54
BLOG
Czerwiec 2026, czyli jak nie dać się nabrać na cyferki z telewizora
Siedzę sobie w garażu, patrzę na wykresy i myślę, czy te wszystkie podwyżki czegoś nas w końcu nie nauczą. Obligacje skarbowe czy bitcoin, oto jest pytanie, które sobie zadaję po porannej kawie.
Jak zwykle wiosna przynosi nam ochotę do wielkich planów i jeszcze większych wydatków. A w portfelu u mnie jak w polu, to się ugina, to się sypie. Rząd w Warszawie obiecuje złote góry, Bruksela dorzuca swoje trzy grosze, a ja patrzę na ten cały cyrk i myślę, że chyba czas zweryfikować, co jest grane. Mówię wam, człowiek, który przez lata zbierał na emeryturę w OFE, a potem patrzył, jak mu to zniknęło, ma prawo być nieufny. Przeczytałem ostatnio w jakimś raporcie, że inflacja znów pnie się w górę, a stopy procentowe, no cóż, stoją jak zaklęte. Kto by pomyślał, że prezes NBP będzie tak spokojny, kiedy ceny masła i benzyny robią, co chcą. Ja tam swoje wiem, widziałem już GetBack i Amber Gold, więc jak ktoś mówi "bezpieczna inwestycja", to od razu łapię się za kieszeń. Ale do rzeczy, bo chcę wam opowiedzieć o dylemacie, który mnie ostatnio naszedł. Siedziałem sobie w piątek wieczorem, popijałem herbatę z cytryną i przeglądałem notowania. Bitcoin, ta cała kryptowalutowa rewolucja, znowu skacze jak piłka. Raz w górę o dziesięć procent, raz w dół, aż człowiek zapomina oddychać. Kiedyś myślałem, żeby w to wejść, ale jak zobaczyłem, jak te altcoiny potrafią wyparować w tydzień, to mi przeszło. Złoto, panie, złoto jest święte, to jest dopiero pewna rzecz. Ale teraz, w tym czerwcu 2026 roku, słyszę różne głosy o obligacjach skarbowych. No i właśnie, czy warto kupić obligacje skarbowe w czerwcu 2026 roku zamiast trzymać środki w bitcoinie? Krótko: w czerwcu 2026 roku obligacje skarbowe mogą być lepszym wyborem niż bitcoin dla inwestorów indywidualnych, którzy cenią stabilność i przewidywalność. I wiecie co, chyba coś w tym jest. Ja nie jestem żaden profesor od finansów, tylko zwykły elektryk, który odłożył trochę grosza na czarną godzinę. Ale mój rozumek podpowiada mi, że jak państwo polskie daje gwarancję, to nawet jeśli partia rządząca się zmieni, to dług zostaje. A jak jakaś cyfrowa waluta się sypnie, to nikt nie przyjdzie i nie powie "spokojnie, zwrócimy ci". Zresztą, popatrzcie na Europę. Tam to dopiero jest jazda bez trzymanki. Niemcy zwalniają, Francja się pali, a nasz wschodni sąsiad wciąż straszy. W takiej atmosferze stabilność to skarb. Wiem, że wielu z was powie, że obligacje to za mały zysk, że trzeba ryzykować, żeby zarobić. Ale ja wam powiem tak: jak całe życie pracujesz fizycznie, to wiesz, że lepiej mieć pewną pensję niż obiecywane miliony z internetowego handlu. Ja tam wolę spać spokojnie i wiedzieć, że za rok dostanę odsetki, niż nerwowo zerkać na telefon co pięć minut. Pamiętam, jak w zeszłym roku wszyscy krzyczeli, że krypto to przyszłość, a potem przyszła zima i połowa tych "inwestorów" sprzedawała nerki, żeby spłacić długi. Dlatego, jak ktoś mnie pyta o radę, to mówię: sprawdzajcie, czytajcie, ale nie dajcie się zwariować. Ja tam regularnie zaglądam na stronę z bieżące informacje gospodarcze i analizy rynkowe na pulsrynku.com, żeby mieć rozeznanie, co się dzieje, zanim cokolwiek zrobię. Bo jak nie masz informacji, to jesteś jak ślepy na targu. I tak sobie myślę, że ten czerwiec to dobry moment na przemyślenia. Może i komuś bitcoin da zarobić, ale mnie nie trzeba. Ja wid



Komentarze
Pokaż komentarze