97 obserwujących
738 notek
887k odsłon
935 odsłon

Te niedobre Iwany

Wykop Skomentuj63

Jedną z legend okołopowstaniowych jest historia o rozmyślnym zatrzymaniu sowieckiego natarcia na Warszawę.Bajeczka jest nośna do dziś, występuje chociażby (aczkolwiek w oględnej wersji) w biblii entuzjastów demolowania miast, czyli w Powstaniu’44 Normana Daviesa i jest regularnie rozpowszechniana przez oddanych mu aoidosów. Rozumowanie to wygląda następująco: Sowieci chcieli zająć Warszawę, ale na wieść o wybuchu powstania złośliwie stanęli, pozwalając Niemcom dokonać rzezi miasta i obalając w ten sposób jakże słuszne zamierzenia Bora-Komorowskiego. W odmianie hardkorowej baśń ta ma bonus: dzięki powstaniu Stalin zatrzymał pochód na zachód o pół roku (w bujdę tę mogą uwierzyć jedynie ci, którym wydaje się, że na wschód od Odry na mapie Europy znajduje się jedynie Polska).

Skąd w ogóle pomysł, że Sowieci w istocie zamierzali zająć na przełomie lipca i sierpnia 1944 roku Warszawę? Dla dowództwa AK sprawa była jasna:
 
Jan Ciechanowski: - Czy uważał Pan Generał to za pewne, że Rosjanie wejdą do Warszawy?
Tadeusz Bór-Komorowski: -Tak, uważaliśmy to za pewnik. Były wszelkie dane, że wejdą. O ile na wojnie może być coś pewnego.
 
Jakie „wszelkie dane” miał na myśli strateg nie wiadomo, nie raczył ich ujawnić, a przeprowadzający wywiad nie nalegali. Jak aksjomat, to aksjomat.
 
Sytuacja była jednak nieco bardziej skomplikowana od zerojedynkowego wyobrażenia generała Bora. To i owo zależało od samych Rosjan, a także od Niemców (choć tych ostatnich także wykluczano z procesu myślowego uznając, że przewaga Sowietów jest zbyt duża, by mogli stawić opór). Zamierzenia Niemców były czytelne, nawet Komorowski zmuszony był przyznać, że wiedział o przybyciu w rejon Warszawy dywizji pancerno-spadochronowej „Hermann Goering”; aby jednak usprawiedliwić swoją pochopna decyzję o wszczęciu powstania bez skonsultowania się z szefem wywiadu, kłamał w żywe oczy:
 
My nie wiedzieliśmy o zgrupowaniu niemieckiej broni pancernej pod Warszawą. Wiedzieliśmy tylko o przybyciu dywizji "Hermann Goering". Sądziliśmy, że przeciwuderzenie niemieckie nie będzie miało skutku. Iranek-Osmecki po południu 31 lipca nic nowego do zameldowania nie miał i nic dodatkowego nie wniósł.
 
Co innego pisze Jan Matłachowski, członek zarządu Stronnictwa Narodowego:
 
Dzięki znakomicie zorganizowanej sieci wywiadu kolejowego, Komenda Główna AK miała rozeznanie, że w dniach 21-22 lipca w rejon Warszawy przybędą dwie niemieckie wyborowe dywizje pancerne. Szef wywiadu KG AK płk. Iranek Osmecki 25 lipca znał nawet ich nazwy.
 
Przyłapać Bora na kłamstwie jest bardzo łatwo – sam przecież pisze jednym tchem o swojej wiedzy na temat niemieckiego przeciwuderzenia, które nie mogło być tylko wykonane przez pojedynczą dywizję. Doniesienia o szykowanym kontrataku były przecież powodem odłożenia 31 lipca rano decyzji o wywołaniu powstania w ciągu najbliższych dni:
 
… Iranek określił położenie na froncie podwarszawskim jako niejasne. Postępy lewego skrzydła wojsk sowieckich marszałka Rokossowskiego "były szybkie", natomiast prawe skrzydło, "opóźnione było zdobywaniem Brześcia nad Bugiem".[…] Iranek przewidywał możliwość przeciwnatarcia niemieckiego na wysunięte jednostki lewego skrzydła Rokossowskiego. "Należy przewidywać - oceniał - zwycięstwo Niemców przez jakieś trzy do czterech dni, jakich potrzebują dwie armie Sacharowa na odrobienie swego opóźnienia". […] "Rosjanie - oceniał dalej Iranek - mogliby wtedy wznowić marsz do przodu i otoczyć Pragę, zresztą bardzo słabo bronioną". Iranek zakończył sprawozdanie wnioskiem, że "natarcie sowieckie na Warszawę nie rozpocznie się przed upływem czterech do pięciu dni", wobec czego wydanie już teraz rozkazu powstania byłoby całkowicie bezzasadne. Do wniosku tego przychylił się i dowódca AK.(podkr. moje, XL)
 
Tak więc zamierzenia Niemców można było wydedukować, chociaż wiara w aksjomat zdobywania Warszawy przez Rosjan zdawała się ograniczać wątpliwości. Jak zatem wyglądała sytuacja operacyjna z punktu widzenia strony Sowietów?
 
Dyrektywa Stawki z 27 lipca wyznaczała 1 Frontowi Białoruskiemu następujące zadania:
 
Po opanowaniu rejonu Brześcia i Siedlec prawym skrzydłem frontu rozwijać natarcie w ogólnym kierunku na Warszawę z zadaniem nie później jak 5 - 8 sierpnia opanować Pragę i uchwycić przyczółek na zachodnim brzegu Narwi w rejonie Pułtuska i Serocka. Lewym skrzydłem Frontu uchwycić przyczółek na zachodnim brzegu Wisły w rejonie: Dęblin - Zwoleń - Solec. Uchwycone przyczółki wykorzystać dla wykonania uderzenia w kierunku północno - zachodnim, zwinąć obronę nieprzyjaciela wzdłuż Narwi i Wisły i tym samym zabezpieczyć forsowanie Narwi przez lewe skrzydło 2 Frontu Białoruskiego i Wisły armiami centralnego zgrupowania swojego Frontu. Następnie mieć na uwadze natarcie w kierunku Torunia i Łodzi.
 
Najkrótsza droga między Brześciem i Warszawą wiedzie szosą brzeską. Gdyby Sowieci planowali zdobywanie Warszawy, ich główny wysiłek oparłby się o tę oś. Tymczasem z rozkazu dla Rokossowskiego wyraźnie wynika, że nacisk miał położyć na uderzenia skrzydło, na północ i południe od Warszawy. Ruscy planiści, w przeciwieństwie do strategów z KG AK, potrafili czytać mapy, zauważyli pewien ważny geograficzny fakt: między własnymi wojskami a Warszawą znajduje się ogromny, trudny do pokonania rów przeciwpancerny, zwany przez tubylców Wisłą. Dlatego wydano realistyczne rozkazy, sprowadzające się nie do nieuzasadnionego względami wojskowymi rajdu na Warszawę, lecz uchwycenia za rowem przeciwpancernym solidnych przyczółków. W rezultacie pod koniec lipca wojska lewego skrzydła były już nad Wisłą i próbowały forsować rzekę, zaś jednostki centralne, chociaż poruszały się najkrótszą drogą szosą brzeską, znalazły się daleko w tyle, ok. 80 km na wschód od Warszawy (dlatego w bitwie pancernej pod Radzyminem Niemcy mogli nacierać ze wschodu). Drugie ramię 1 FB w ogóle nie kierowało się na stolicę Polski.
 
W razie uchwycenia przyczółków na zachodnim brzegu Wisły Stawka ostrożnie zalecała możliwość wyzyskania sukcesu kontynuowaniem natarcia na północny zachód. Jak widać Warszawa nie była celem ruskiej ofensywy, zamierzano ją obejść głębokim manewrem skrzydłowym. Na linii Wisły i Narwi między Dęblinem a Serockiem zamierzano jedynie wyrównać front w oparciu o te rzeki – dlatego w rozkazie mowa o opanowaniu Pragi, a nie zajęciu Warszawy.
 
