PrzemysławGołębski PrzemysławGołębski
145
BLOG

Wiedza Trampa

PrzemysławGołębski PrzemysławGołębski Polityka Obserwuj notkę 7
Od prezydenta Stanów Zjednoczonych świat ma prawo oczekiwać nie tylko charyzmy i instynktu politycznego, lecz przede wszystkim głębszego zrozumienia mechanizmów władzy, historii i konsekwencji strategicznych decyzji.

W drugiej kadencji Donalda Trumpa 

Coraz wyraźniej uwidacznia się pytanie o rzeczywisty poziom jego przygotowania intelektualnego, zdolność do pogłębionej analizy oraz odporność na uproszczenia. 

Biografia na pierwszy rzut oka wydaje się przekonująca. 

Prywatna szkoła, akademia wojskowa, Fordham, University of Pennsylvania, Wharton. Trump przez lata używał dyplomu z Wharton jako dowodu własnej wyjątkowości. Uczelnia miała potwierdzać sukces, inteligencję i kompetencje.

Edukacyjna droga Trumpa

Od  początku była osadzona w świecie pieniędzy, nazwiska i rodzinnego zaplecza. Fred Trump miał majątek, pozycję i kontakty. Był związany z Kew-Forest School, zasiadał we władzach i wspierał ją materialnie. Potem była New York Military Academy, gdzie Donald trafił po problemach dyscyplinarnych, gdzie podobno ojciec wybudował skrzydło szkoły. Dochodzi do tego sprawa dokumentów edukacyjnych. Michael Cohen zeznawał, że na polecenie Trumpa wysyłał pisma ostrzegające szkoły przed ujawnianiem ocen i wyników. Fordham potwierdził otrzymanie takiego pisma.

Podobnie rzecz się ma z narracją biznesową. 

Trump konsekwentnie budował wizerunek self-made mana, lecz dogłębne śledztwa (m.in. New York Timesa) ujawniły transfery finansowe od ojca o wartości setek milionów dolarów. Kilka spektakularnych bankructw też trudno uznać je za dowód wyjątkowego geniuszu ekonomicznego.

Dlaczego to jest ważne ? 

Bo dyplom prestiżowej uczelni czy duży kapitał początkowy nie zastępują systematycznej wiedzy o historii gospodarczej, geopolityce i długoterminowych procesach. W relacjach z Iranem potrzebna jest choćby podstawowa orientacja w sekwencji wydarzeń: obaleniu Mosaddegha, rewolucji 1979 roku, kryzysie zakładników, wojnie iracko-irańskiej, wieloletnim reżimie sankcji i ewolucji programu nuklearnego. Tymczasem liczne wypowiedzi Trumpa wskazują, że historia pozostaje dla niego obszarem dość delikatnie mówiąc nieprecyzyjnym. 

Przykłady są dobrze znane. 

Pomyłka z „Nambią” w wystąpieniu do przywódców afrykańskich, nazwanie Viktora Orbána liderem Turcji czy łączenie dziedzictwa politycznego USA i Włoch ze starożytnym Rzymem w sposób ahistoryczny.

Język Trumpa stanowi odrębny fenomen. 

Od lat opiera się na wąskim repertuarze superlatywów i pejoratywów (great, tremendous, disaster, fake, huge, weak, sad, crazy). Początkowo można było to odczytywać jako świadomą strategię komunikacji z bazą wyborczą. Z czasem coraz bardziej przypomina jednak naturalny sposób jego postrzegania rzeczywistości - uproszczony, binarny i oparty na etykietach zamiast na analizie.

Prosty język sam w sobie nie jest wadą 

Wielu wybitnych przywódców (od Lincolna po Reagana) komunikowało się klarownie. Gorzej gdy prostota przeradza się w spłycenie, a pewność siebie zastępuje rzetelną eksplorację faktów i alternatywnych scenariuszy.

Nikt rozsądny nie podważa politycznego talentu Trumpa. 

Potrafi on znakomicie odczytywać nastroje społeczne, dominować cykl informacyjny i redukować złożone spory do chwytliwych haseł. Ten instynkt jest bezcenny w kampanii i walce o narrację.

Jednakże talent do zdobywania uwagi nie równoważy luki w rozumieniu złożoności świata. 

Kennedy i Bush również wywodzili się z uprzywilejowanych rodzin z bogatymi koneksjami. Różnica polega na tym, że nie czynili oni z nieufności wobec ekspertów, instytucji i akumulowanej wiedzy cnoty politycznej. 

Nie musieli być wybitni mając wybitnych doradców. Administracja Donalda Trampa ich nie słucha. 

Wie lepiej

Doradca ds. wizerunku, politolog, bloger

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka