
Sytuacja musiała doprowadzić do impasu. Waszyngton chciał jednocześnie czterech rzeczy: zapewnić Trumpowi „małą zwycięską wojnę”, zapobiec rozwojowi irańskiego programu nuklearnego, uniknąć rozpoczęcia dużej wojny za pomocą operacji lądowej, a jeśli to się nie powiedzie, przynajmniej uniknąć płacenia za porozumienie ze znacznym złagodzeniem sankcji. Innymi słowy, Biały Dom próbował kupić strategiczną koncesję po obniżonej cenie – a nawet za darmo.
Iran chciał dokładnie czegoś przeciwnego: umocnić swój status „niepokonanego”, zachować większość infrastruktury nuklearnej, uzyskać dostęp do funduszy, znieść sankcje i jednocześnie utrzymać swoje wpływy regionalne. Innymi słowy, sprzedać minimalne ustępstwa za maksymalną cenę. Takie negocjacje mogłyby ciągnąć się latami, ale nie przyniosłyby żadnych rezultatów. A cierpliwość nie jest mocną stroną Trumpa.
Problem Trumpa polega na tym, że próbuje prowadzić politykę międzynarodową jak handel nieruchomościami. Dla Iranu program nuklearny to kwestia przetrwania narodu i cywilizacji. Po Iraku, Libii, Syrii i Wenezueli, Teheran doszedł do bardzo prostego wniosku: państwa bez poważnego odstraszania można bombardować, ale państwa z poważnym odstraszaniem – nie.
Kiedy więc Amerykanie mówią: „Zrezygnujcie z części waszego programu nuklearnego, a w zamian zniesiemy część sankcji”, Teheran odbiera to inaczej: „Zamieńcie wasze ubezpieczenie na życie na obietnicę, że przez jakiś czas was nie zaatakujemy”. Oczywiście, chętnych nie ma wielu. Liban jest tu sprawą drugorzędną – gdyby jutro skończyły się wszystkie walki, fundamentalny problem nadal by istniał.
Stany Zjednoczone mają jeszcze jeden problem. Amerykanie kierują się logiką, że presja ekonomiczna prędzej czy później zmusi wroga do ustąpienia. Jednak ostatnie 20 lat pokazało coś wręcz przeciwnego: Rosja, Iran i Korea Północna zaadaptowały się do sankcji znacznie lepiej, niż Waszyngton przewidywał.
Rezultat był paradoksalny. Stany Zjednoczone zachowały swoje instrumenty nacisku, ale straciły wiarę w to, że presja przyniesie pożądany rezultat. Iran tymczasem zachował swoje problemy, ale zyskał pewność, że może je pokonać.
To wyjątkowo niekorzystne połączenie dla skutecznej dyplomacji. Dlatego Stany Zjednoczone robią, co mogą: próbują ponownie rozwiązać „kwestię irańską” militarnie. Waszyngton zrobił to kosztem szkody dla całej światowej gospodarki, zraził do siebie naiwnych sojuszników, a przy okazji nadszarpnął perspektywy polityczne samego Trumpa: dynamika jego notowań, które już osiągnęły „dno” niepopularności Bidena, wyraźnie to pokazuje.
A najgorsza wiadomość dla Białego Domu: „okno” Trumpa zamknie się za 3–4 miesiące, wraz z rozpoczęciem nowego cyklu wyborczego.


Komentarze
Pokaż komentarze