Dwa dni później Stawka przysłała nowy rozkaz, w którym jednoznacznie iż z naciskiem żądała podjęcia prób forsowania Wisły przez wszystkie związki Frontu:
 
Rozkaz Stawki o forsowaniu rzeki Wisły i uchwyceniu przyczółków wymienionych w rozkazie dla armii nie należy pojmować w ten sposób, że inne armie winny siedzieć z założonymi rękami i nie próbować sforsować Wisły. Dowództwo Frontu obowiązane jest maksymalnie zaopatrzyć w środki przeprawowe te armie, w pasie których Wisła winna być sforsowana w myśl z rozkazu Stawki. Jednakże i inne armie w miarę możliwości także powinny sforsować Wisłę. Przywiązując duże znaczenie do sprawy forsowania Wisły, [podkr. moje, XL] Stawka zobowiązuje Was do podania do wiadomości wszystkich dowódców waszego Frontu, że żołnierze i dowódcy, którzy wyróżnią się przy forsowaniu Wisły, zostaną udekorowani najwyższymi odznaczeniami do otrzymania tytułu Bohatera Związku Radzieckiego włącznie.
 
Dyrektywa ta wprost dowodzi, co było głównym celem sowieckiego naczelnego dowództwa – zdobycie przyczółków za Wisłą, a nie opanowanie Warszawy. Warszawa nie była celem nawet podrzędnym. Jest to z punktu widzenia sztuki wojennej całkowicie zrozumiałe: szturm wielkiego miasta to kosztowna i czasochłonna impreza, natomiast otoczone miasto samo wpadnie w ręce oblegających.
 
Optymistyczne plany kontynuowania natarcia zostały rozwiane krótko potem rozwiane. W wyniku kontruderzenia niemieckiego IV korpusu pancernego SS z wideł Wisły i Narwi czołowe korpusy 2 Armii Pancernej zostały pobite i zmuszone do odwrotu. Impet ofensywy się wyczerpał, dowódca 2 APanc., generał Bogdanow, zmuszony był wydać rozkaz przejścia na kierunku warszawskim do obrony. Rozkaz ten, podpisany przez szefa sztabu armii, generała Radzijewskiego, rozesłano do podległych jednostek o godzinie 4 rano 1 sierpnia – 13 godzin przed planowanym początkiem powstania. Co oznacza, że jeśli Bogdanow nie był jasnowidzem, to poniższy rozkaz wydał wyłacznie z powodów militarnych:
 
1. Przeciwnik częściami 73 DP, dywizji pancernych "Hermann Goering", SS "Totenkopf", 5 SS "Wiking", 19 DPanc., 6 warszawskiego pułku ochronnego, w oparciu o warszawski rejon umocniony, stawił zacięty opór 2 APanc. na rubieży: Jabłonka, Legionowo, Czarna Struga, Marki, Okuniew, Cechówka, Zbytki
 
2. 2 APanc. przechodzi do obrony. Przedni skraj obrony na rubieży: Kobyłka, Ossów, Sulejówek, Stara Miłosna, Zbytki; należy zasłonić się od wschodu i częsciowo pólnocnego-wschodu od nadchodzących częsci brzeskiego ugrupowania nieprzyjaciela. Gotowość do obrony na 12.00 1.8.44.
 
[...]
 
Być gotowym do kontrataków na kierunkach: 1) Mińsk Mazowiecki, 2) Stanisławów, 3) Żurawka, 4) Stara Miłosna, 5) Karczew.
 
Sowieckie korpusy pancerne poniosły w tych walkach poważne straty. 4 sierpnia w najbardziej poharatanym 3 KPanc. zostało zaledwie 35 czołgów T-34 (etat dla trzybrygadowego korpusu pancernego to 195 czołgów) i 15 dział samobieżnych różnych typów (wg etatu powinno być ich 189). 8 KPanc. miał 29 T-34, 57 Shermanów i 14 ciężkich IS-2, 16 KPanc. 82 T-34 i 10 IS-2. W sumie w całej armii pancernej tego dnia doliczono się 267 czołgów. Biorąc pod uwagę stan własnych jednostek oraz problemy z zaopatrzeniem wojsk (od podstaw wyjściowych sowieckie korpusy przebyły ponad 500 kilometrów) zarządzenie Bogdanowi jest całkowicie zrozumiałe.
 
5 sierpnia sztab 2 APanc. zawiadomił  sztab 1 FB, że w walkach tego dnia utracono kolejne 58 czołgów, z czego aż 42 pozostały na terenie zajętym przez przeciwnika. Oznacza to, że sowieckie wojska znajdowały się w odwrocie pod naporem nieprzyjaciela.
 
8 sierpnia Rokossowski i Żukow skierowali do Stawki projekt operacji warszawskiej, w którym w punkcie 4 zakładano gotowość frontu do rozpoczęcia operacji warszawskiej na 25 sierpnia. Dokument ten zrobił wielką karierę w środowiskach wędrownych aojdów, uznawany jest za dowód na gotowość zdobycia Warszawy jeszcze pod koniec sierpnia 1944 r. Oto żołnierze frontowi meldują: „Jesteśmy gotowi!”, a towarzysz Stalin milczy.
 
Milczenie Stalina miało swoje uzasadnienie polityczne – właśnie negocjował z Mikołajczykiem, kwestia pomocy dla powstańców była wygodnym narzędziem szantażu dla Rosjan, a nie argumentem dla Polaków, jak to sobie rojono przed wylotem premiera do Moskwy. Był to kolejny dołek, który strona polska wykopała i sama do niego wpadła.
 
Niemniej sprawy wielkiej polityki to jedno, a ocena sytuacji wojskowej to drugie. W projekcie z 8 sierpnia Rokossowski i Żukow najpierw postawili warunki wstępne operacji warszawskiej, zdobywanie samej Warszawy nie było podstawowym wymogiem planu, choć przekonanie takie pokutuje w felietonistyce historycznej (oto pierwszy przykład z brzegu). Zdobycie Warszawy uzależniono od:
 
1. Operację warszawską front może zacząć zaraz po tym, jak armie prawego skrzydła wyjdą na rubież rzeki Narew i zdobędą przyczółki na jej zachodnim brzegu w rejonie Pułtusk, Serock.
 
Jednostki tych armii oddalone są od rzeki Narew na 120 km; dla pokonania tego dystansu potrzebujemy 10 dni. [...]
 
2. W tym czasie na lewym skrzydle frontu siłami 69 armii, 8 armii gwardii, 7 gwardyjskiego korpusu kawalerii i 11 korpusu pancernego podjąć działania w celu rozszerzenia przyczółka na zachodnim brzegu rz. Wisły z wyjściem na rubież Warka, Stromiec, Radom, Wierzbica. [...]
 
3. Po wykonaniu tych operacji [...] wojska będą potrzebowały minimum 5 dni na zorganizowanie dostaw, podciągnięcia artylerii i tyłów [...]
 
Realizowanie punktu 4 (zdobywanie Warszawy) uzależnione było od spełnienia trzech wcześniejszych. Czy udało się je wykonać?
 
Serock został zdobyty po ciężkich walkach 20 października. Pułtusk dopiero 17 stycznia 1945 roku, tego samego dnia, co Warszawa.
 
Na południowym skrzydle lepiej nie było. 9 sierpnia Niemcy rozpoczęli kontrataki siłami dwóch dywizji pancernych, wiążąc sowiecką 8 A Gw. Warka pozostała niezdobyta do 16 stycznia 1945 roku.
 
Wyczerpane kilkusetkilometrowym skokiem wojska sowieckie nie zrealizowały całkowicie rozkazu Stawki z 27 lipca, ale zdobyły przyczółki, które w styczniu 1945 stały się podstawami wyjściowymi do ofensywy zimowej. Niemniej nawet wówczas Warszawa nie była głównym celem natarcia.
 

Czy towarzysz Stalin w sierpniu sabotował swoją własną ofensywę, zatrzymując cały Front tylko dlatego, że Polacy wzniecili powstanie? O ile można domniemywać, iż z rozmysłem nie udzielił powstańcom pomocy we wrześniu, to zahamowanie sowieckiego natarcia w kierunku Warszawy w sierpniu było niemal na pewno spowodowane uwarunkowaniami pola bitwy.

Wykop Skomentuj63
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale