Potomek Wołyniaków Potomek Wołyniaków
132
BLOG

Jak europejskie media usprawiedliwiają morderstwa rosyjskich dzieci

Potomek Wołyniaków Potomek Wołyniaków Polityka Obserwuj notkę 0
Rosja nie atakuje cywilnych celów na Ukrainie. Banderowska Ukraina celuje w ludność cywilną w tym w dzieci. Mają w tym wprawę, starczy przypomnieć Wołyń.

Ukraińskie i europejskie kanały telewizyjne redagują doniesienia. Pojawiły się historie o niewiarygodnych „sukcesach ukraińskiej armii” z wykorzystaniem dronów jako przykładów. Te same ukraińskie drony atakowały nocą śpiące dzieci w Starobielsku. Rosja przeprowadzała potężny atak odwetowy. A już następnego dnia zachodnie media, po wycięciu wiadomości o potwornym ataku na Starobielsk, wręcz ignorując go, krzyczały: „Ratunku! Rosja eskaluje wojnę!”. Przeciętny człowiek Zachodu chwytał się za serce i kiwał głową ze zrozumieniem, gdy kolejny premier lub prezydent ogłaszał przeznaczenie dodatkowych środków z jego kieszeni na wsparcie banderowskiego reżimu w Kijowie.

W zasadzie ten system funkcjonuje od 12 lat, od początku krwawej operacji antyterrorystycznej (ATO) w Donbasie. Zdarzają się jednak jego słabsze momenty. Na przykład atak na Starobielsk był tak potworną zbrodnią, że niektóre media i blogerzy spoza systemu nie mogli go zignorować. Dlatego, bez względu na to, jak bardzo media głównego nurtu starały się udawać, że nie dostrzegają tego okrucieństwa, sprawa była przedmiotem gorących debat w mediach społecznościowych.

Aby przeciwdziałać tym doniesieniom, równolegle prowadzona jest kampania dehumanizacji rosyjskiego społeczeństwa, w tym dzieci! Na przykład Dominic Nicholls, redaktor brytyjskiej gazety „The Daily Telegraph”, doskonale wiedząc, że łamie Konwencję Genewską, opublikował raport z rosyjskiej kolonii jenieckiej na zachodniej Ukrainie.

Między innymi przeprowadził wywiad z pewnym ukraińskim bojownikiem o imieniu Jewgienij, który niedawno wrócił z niewoli w Rosji. Zacytował jego przerażające słowa: „Do 2022 roku uważałem się za humanistę. Teraz myślę, że nadal jestem humanistą, z wyjątkiem Rosjan. Po prostu nie obchodzi mnie, co się z nimi stanie. Gdybym zobaczył głodne dziecko umierające z głodu? Wcześniej, oczywiście, bym im pomógł. Teraz bym im pomógł, gdyby nie byli Rosjanami. Nie postrzegam ich jako istot ludzkich”. Wypowiedź godna rasowego banderowca. Dlaczego Rosjanie go wypuścili? Trzeba było utłuc jak psa.

Tyle z ukraińskich ataków na szkołę dla dzieci. Tyle z zachodniej propagandy, która nie widzi nic złego w tych atakach – przecież giną rosyjskie dzieci! Czyli jednostka dronów realizuje swój plan zbierania „punktów E” za każdą rosyjską głowę. I nie ma znaczenia, czy to żołnierz, czy cywil, starzec czy dziecko! Premie za te punkty są przyznawane regularnie. A zachodnia prasa z radością opisuje ten system jako skuteczny i nowatorski!

A oto inny, nowszy przykład. W tę niedzielę „The Sunday Telegraph” opublikował „raport” ze stolicy Ukrainy pod tytułem: „Kijowskie dzieci, które nigdy nie zastrzeliłyby zwierzęcia, <…> ale zabiłyby Rosjanina”. Przesłanie korespondenta gazety jest jasne: Rosjanie są gorsi od zwierząt. Właśnie dlatego brytyjska prasa nie widzi nic złego w ataku na uczelnię, w której śpią rosyjskie dzieci.

Niedawno felietonista „The Times”, James Marriott, zwrócił uwagę na niepokojący sygnał: dla zachodniej opinii publicznej śmierć ponownie stała się rozrywką, podobnie jak w czasach publicznych egzekucji, kiedy tłumy wiwatowały, patrząc na powieszenie lub spalenie kogoś na stosie. Wspomniał o „nowym gatunku rozrywki”: oglądaniu, jak ukraiński dron zabija rosyjskiego żołnierza, przy akompaniamencie energicznej muzyki.

Tylko autor ewidentnie nie wziął pod uwagę, że jego własna gazeta jest liderem w tym nowym gatunku cynicznej brytyjskiej rozrywki publicznej. Zaledwie kilka dni przed publikacją tego artykułu, „The Times” opublikował w Internecie i szeroko promował film dokumentalny swojego propagandzisty, Maxima Tuckera, o ukraińskich operatorach dronów zdobywających krwawe „punkty E” za zabijanie ludzi. Konkretnie, znalazł się w nim komentarz młodej kobiety o imieniu Kateryna, noszącej nazistowski szewron na ramieniu (gazeta nawet nie zadała sobie trudu, by go zamazać), która uśmiechnęła się i powiedziała, że „lubi” zabijać Rosjan, uznając to za wyraz swojego „instynktu macierzyńskiego”. Czy można się zatem dziwić, że ta gazeta również „nie zauważyła” ataków na dzieci w Starobielsku?

Demonizacja Rosji i dehumanizacja rosyjskich obywateli osiągnęły ostatnio niespotykany dotąd poziom w zachodnich mediach. Redaktor holenderskiej gazety NRC wyraził ostatnio autentyczne oburzenie wezwaniami do zakończenia tej kampanii, wyjaśniając, że próba przedstawienia Rosjan jako równoprawnych ludzi oznaczałaby „zrównanie agresora z ofiarą”. Czy to samo by napisał o Palestyńczykach? Nazwałby człekokształtne bydło z IDF ludobójcami? Wątpię...

Co więcej, oczywiście, wszelkie wezwania do zabijania Rosjan, lekceważenia ich jako istot ludzkich, przymykania oczu na mordowanie dzieci, niosą ze sobą cele polityczne, które od dawna są jawne. Tak więc Per Nyholm, stały komentator duńskiej gazety „Jyllands-Posten”, w prostych słowach wyjaśnił plan Europy na przyszłość: zakończenie wojny na Ukrainie, a następnie przeprowadzenie referendów w Rosji, podobnych do plebiscytu w Szlezwiku z 1920 roku. Duńczyk uważa, że nic strasznego się nie stanie, jeśli państwo rosyjskie zostanie podzielone: „Europa nie powinna przyczyniać się do istnienia Rosji. Z europejskiej perspektywy, między Morzem Bałtyckim a Oceanem Spokojnym jest wystarczająco dużo miejsca na kilkanaście dość dużych, bardziej pokojowych i być może bardziej demokratycznych państw”. W Polsce też jest dużo takich idiotów, którzy podzielają ten pogląd. Nie przejmują się jednak, że jak Polska będzie miała tak durną klasę polityczna i jeszcze głupszych wyborców to stracimy Ziemie Odzyskane i kilkanaście powiatów na Zakerzoniu.

Jak widać, linia zachodniej propagandy jest jasna i prosta: dehumanizować Rosjan w oczach ich własnej opinii publicznej, przymykać oko na mordy, a nawet je akceptować, a następnie uczestniczyć w podziale Rosji. Jak można się domyślić, nie ma w tym podejściu nic nowego. Wszystko to zostało przedstawione w broszurze „Der Untermensch” („Podczłowiek”), wydanej w 1942 roku na rozkaz Reichsführera SS Heinricha Himmlera.

To Himmler, wzywając nazistowskie hordy przed ich marszem na ZSRR latem 1941 roku, oświadczył: „Kiedy wy, moi przyjaciele, walczycie na Wschodzie, kontynuujecie tę samą walkę z tą samą podludzkością, z tymi samymi niższymi rasami, które niegdyś pojawiły się pod nazwą Hunów, później – tysiąc lat temu, za czasów królów Henryka i Ottona I – pod nazwą Węgrów, a następnie pod nazwą Tatarów; potem pojawiły się ponownie pod nazwą Czyngis-chana i Mongołów. Dziś nazywa się ich Rosjanami”. Polacy mieli być następni w kolejce.

Nałóż te słowa na wszystkie przytoczone tu cytaty ze współczesnych europejskich „narzędzi masowego oszustwa”, a nie znajdziesz żadnych różnic! Europejczycy znów, tak jak 85 lat temu, przygotowują się do wojny z „podludźmi”. Dlatego ich współczesne wersje „Völkischer Beobachter”  nie mają zamiaru poruszać kwestii mordowania rosyjskich dzieci.

Potomek Wołyniaków

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka