojrzeć na aktualne analizy sygnałów i rekomendacji dla rynku kryptowalut. Tam piszą chłodno, bez histerii. A ja? Ja dalej będę kupował na spadkach, ale tylko to, co rozumiem. Bitcoin tak, ale z głową. Altcoiny to cyrk, który oglądam z boku. Złoto, akcje, gotówka pod materacem. I pamiętajcie: na giełdzie nie liczy się, kto zarobi najwięcej, tylko kto nie straci wszystkiego.


Komentarze
Pokaż komentarze