Tak właśnie wygląda polityka bezpieczeństwa zamieniona w politykę nastroju.
W bezpieczeństwie najważniejsza jest pewność.
Sojusz wojskowy działa wtedy, gdy przeciwnik wie, czego może się spodziewać.
Gdy Moskwa kalkuluje ryzyko, liczy brygady, logistykę, czas reakcji, infrastrukturę, decyzje polityczne i prawdopodobieństwo użycia siły.
A odstraszanie żyje z przewidywalności.
Chaotyczny sojusznik może mieć najlepszą armię świata, ale jego wartość strategiczna spada, gdy decyzje przypominają ruchy kursora w mediach społecznościowych.
Dla Polski najgorsza byłaby euforia bez rachunku strategicznego.
Dodatkowi żołnierze USA są wartością. Każda realna obecność wojskowa zwiększa koszt ewentualnej rosyjskiej prowokacji. Tego nie wolno lekceważyć.
Ale państwo poważne nie może uzależniać poczucia bezpieczeństwa od wpisu Trumpa, jego relacji z Nawrockim ani od chwilowej gry Białego Domu z Berlinem, Brukselą i Warszawą.
Polska powinna brać wszystko, co wzmacnia jej bezpieczeństwo, lecz bez politycznego zaczadzenia.
Trzeba pytać o status tych wojsk, czas obecności, zaplecze logistyczne, dowodzenie, finansowanie, integrację z planami NATO i scenariusz na dzień, w którym Trump znowu uzna, że zmienił zdanie.
Bo zmieni.
Nie pierwszy raz i zapewne nie ostatni.
Największym błędem byłoby dziś pomylenie amerykańskiego wpisu z amerykańską strategią.
#Tramp @realDonaldTrump


Komentarze
Pokaż komentarze (1)