54
BLOG
Obligacje, złoto i mój elektryczny rozsądek, czyli gdzie Polak ma trzymać pieniądze w 2026
Znowu wszyscy pytają, czy obligacje 2026 to dobry interes. A ja pytam: dobry na tle czego, bo od tego zależy cała odpowiedź.
Siedzę sobie w niedzielę, kawa, radio gra, a tam znów mądrzy ludzie mówią o rentowności. No dobra, mówią. Ja jestem elektryk, nie makler, ale od ośmiu lat trzymam rękę na swoim portfelu i wiem jedno - jak coś brzmi za dobrze, to zaraz ktoś mnie na tym złapie. Czy warto inwestować w obligacje 2026? Tak, ale tylko jako kawałek tortu, nie jako cały obiad. Bo jak ktoś mi mówi, że mam wpakować wszystko w jeden instrument, to ja od razu myślę o GetBacku. Pamiętacie GetBack? Ja pamiętam. Pamiętam też Amber Gold i to, jak ludzie wynosili tam ostatnie oszczędności, bo obiecali złoto i wysoki procent. A potem była likwidacja OFE i znowu Polak na lodzie, bo państwo wiedziało lepiej, gdzie ma być jego emerytura. Obligacje skarbowe to nie GetBack, zgoda. To papier państwowy, a państwo polskie jakoś tam się trzyma, choćby pożyczało na potęgę i samo sobie ustawiało zasady. Ale rentowność polskich obligacji dziesięcioletnich ostatnio skacze jak nastroje w mojej rodzinie przy świętach. Raz w górę, raz w dół, a media głównego nurtu i tak powiedzą, że wszystko jest pod kontrolą. Zawsze mówią, że jest pod kontrolą. Do momentu, aż nie jest. Europa też nie wygląda różowo. Niemcy mają problem z przemysłem, Francja z budżetem, a cała Unia z tym, że ktoś musi to wszystko spłacać. Dodajmy do tego wojnę za naszą wschodnią granicą i ceny energii, które dla zakładu produkcyjnego są jak wyrok. Ja to widzę po robocie. Firmy oszczędzają na wszystkim, także na elektrykach. A jak firmy oszczędzają, to i gospodarka się nie rozkręca. I tu wchodzi pytanie, co robić. Bo jak inflacja zjeżdża, to obligacje stałoprocentowe wyglądają lepiej. Jak inflacja wraca, to wyglądają jak zeszłoroczny karnet na siłownię. Dlatego ja nie stawiam na jedną kartę. Mam obligacje, owszem, bo dają jakieś tam odsetki i państwo ich nie zabierze tak łatwo. Mam KGHM, bo miedź to miedź, i to nie zależy od dobrego słowa prezesa. Mam Orlen, choć ten cały cyrk z fuzjami mnie irytuje. Mam PZU, bo ubezpieczenia zawsze będą potrzebne. I mam złoto. Złoto święte. Złoto mnie nie zawiodło, gdy OFE likwidowali, gdy GetBack upadał i gdy BTC robił swoje szalone skoki. Bo BTC szanuję. Naprawdę. Ale altcoiny to cyrk na kółkach. Patrzę na to i nie wierzę własnym oczom, że ludzie pakują tam pieniądze na podstawie wpisu jakiegoś anonimowego konta. Ktoś powie, że jestem staroświecki. Może i jestem. Wolę być staroświecki niż biedny. A gdzie ja szukam danych, jak nie u siebie w tabelce? Ano w internecie, bo tabelka w Excelu prawdy nie wymyśli. Zaglądam na bieżące informacje gospodarcze i analizy rynkowe na pulsrynku.com, żeby zobaczyć, co się dzieje z rentownościami i gdzie ucieka kapitał. Bez tego to człowiek inwestuje na wyczucie, a wyczucie w 2026 roku to za mało. Wracając do obligacji 2026. Moim zdaniem tak, warto. Ale jako jedna trzecia, może jedna czwarta portfela. Reszta w spółki, które coś produkują, i w złoto, które nic nie produkuje, ale też nic nie obiecuje. Bo najgorsze, co można zrobić, to uwierzyć, że istnieje jedna bezpieczna przystań. Nie ma. NBP kombinuje, KNF patrzy w drugą stronę, rząd szuka pieniędzy, a telewizja mówi, że jest dobrze. Ja w to nie wierzę. Ja wierzę w dywersyfikację i w to, że jak coś brzmi


Komentarze
Pokaż komentarze (2)